Ogród Biodynamiczny na 1.09 – 7.09.

 

zimowity na szczęście zimy jeszcze nie witają.../ fot. sabina zając
Kwitną zimowity i krokusy jesienne. Jak je odróżnić? Łatwo, po liczbie pręcików. Zimowit ma ich sześć, a krokus tylko trzy. Dla miłośników kwiatów nie ma to może większego znaczenia, ale dla rodziców już tak.
krokusy jesienne różnią się od zimowitów tylko liczbą pręcików/fot. sabina zając
Zimowity są bowiem roślinami mocno trującymi i to każda ich część, także kwiaty. A że maluchy lubią to co ładne brać do buzi, lepiej trzymać je z daleka od zimowitów. A, że to co jest trucizną często też jest lekiem, warto wiedzieć, że z cebulek zimowita pozyskuje się bardzo cenny lek bardzo skuteczny przy silnym ataku dny czyli podagry. Kiedyś stosowali go też zielarze, dziś odradzają jego stosowanie w domowym samoleczeniu.
O tym, że nadchodzi jesienna pogoda wiedzą wszyscy i wszyscy wróżą z różnych oznak przyrody jaka będzie i do kiedy potrwa, a także kiedy należy spodziewać się zimy. Podglądamy więc wrzosy.
gdy wrzosy kwitną od góry to czeka nas mroźna i szybka zima/fot. sabina zając
Gdy kwitną najpierw od góry a potem kwiaty rozwijają się coraz niżej zima będzie szybko i ostra. Tak podobno jest w tym roku – jak twierdzą znajomi ogrodnicy, chociaż nasze wrzosy sygnalizują coś wręcz przeciwnego. Przynajmniej niektóre.
To, że myszy już wdzierają się do domów też nie świadczy o szybkiej zimie, bo mają zwyczaj robić to już po żniwach.
Bociany w tym roku nie śpieszyły się z odlotem, a one mają w swoich maleńkich główkach nie tylko kompas, ale i kalendarz. Widać one szybkiej zimy nie przeczuwają.
W ogrodzie, przynajmniej naszym, ponownie pojawiły się kwiaty na niektórych różanecznikach. Zakwitł też pigwowiec. Kwitną ponownie różowe robinie czyli akacje, a więc może nie ma się czego bać?
My się zimy nie boimy, a raczej gwałtownego ocieplenia. Niektóre drzewa już szybko zrzucają liście, na innych zasychają. Gdyby miało dłużej popadać, a potem pogrzać, mogą... poczuć wiosnę i mocno się uaktywnić, a to jest faktycznie niebezpieczne. Młode, żywe pędy które nie zdążą zdrewnieć wpuszczą mróz do całej rośliny.
Czy mamy na to wszystko wpływ? Niewielki.
Możemy jednak wzmocnić rośliny wszystkimi nawozami potasowymi poprawiającymi ich odporność. My stosujemy popiół drzewny z ogniska i kominka, ale tylko w stosunku do tych które tolerują obojętną lub zasadową glebę. Dobrze jest też wspierać odporność roślin na choroby stosując opryski ze skrzypu, żywokostu, a także pokrzywy i mniszka. Tam gdzie jest susza intensywnie podlewamy, bo odwodnienie osłabia odporność nie tylko ludzi...

 

 

 

 

 

 

 

Ogród Biodynamiczny na 11 – 17.08.

 

Złota kula czyli wędrująca rudbekia naga Golden Grow

 

 

 rudbekia naga, pospolita ale piękna / fot. sabina zając

 

Rudbekia naga o pełnych kwiatach uważana jest za mało elegancką w porównaniu do lśniącej. My jednak lubimy właśnie tą wiejską, pospolitą. Drągal dorasta nam do dwóch metrów, a że ma wiotką łodygę, podpiera się na hortensji pnącej, która z kolei oplata pień starej jabłoni i tak wszystko tworzy jedną całość. Chociaż złota kula jest dość ekspansywną rośliną, w niczym nam to nie przeszkadza. Po prostu odkopuję jesienią część korzeni i sadzę w kolejne miejsce, najlepiej takie gdzie jest słońce i drzewa mogące stanowić podporę.

 

Korzenie żywokostu już się suszą

 

 to tylko fragment ogromnych korzeni żywokostu... już w piekarniku/ fot. sabina zając

 

Wykopaliśmy sporą garść długich korzeni żywokostu, pocięliśmy od razu na drobno elektryczną przystawką do cięcia twardych warzyw ( taką jak do czarnej rzepy) i wstawiliśmy do piekarnika – temperatura 45 st. C. Gdy wyschnie na wiór, zmielimy korzeń na proszek. Będzie materiał wyjściowy na olej i maść żywokostową. Przyda się nie tylko na zranienia. Sprawdzimy, czy faktycznie pomaga także na zwichnięcia, bolące kolana i stawy, problemy z kręgosłupem.

 

Spotkaliśmy pazia królowej

 

 pierwszy raz widezieliśmy na żywo i to na łące za płotem/ fot. sabina zając

 

Wyjątkowy, ogromny motyl, podobno kolekcjonerska rzadkość, a u nas pojawił się na łące za płotem. Oby jak najwięcej takich gości. A można paziom to ułatwić. Przede wszystkim uprawiać ogród bez chemii. Dobrze jak rośnie w nim dzika marchew i dziki koper, bo motyl bardzo je lubi. Ważne, by było też sporo słonecznych miejsc, ale o to najłatwiej.

 

Dzieci liliowca rosną zdrowo

 

 to ze sztucznego  zapylenia... mamy nadzieję, że żadnych fundamentalnych wartości nie naruszamy / fot. sabina zając

 

Jak już wcześniej pisaliśmy, chcemy dochować się liliowców nowych odmian, krzyżówek z tych, które już posiadamy. Ponieważ liliowce niechętne zapylają się w sposób naturalny, pomogliśmy im w tym pocierając pręciki o słupek tak by pyłek dostał się tam gdzie powinien. No i zawiązały się nasiona... nie wszystkich kwiatach, ale i tak będzie co wysiewać. Ze zbiorem musimy jednak poczekać do jesieni.

Ogród Biodynamiczny na 4 – 10. 08.

To by ł ciężki tydzień dla ogrodu. Najpierw długo susza, potem ulewy. Popadało w ostatniej chwili, już gdy ustawiliśmy zraszacz, by wesprzeć różaneczniki. Ale nie był potrzebny, a przyjęły się nawet rozsady szałwii i smotrawy, chociaż warunki miały mało sprzyjające. Najbliższy tydzień zapowiada się podobnie.

 

Dalia jednoroczna?

 

 Takiego mutanta jeszcze nie widzieliśmy/ fot. sabina zając

 

W niespotykany sposób zakwitła dalia, którą sprzedano nam jako jednoroczną, czyli taką, która nie ma karpy i przed zimą należy ją wyrzucić na kompostownik, a w kwietniu następnego roku wysiać następną. Otóż nie istnieją dalie jednoroczne. To takie same dalie jak te inne, z karpami, tyle że na tyle młode że mają drobny, marny korzonek. Gdy go wykopać nie przetrzyma przechowywania, bo nie był w stanie zgromadzić substancji zapasowych. A nasza dalia „jednoroczna” ma nietypowy kwiat: połowa płatków jest w delikatne plamki, druga połowa czerwona prawdopodobnie po przodkach, którzy niespodziewanie o sobie przypomnieli.

 

Niedotykalskie niecierpki

 

 Dopiero gdy blisko podejść, widać płatki kwiatów zwinięte w rurki.../ fot. sabina zając

 

Czy wiecie skąd się wzięła nazwa: niecierpek? Bo nie cierpią dotykania,! Przede wszystkim gdy dojrzewają nasiona. Jeżeli przypadkowo je poruszymy w tym czasie, natychmiast reagują wystrzeliwując z torebki nasiona na odległość nawet kilku metrów! Mamy w ogrodzie kilka gatunków niecierpków. Jeden rośnie od kilku lat, a więc zakładamy że jest to bylina, chociaż większość tych roślin w naszym klimacie zalicza się do jednorocznych. Najwyraźniej nie wszystkie.

 

Różę suszę w całości

 

fot. sabina zając

 

Duże owoce róży pomarszczonej, która rośnie u nas jak oszalała zajmując coraz więcej przestrzeni zebraliśmy pierwsze owoce. W całości trafiły do piekarnika najpierw w temp. 100 st. C na 10 minut, a potem na 1,5 godz. w temperaturze 60 st. C. Dosuszamy je w woreczku wiszącym w przewiewnym miejscu. Gdy są suche na pieprz, mielimy, a proszek dodajemy do herbaty.

 

Mak satelitarny

 

Pierwszy raz coś takiego widzieliśmy: mak wyglądający jak satelita, płatki opadły, pręciki zostały...

 

 fot. sabina zając

Ogród Biodynamiczny 28.07. - 3.08

Ten weekend był pod znakiem Nowiu i zgodnie z zasadą biodynamiczną nic, lub prawie nic nie robiliśmy przy roślinach. Ale nie oznaczało to leżakowania, bo jak tu wygrzewać się w słońcu jak tyle do roboty.

Po to by nie złamać reguł zajęliśmy się stawem. Jest betonowy, jednowarstwowy, uformowany w nieckę i od ponad dziesięciu lat doskonale nam służył. Po zimie zaczął mocno przeciekać. W ciągu tygodnia spadek poziomu wody sięgał 10 - 20 cm. Najprościej byłoby wypompować całą wodę i wylać dodatkową warstwę betonu. Ale wówczas zagrozimy życiu rybek, przepędzimy żaby, zniechęcimy ważki, jaszczurki. Ptaki przestaną przylatywać w upały by się napić. A teraz o świcie bywa, że są ich dziesiątki.

 

 Obniżyliśmy poziom wody o pół metra, by odkryć pęknięcia w stawie/fot. sabina zając

 

Poszliśmy więc na kompromis. Obniżyliśmy poziom wody o pół metra i zaklejaliśmy pęknięcia. Za tydzień okaże się, czy pomogło.

 

W upały widać jak potrzebna w ogrodzie jest ściółka zatrzymująca wodę w ziemi i chroniąca rośliny przed przesuszeniem. Dwadzieścia worków kory wystarczyło na uzupełnienie ubytków tylko na kilku rabatkach. W mniej reprezentacyjnej części ogrodu ściółkujemy ściętą trawą. Chociaż nieżyjąca już Maria Thun uważała, że ściółka jest tak samo niepożądana jak podlewanie, bo przyciąga ślimaki, nornice krety i inne szkodniki, to wybraliśmy mniejsze zło. Prawie nie podlewamy, ale ściółkujemy. Trawa jest kłopotliwa, bo można ją rozkładać cienką warstwą, gdyż nie oddycha i gnije pod spodem. Ale mieliśmy górę drobnych gałęzi z ubiegłotygodniowego cięcia spiralnego dębu, leszczynowego i grabowego żywopłotu, tulipanowca, któremu trzeba było usunąć najniższe piętro, by nie ocieniało trawiastej grządki.

 

 tak wygląda świeża ściółka z gałęzi i liści/fot. sabina zając

 

Cały ten materiał – także liście - pocięliśmy rozdrabniaczem ślimakowym. Przez jeden dzień udało się w ten sposób wyprodukować 15 taczek ściółki, lepszej niż trawa, ale niezbyt trwałej, bo w ciągu dwóch lat się rozłoży. Ale nie szkodzi. Teraz ochroni, a potem zasili rośliny, a my zaoszczędzimy na nawozie. I tak nie robiąc nic sporo udało nam się zrobić w ogrodzie.

 

 

 

 

 

Ogród Biodynamiczny na 21 – 26. 07.

Zapylaliśmy liliowce

 

Liliowce pięknie kwitną i chciałoby się mieć ich jak najwięcej i jak najciekawszych odmian. Tymczasem rośliny są drogie, a nasze apetyty coraz większe. Na szczęście spotkaliśmy kilka dni temu Profesora Jerzego Bodalskiego, kiedyś światowy autorytet w dziedzinie lilii, a od kilku lat prowadzącego pod Łodzią eksperymentalną szkółkę w której tworzy nowe, oryginalne odmiany liliowców.

W zeszłym roku zarejestrował ich ponad 40, drugie tyle zarejestruje w tym roku. To od niego dowiedzieliśmy się, że liliowce bardzo rzadko zapylane są przez owady, bo nektar jest w samej gardzieli kwiatów, daleko od pręcików i od słupka. Liliowców zazwyczaj nie zapyla też wiatr, gdyż słupek nie tylko jest wyżej od pręcików ale mocno od nich odsunięty. Profesor poradził nam jak pomóc roślinie w uzyskaniu potomstwa.

 

 

 zapylanie liliowca/ fot. marta zając

 

Należy delikatnie wyłamać pylnik z wybranego kwiatu i pyłek nałożyć na słupek, tego samego lub zupełnie innego. Wówczas jest duża szansa, że zawiążą się nasiona. Wystarczy je wysiać tego samego roku jesienią lub w następnym roku, wiosną. Za dwa lata będą pierwsze kwiaty. Z każdego nasionka inny, z wymieszanymi cechami wszystkich przodków. Tak działając możemy stworzyć takie odmiany jakie pragniemy i założyć własną kolekcję. Oczywiście, im piękniejsi rodzice, tym ciekawsze dzieci.

No więc my, za radą Profesora, chodziliśmy z pręcikami od liliowca do liliowca i zapylaliśmy. A by chwila ta nie była pozbawiona pewnego romantyzmu, przy każdym potarciu pręcika o słupek mówiłem Aha!!! cytując Jerzego Stuhra z końcowej sceny Seksmisji. Zobaczymy co z tych zabiegów wyjdzie.

 

Czy oswajać rybki ?

 

 jedzą z ręki/fot. sabina zając

 

Mamy w stawie trochę ozdobnych rybek, nie tylko karasi, które od dwóch lat mnożą się jak szalone. Rybki są bardzo odważne. Gdy pies wejdzie do wody, „obwąchują ” go z ciekawością, przepływają między łapami. Nas rozpoznają i gdy niesiemy karmę, wszystkie przypływają na pomost. Ale dotknąć się nie pozwalały. Do wczoraj. Bo udało nam się je przekonać, by podpłynęły i jadły nam z ręki. Niepowtarzalne uczucie gdy małe pyszczki delikatnie szczypią dłoń. Trochę się jednak niepokoimy, bo takie oswojone rybki nie wiedzą przecież, że oprócz życzliwych są także dłonie nieprzyjazne. Może zatem robimy błąd?

 

Krwawe łowy

 

 Kwietnik na łowach/fot. jakub krysiak

 

Ten pajączek to kwietnik,  biały jak białe są płatki hortensji do których się  upodobnił by ukryć przed ofiarami. Zmiana koloru w zależności od otoczenia to właśnie cecha tego pajączka. A jak jest jadowity przekonała się mucha. Zaskoczył ją,  wstrzyknął jad i sparaliżował ofiarę. Na zdjęciu samica kwietnika, która atakuje skutecznie nawet pszczoły i osy.

Takie krwawe łowy ciągle trwają w ogrodzie, a my biegamy z aparatem i fotografujemy. Pewnie gdyby nie aparat wielu sytuacji byśmy nie zauważyli. Ten sprzęt pozwala więcej zobaczyć i zrozumieć. A za każdym zdjęciem idą poszukiwania informacji, co to za owad, jaki kwiat, jakie ma zwyczaje - dużą mamy przyjemność z tego poszukiwania.