Chłopomaniacy czyli był sobie dziad i baba

  fot. sabina zając

 

Wbrew pozorom nie jesteśmy chłopomaniakami, czyli miastowymi udającymi ludzi ze wsi w przekonaniu, że tu życie jest sielskie i anielskie. Ale potrafię pracować kosą, czego paradoksalnie nauczyłem się... w mieście Łodzi, gdy jeszcze były w nim łąki na których  pasły się krowy. Wiemy jak ciąć sierpem, do czego używa się motyki.

Na co dzień przy pracach w ogrodzie króluje nowoczesny sprzęt, bo tak jest po prostu szybciej i wygodniej. Ekologia jaką zachwycił się aktor Depardieu zwiedzając Białoruś nie jest u nas - w przeciwieństwie do tamtejszej - jednak wymuszona.

Nawozy są z ogrodu, bo darmowe i nic się nie marnuje. Z ogrodu pochodzą także leki. Soki robimy ręczną wyciskarką, bo chociaż jest to męczące - smak nieporównywalny do tych z elektrycznej sokowirówki.

Na co dzień kosę zastępuje kosiarka, sierp - nożyce do trawy i podkaszarka. Ale dom ogrzewamy już tym co wycinamy z ogrodu - doskonale sprawdzają się szybko odrastające leszczyny - tych nam nie brakuje, bo tworzą stumetrowy szpaler od strony niegdysiejszej drogi.

U nas na wsi miejscowi kupują w sieciowym markecie: mleko, bo krów nie trzymają, jaja - bo kury brudzą im trawniki, chleba już nikt nie piecze, a nowe, wiejskie domy muszą być piętrowe, koniecznie z balkonem.

Smutek nas ogarnia, gdy patrzymy na maselnicę odziedziczoną po ciotce. Mleka prosto od krowy nie ma gdzie kupić, a na targu dominują stragany z towarami pochodzącymi z wielkomiejskich wyprzedaży.

Ale, być może narzekamy jak to dziad i baba, bardzo starzy oboje...

 

fot. sabina zając

Początek urlopu w ...kuchni

W kuchni intensywnie pachnie suszonym wrotyczem i wędzonkami. Szaleję, nietypowo zaczynając urlop... od kuchni.

Przede wszystkim kiszę buraki. Wielki słój wypatrzony i kupiony na pchlim targu, piaskowany ręcznie by nabrał patyny,  zmieścił dwa kilogramy, obranych, pokrojonych w plasterki, doprawionych angielskim zielem, czosnkiem i goździkiem.

Za dwa dni sok powinien być gotów. A buraczki pójdą na prostą sałatkę, podane w śmietanie doprawionej klarowanym masłem.

 

 

No to teraz pora na wrotycz, zbierany w samo południe, wygrzany słońcem. Dwa koszyki mają wystarczyć na cały rok.

 

 

Suszarka do grzybów jest tu niezastąpiona. Kwiaty nie tracą koloru. Potem zmielę je na proszek i będę przechowywać w szczelnym słoju, w ciemnym pomieszczeniu. Nie stracą aromatu przez rok. Lekarstwo dla ludzi i roślin. A przy okazji odstraszy mole, kleszcze. Tyle pożytku z jednej roślinki.

 

 

 

Wegetarianom to się nie spodoba. Ale trudno. Szybkie wędzenie boczku, schabu i karczku, a na dodatek słoniny - ma być tak miękka, że da się ją rozsmarować. Wszystko już wcześniej zapeklowane. A do wędzenia użyłem drewna z jabłoni.

 

 

Druga komora i ryby. To pierwsza poważna próba wędzenia na zimno. Stąd na razie śledzie niewiele większe od szprotek. Trzy dni po 12 godzin w temperaturze ok. 25 st. C. Nie wytrzymałem. Już dziś sprawdziłem i smakują... zupełnie inaczej niż sklepowe.

 

 

Skoro wędzarnia już z mięs opróżniona, to szyba akcja czyli krakowska - to mój debiut - najpierw wędzenie, potem parzenie, znowu wędzenie. Na świeżo już do jedzenia jutro, a za 16 dni sucha krakowska.

To jutro jeszcze podpłomyki pieczona na grillu - jak się udadzą i wiejska babka ziemniaczana, czyli pyrkorz - jak się u mnie w domu mówiło.

A żeby nie było, że siedzę tylko w kuchni, ostatni przed żniwami rzut oka na chabry. Może zdążę je zebrać nim wjedzie kombajn.

 

 fot. sabina zając

 

 

 

Setki funkii dla kolekcjonerów

Funkie są już tak cennymi roślinami, że opłaca się je rozmnażać in vitro. Pod Łodzią, w Rzgowie jest szkółka, gdzie w ten sposób wytwarza się chyba około stu odmian. Zaletą takiego rozmnażania jest to, że potomstwo dokładnie powtarza cechy matecznej rośliny. Rozmnażanie z nasion takiej pewności nie daje, chociaż zawiera w sobie element przygody. Nie wiadomo co nam wyrośnie, może jakaś nowa odmiana?

Szkółka oferuje także dostęp do katalogu w formacie pdf. czyli można go ściągnąć na komputer lub telefon. To cenny przewodnik czego szukać do swojej własnej kolekcji. Nasza liczy zaledwie kilkadziesiąt odmian. Szkoda, że pani Teresa Foszczka swoje funkie sprzedaje tylko hurtowo. Za niewielką kwotę można by mieć całą kolekcję.

A to adres do miejsca skąd można ściągnąć katalog host z miniaturami zdjęć  z opisami.

http://www.gerbera.com.pl/pl/pobierz.html

Wystarczy go skopiować i wpisać w wyszukiwarkę. Przy okazji, jest też tu fajny katalog traw.

 

 

 To nasza ulubiona para: miniaturka mierząca zaledwie 5 cm wysokości i średnio duża, bo mająca około 70 cm wysokości. Pięknie komponują się kolorystycznie. Obie rosną w głębokim cieniu, co jak widać im służy, ale też nie bez znaczenia jest to, że posadziliśmy je pod okapem stodoły, a więc wilgoci im nie brakuje.

 

 

 Funkie fascynują nas od dawna. Na początku skrupulatnie zapisywaliśmy każdą nową odmianę, ale już od pewnego czasu straciliśmy orientację. Po prostu są w ogrodzie wszędzie. Zachwycają cały sezon.

 

 

 Modne są w tej chwili funkie nietypowe np. o pofalowanych liściach, miniatury, ale także jednobarwne, o smakowitych ogonkach liściowych i młodych liściach nadających się na oryginalne gołąbki. Jak na razie ciągle jeszcze w kuchni ich nie stosujemy, bo... nam szkoda. Niech rosną.

 

 

 To ostatni nabytek do grupy miniaturek. Kilka lat trzeba czekać by takie maleństwo rozrosło się w szeroką kępę. Ale warto. Za wyjątkiem żarłocznych ślimaków roślinom nic praktycznie nie zagraża.

 

 

 Jasne i wielobarwne funkie zazwyczaj wymagają więcej słońca. Ale nie powinno być one południowe, bo przypali liście. Teraz w czasie suszy, niektóre funkie cierpią, szczególnie że nie są z zasady podlewane. muszą sobie same radzić. My je tylko ściółkujemy.

wszystkie zdjęcia: fot. sabina zając

Z cyklu: cudze chwalicie, swojego nie znacie: Lecznicze maliny

 

Maliny mają wiele wyjątkowych zastosowań w naturalnej medycynie. Przede wszystkim są antyoksydacyjne, czyli spowalniają proces starzenia się organizmu, zapobiegają zaburzeniom układu krążenia i zmianom miażdżycowym. Warto je jeść świeże, a także zrobić duży zapas soków. Są też przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwnowotworowe. Z ostatnich badań wynika, że mają silne właściwości odchudzające.

Antyoksydacyjne

Owoce maliny właściwej czyli tej najpopularniejszej oraz czarnej chronią komórki przed działaniem wolnych rodników. Jeżeli chodzi o zbierane teraz owoce, ustępują jedynie czarnym porzeczkom.

Przeciwzapalne i przeciwreumatyczne

Owoce maliny hamują stany zapalne. Działają wspomagająco przy reumatoidalnym zapaleniu stawów.

Przeciwbakteryjna

Najsilniejsze działanie ma malina właściwa. Z badań wynika, że nalewka z jej owoców jest skuteczna szczególnie wobec helicobakter pyroli odpowiedzialnej za wrzody na żołądku.

 

 

Przeciwnowotworowa

Najbardziej skuteczna jest malina czarna, szczególnie pomocna w przypadku zagrożenia nowotworem prostaty oraz okrężnicy. Badania na zwierzętach wykazały, że chroni ona także przed nowotworem przełyku, jelita grubego i jamy ustnej. Z kolei z eksperymentów prowadzonych na ludziach wynika, że już po czterech tygodniach podawania po 6 dekagram sproszkowanych owoców suszonej maliny zaobserwowano hamowanie szybkości mnożenia komórek nowotworowych i ich większą śmiertelność.

Na cukrzycę

Owoce maliny wzmagają wydzielanie insuliny.

 

 

Na odchudzanie

Najnowsze badania mówią o jej dużej skuteczności w kuracji odchudzającej. Stosuje się tu keton malinowy, wykorzystywany w aromatach spożywczych w w produkcji kosmetyków.

Z eksperymentów na szczurach wynika, że dodatek ketonu malinowego w ilości 1 procenta wagi każdego posiłku hamował wzrost tkanki tłuszczowej. Prawdopodobnie działa on na tej samej zasadzie co kapsaicyna i synefryna, znale spalacze tłuszczu stosowane przez kulturystów. Keton malinowy sprzedawany jest w internecie, ale jego cena jest bardzo wysoka, tak że by uzyskać efekt należałoby codziennie połykać ilości wykańczające dla naszego portfela. Ketonu malinowego nie da się zastąpić jedzeniem owoców lub piciem soków malinowych, bo codziennie należałoby zjadać lub wypijać ogromne ilości.

Na podstawie: Mirosława Krauze-Baranowska, Magdalena Majdan, Marta Kula, Owoce maliny właściwej i maliny zachodniej źródłem substancji biologicznie aktywnych opublikowanego w Postępach Fitoterapii 1/2014

fot. marta zając

fot. sabina zając

Musimy o nie zadbać

fot. sabina zając

 

 

 Ten wróbelkowy gówniarz wypadł z gniazda i mocno się darł wołając rodziców. Nie byliśmy do nich podobni, więc popatrzył, pomyślał i schował się w gęstych zaroślach, które dziko rosną właśnie po to by nasi ogrodowi mieszkańcy mieli gdzie się schować. Jego rodzice prawdopodobnie w tym czasie chłodzili się w stawie, nad którym w te upały ptasich gości mamy bez liku, bo to jedyne miejsce w okolicy z dostępną wodą.

Swoją drogą, miło mieć chmary wróbli w ogrodzie, szczególnie gdy w mieście jest ich coraz mniej a gatunek uznaje się za zagrożony.

 

 

 To kot włóczykij, z prawdziwymi jajami. Chociaż jeszcze młodzik, pomaga nam zwalczać nornice. Na razie nie zawsze mu to wychodzi. Ale intensywnie ćwiczy. Zauważyliśmy, że jego ulubionym miejscem jest stodoła.

 

 

A to ropusza staruszka. Chyba z szarych. Wielgachna. Poluje nam na ślimaki nagie, ale także inne szkodniki. Pracuje głównie nocą, gdy ptaki ale także i my śpimy. Czasem udaje się ją spotkać w ciągu dnia. Podobno, gdy będzie miała szczęście to pożyje nawet 40 lat. Ta nasza jest już na pewno w zaawansowanym wieku.

By jej nie skrzywdzić przypadkiem, za nisko nigdy nie kosimy ogrodu.