Dziesięć dni przed Bożym Narodzeniem: magnolia w fazie białego pąka!

 

 To wręcz niewiarygodne, ale magnolia gwiaździsta weszła w fazę białego pąka. Jeżeli wysokie temperatury się utrzymają to na Nowy Rok drzewko nam zakwitnie. Powinniśmy się cieszyć, a martwimy się bo jak potem przyjdą mrozy... strach pomyśleć... Jedyny sposób powstrzymania tego procesu to związać drzewko (n szczęście ma dopiero dwa metry) i nałożyć wielki jutowy worek, tak by pąki nie dostawały światła. Ale obawiam się,m że na to by zahamować wegetację może być już za późno.

 

 

Ale to nie jedyny problem, bo w fazie różowego pąka jest też kalina różowa (Viburnum bodnantense Dawn). Fakt, że w cieplejszym klimacie kwitnie ona już zimą, ale w Polsce, na naturalnym stanowisku to się nie zdarza. W sprzyjających warunkach zakwitała w lutym - raz się tak zdarzyło.

 

 

 

Na zdjęciu  kalina różowa już gdy pojawiły się kwiaty (zdjęcie archiwalne), bo złośliwość przedmiotów martwych spowodowała, że bateria w aparacie padła, tak że musicie w różowy pąk uwierzyć na słowo.

 

A na koniec coś co najmniej dziwi, czyli ciemiernik brzydko się nazywający, ale bardzo ładny: cuchnący. To, że teraz zaczyna się brać za kwitnienie to nic zaskakującego.

 

 

 

fot. marta zając sabina zając

Wilczomlecz i ... wilczomlecz

 fot. marta zając

 

Gdyby Gwiazda Betlejemska  była uprawiana  w innym klimacie, gdzie dni są dłuższe niż 10 godzin, wówczas liście by się nie wybarwiły. Tak jest z gwiazdą rosnącą u mojej mamy, która od ubiegłorocznych świąt trzymała roślinkę na parapecie. Niestety zapomniała, że od września trzeba jej sztucznie skracać dzień nakładając codziennie papierowy kapturek na doniczkę. W rezultacie listki, również te przykwiatowe cały czas są zielone.

Pewnie wiecie, że Gwiazda Betlejemska należy do rodziny wilczomleczów. Jest to wilczomlecz nadobny i pochodzi z Meksyku. W naszym klimacie uprawiany tylko jako roślina doniczkowa.

 

 fot. sabina zając

 

 A to też jest wilczomlecz tyle, że bylina uprawiana w gruncie. Łączy je nie tylko biały, silnie trujący sok znajdujący w łodygach, ale także wybarwiające się liście podkwiatkowe. Na zdjęciu jest jeden z najpiękniejszych z uprawianych w ogrodzie: wilczomlecz złocisty.

 

 fot. sabina zając

 

Kwitnie i ma tak pięknie wybarwione listki od maja do czerwca. Tworzy dużą, regularną kępę wysoką na około 40 - 50 centymetrów. Musi mieć bardzo dużo słońca i dość jałową, wapienną ziemię. Nie służy mu przenawożenie.

Łatwo się rozmnaża. Wystarczy zrobić sadzonkę z gałązki urwanej z piętką. Najlepiej zrobić to wczesną wiosną lub zaraz po tym jak zniknie przebarwienie liści podkwiatkowych.

UWAGA! To listopad, a przebiśniegi wystartowały!

To wręcz niewiarygodne! Wystartowały przebiśniegi tak jakby to była wiosna, a nie koniec jesieni!

 

 fot. sabina zając

 

Liście mają już długie na kilkanaście centymetrów i jeżeli pogoda się utrzyma to zakwitną. Czegoś takiego nie pamiętam jak długo żyję i zajmuję się ogrodem.

Te pierwsze przebiśniegi wystartowały w doskonale osłoniętym miejscu, w cieniu wielkiej daglezji. Mają tu komfortowe warunki, ciepło i sporo rozproszonego światła.

Ale nie one jedyne zachowują się wiosennie. Liliowce mają nowe liście i porosły na 20-30 centymetrów. Grube pąki kwiatowe są też na dereniu jadalnym. Na świerku acrocona pojawiły się zawiązki szyszek.

Te i inne przejawy wiosny są bardzo niebezpieczne dla odporności ogrodu gdy nadejdą mrozy, bo nadejść przecież muszą i oby jak najszybciej. Nie muszą być silne. Tak koło zera wystarczy.

Powojniki gdy już przekwitły są magicznie piękne

 

 

Powojnik tangucki ma żółte, dzwonkowe kwiaty i kwitnie jesienią, a potem jest jeszcze piękniejszy gdy pojawiają się puszyste owocniki. Łatwy jest w uprawie, a w zależności od odmiany osiąga od 2 do nawet 6 metrów długości.

 

 

 

 

Ale też inne odmiany clematisów są przeurocze, gdy już przekwitną. Dlatego uprawiając je w ogrodzie zawsze mamy wątpliwości: usuwać przekwitłe kwiaty, by dać większą szansę następnym czy czekać na takie cudeńka jak na zdjęciu. Zazwyczaj wybieramy drugie rozwiązanie.

 

Fot. sabina zając

 fot. marta zając

 

 

 

 

 

 

 

Złota rybka ze szlamu

 Betonowy staw zrobiony około dziesięciu lat temu zaczął przeciekać, w ciągu tygodnia poziom wody spadał o ok. 50 - 70 cm. Dolewanie wody problemu nie rozwiązało. Staw trzeba było oczyścić, ale odkładaliśmy to w czasie, bo rybek, złotych , czerwonych, srebrnych i innych, a do tego grzybieni żal...

 

 

 Najtrudniejsze było odławianie, bo tych rybek było więcej niż sto, a mniej niż dwieście. Siatka bez szans, bo chowały się wśród roślin i w mule, użyliśmy więc ... durszlaka. I tak udało się odłowić także złotą rybkę, ale nie pogadała, trafiła do przechowali czyli starej ocynkowanej wanny.

 

 

Gdy pompa już nie była w stanie usuwać wody, bo szlam ją co chwila zapychał, trzeba było cały osad wynosić ręcznie wygrzebując z błota każdą trzepoczącą się rybeńkę

 

 

 A potem najgorsza robota, usuwanie kłączy grzybieni grubszych niż moje ramię, splątanych, ciężkich, była tego chyba tona... dwa dni roboty, chociaż staw niewielki, ok. 5 metrów średnicy i 180 cm w najgłębszym miejscu.

 Ręczna robota, łopata niezbyt skuteczna, trzeba było błoto wygrzebywać...

 

 

 szufelką...

 

 

 

ale po opłukaniu stawu znaleźliśmy spękania, miejsca wycieku, mapę zrobiliśmy gipsem, a potem klejenie...

 

 

 

O tym jaki efekt dała naprawa napiszemy za tydzień. Na razie staw zaklejony, rybki, także złota wróciły do swojego domu, a w przyszłym tygodniu sprawdzimy czy staw odzyskał szczelność.

fot. sabina zając