fot. sabina zając

Ryby w stawie przetrwały zimę i mrozy. Bez pływaków, bez snopków, bez wyrąbywania przerębli... Przeręble, szczególnie w małych stawach to duże ryzyko. Wyrąbywanie otworu w lodzie powoduje taki hałas, że może ryby zabić. Wiercenie jest bardzo pracochłonne, a przerębel szybko zamarza. Można w stawić do stawu grzałkę, ale to kosztowne rozwiązanie. Zastosowana u nas pompka powietrzna o mocy zaledwie 5 W sprawiła, że przez zimę cały czas jest krąg o średnicy metra wolny od lodu. Przy okazji natleniane są ryby, zarówno karasie jak i kolorowe karpie. Tanie i skuteczne rozwiązanie. 

fot. sabina zając

Kto chce mieć idealny trawnik w ogrodzie nie powinien mieć psa. Ale nawet dżdżownice są niepożądane, bo robią dziurki w murawie. My mieliśmy dwa psy, ten jest trzeci. Pierwszy był idealnie wychowanym chłopakiem, który od szczeniaka uczył się, że chodzić trzeba po ścieżkach. Przestrzegał tej zasady. Niestety jak to samiec, sikał wysoko podlewając drzewka i krzewy. Z młodych trzeba było szybko spłukiwać mocz, bo mógł je spalić. Ale też zauważyliśmy, że to obsikiwanie starszych drzew miało leczniczy skutek: niszczyło czerwone pęcherzyki na pniach ratując drzewa przed bardzo groźną chorobą: czerwoną guzełkawością - chorobą na którą nie ma innego sposobu niż wycinanie roślin. Być może to zasługa mocznika zawierającego bardzo dużą ilość azotu. On wypalał zarodniki grzyba.

Teraz mamy sunię, która. po krzakach nie sika, ale na trawniku wypali moczem czarne plamy. Jedyny sposób to znowu tylko spłukiwanie zasikanych miejsc, albo rezygnacja z wypielęgnowanego trawnika. Najlepiej byłoby jednak nauczyć psa, że nawet z ogrodu wychodzi na spacer, by się załatwić. Można go tego nauczyć. Nasza poprzednia suczka wychodziła na spacer trzy razy dziennie, chociaż ogród mamy duży, bardzo duży...

fot. sabina zając

Co roku wieszamy kolejne budki dla ptaków. Dzięki temu mamy rozśpiewany świt. Nie wykarczowaliśmy  też stojącej przed domem 70=letniej robinii, chociaż jest martwa od 10 lat. To ulubione miejsce dzięcioła. Ptaki w ogrodzie ekologicznym są naturalnym wrogiem szkodników. Teraz chcemy ofertę budek powiększyć i kupić domek dla nietoperza, który będzie w nocy wyłapywał m.in. komary. Podobno przez jedną noc jest w staniej zjeść ich kilkaset. 

fot. sabina zając

 

Taki obrazek w dzikich ostępach nie budzi grozy: nasycone drapieżniki odpoczywają najedzone po uczcie. Tyle, że tu drapieżnikami są wiejskie psy, które zagryzły sarnę na polach, kilkadziesiąt metrów od zabudowań wiejskich. Selekcja naturalna? Raczej wynaturzenie domowych psów, które puszcza się wolno nie biorąc za nie odpowiedzialności. Teraz zabiły sarnę, następnym razem mogą zaatakować człowieka. 

W ogrodach obecność zwierząt jest naturalna. Zdarza się, że pies zagryzie dzikiego kota, ale bardzo rzadko gdy go tego nie uczymy. Poza tym taki kot zwykle potrafi się obronić. Widziałem w Bieszczadach jak domowy kot pogonił dzikiego lisa. 

Zawsze ingerujemy w naturę, nawet samą swoją obecnością. To nieuchronne. W ogrodzie, gospodarstwie, zwierzę chowane przez człowieka nie jest elementem natury, ale cywilizacji. Nasz pierwszy pies, gdy znalazł małe zające lub jeże, przynosił nam je w pysku uważając, by nie skrzywdzić. Drugi nienawidził wszystkim innych zwierząt, atakował nawet osy, a jeże zagryzał... bo tak go nauczył poprzedni właściciel. Nauczył go nienawiści i lęku. A czasem zaczyna się od zabawy w szczucie na koty lub szkolenie psa do łapania kretów...

Zgodnie z polskim prawem pies to niebezpieczne "narzędzie", którym posługuje się człowiek. Za skutki człowiek, właściciel, opiekun odpowiada.

 

 

W karczmie  U Eskulapa, w Ustrzykach Górnych spotkaliśmy lisa. Przemykał miedzy stolikami niezbyt bojąc się ludzi. Przegonił rudego inny rudzielec: kot, który ani myślał dzielić się resztkami ze stołów.

 

 fot. sabina zając

Dzień wcześniej kilka kilometrów od rezerwatu torfowisk i granicy z Ukrainą, tuż przy asfaltowej drodze wylegiwała się leniwie wataha wilków. Gdy zatrzymaliśmy samochód, niespiesznie odeszły. Właściciel pobliskiej stadniny hucułów  twierdził, że koni nie atakują, bo po co, skoro w lesie mają dostatek ogłupiałych łani.

Zetknęliśmy się też prawie oko w oko z niedźwiedziem, który siedział w krzakach na trasie między Soliną a Ustrzykami Dolnymi i podglądał kierowców.Spłoszył się dopiero, gdy zaczęli gwałtownie hamować. Nie chciał pozować do pamiątkowych zdjęć.

 

fot. sabina zając

Gdy w naszym ogrodzie kuna wyjadła filcową podbitkę pod maską samochodu, a jej młode ganiały się po ogrodzie, niespecjalnie się zdenerwowałem. W ekologicznym ogrodzie człowiek jest na takich samych prawach jak wszystkie inne, żyjące istoty. Sztuki współistnienia uczyć się nam od bieszczadzkich ludzi. Czasem to trudne, bo niekiedy  lisy, kuny, łasice, dzikie koty, krety  są  jak szkodniki i trzeba je odpędzać. Ale wielokrotnie tego dobra w ogrodzie jest tyle, że można się podzielić i nie wchodzić sobie w drogę.