fot. sabina zając

 

Nie ma to jak napar lub nalewka z ziela albo korzenia jeżówki, gdy zaczynają się jesienne szarugi. Chociaż najskuteczniejszy jest proszek lub macerat. Pomaga nie tylko przy grypie czy przeziębieniu, ale także zapchanych zatokach, problemach z układem  oddechowym. Leczy się nią także zaburzenia trawienia oraz pęcherza. A maści z jeżówką pomagają na różne choroby skórne i grzybice. Jeżówkę warto też stosować profilaktycznie, bo podnosi odporność organizmu.

Chociaż właściwości lecznicze rośliny są znane od 400 lat, w Polsce zaczęła być uznawana dopiero ćwierć wieku temu. Nawet prof. Ożarowski w ważnej pracy o leczniczych roślinach nie wspomniał o niej nawet słowem.

Według Henryka Różańskiego, jednego z najbardziej znanych polskich fitoterapeutów, nalewkę robimy zalewając 100 gram ziela pół litrem czystej wódki. Pijemy nie więcej niż małą łyżeczkę 2-3 razy dziennie gdy się nią leczymy, ale dla podniesienia odporności wystarczy co drugi dzień po łyżeczce raz dziennie. W przypadku maceratu sporządzanego w proporcjach 1:3, pijemy do 100 ml, trzy razy dziennie.

Uwaga!

Nie stosujemy dłużej niż miesiąc, a potem trzeba zrobić dwutygodniową przerwę. Nie stosujemy razem z lekami, bez konsultacji z lekarzem. Kobiety w ciąży też nie powinny rośliny używać.

A na koniec, szczere wyznanie. Mam sporo jeżówki w ogrodzie. Chociaż uprawiam ją ekologicznie, do leczenia jej nie używam, bo po prostu mi żal pięknych kwiatów. Dlatego wolę, by żerował na nich widoczny na zdjęciu przeuroczy pluskwiak o brzydkiej nazwie: odorek zieleniak.

fot. sabina zając

 

Cykorię pozornie dobrze znamy. Korzenia używa się jako namiastki kawy. Podaje się przy problemach z trawieniem. Ale też duża zawartość inuliny (nawet do 40 % w korzeniach) powoduje, że pomaga w odchudzaniu. Leczy cukrzycę, ale nie należy bez konsultacji z lekarzem łączyć jej z lekami . Odtruwa i leczy wątrobę, wspiera produkcję żółci. Ma też działanie przeciwnowotworowe. Odwar z rozdrobnionego korzenia cykorii, według prof. Ożarowskiego, przygotowujemy zalewając 2 łyżki surowca 1,5 szklanki ciepłej wody, ogrzewając  do wrzenia i gotując pod przykryciem 3 minuty. Potem zostawiamy na kwadrans do naciągnięcia i pijemy po pół szklanki na godzinę przed posiłkami . Korzenie zbierać możemy dopiero we wrześniu. Natomiast teraz warto zebrać, ususzyć kwiaty i części zielone roślin. Kwiaty zawierają antocyjany, a w liściach są te same składniki co w korzeniu tyle, że w mniejszym stężeniu. A, że teraz właśnie cykoria podróżnik kwitnie, warto wybrać się na spacer, by zebrać nieco ziela z kwiatem.

Rośliny w swoim ogrodzie zwykle znamy. Gorzej na spacerze, gdy spacerujemy łąką lub idziemy przez las i naszą uwagę przyciągają nieznane rośliny. Testowaliśmy darmową aplikację do rozpoznawania roślin. Można ją zainstalować w telefonie komórkowym. Po niedzielnym spacerze sprawdziliśmy, że trafnie rozpoznała 80 procent roślin, które wzbudziły nasze zainteresowanie.

Kolejny test przeprowadziliśmy wykorzystując zdjęcia z grupy Poszukiwacze roślin", gdzie często pojawiają się pytania: jaka to roślina.

Oto trzy przykłady:

 

 

Cóż to za roślina? Nam się wydawało, że dziewanna. Sfotografowaliśmy  zdjęcie telefonem z użyciem aplikacji i dostaliśmy odpowiedź, że jest to dziewanna drobnokwiatowa. Informacja pod zdjęciem: Trafność o,5240 sugeruje, że program nie jest pewien oceny. Ale klikając w roślinę, można przeczytać dokładny jej opis i rozstrzygnąć, czy aplikacja dobrze rozpoznała roślinę.

 

Kolejny przykład?  Koleżanka z grupy pyta: czy to jest tojeść pospolita? Zdjęcia ostre, jest kwiat i liście, aplikacja szybo sprawdza...

 

 

Aplikacja potwierdza i ponieważ zdjęcie było bardzo czytelne, jest prawie pewne, że to faktycznie ta roślina określając trafność na 0,9530 czyli na ponad 95 %.

 

Ostatni przykład . Poszukiwacz roślin pyta, czy to jest arcydzięgiel? Jeżeli dobrze przypuszcza, ma ziółko do domowej apteczki.

 

Aplikacja jednak podaje, z 57 procentowym prawdopodobieństwem, że jest to barszcz Mantegazziego. To nie jest żaden rozstrzygający wynik, ale obszerny opis, gdy kliknie się w obrazek, pozwala dodatkowo zweryfikować informację. A Eugene Gawenda, facebookowy ekspert w grupie Poszukiwacze roślin potwierdza, że jest to barszcz. Ale, że ekspert nie zawsze jest pod ręką, aplikacja się przydała.

 

Aplikacja jest daleka od ideału. Czasem myli się idiotycznie, szczególnie gdy wykonamy fotografię nieostrą lub telefon... obróci nam zdjęcie.  Po to, by była użyteczna i wiarygodna, trzeba nieco poćwiczyć. Nie zastąpi też myślenia.

Jej wielką zaletą jest pomoc w rozpoznawaniu dziko rosnących roślin. Pozwala na natychmiastowe fotografowanie i szukanie odpowiedzi, jaka to roślina lub rozpoznawanie z wcześniej sfotografowanych zdjęć.

Można też sięgnąć do katalogu i szukać roślin według nazwy i o każdej z nich trochę poczytać, można też szukać cechami... co jednak jest mocno kłopotliwe.

Oczywiście, aplikacja nie zastąpi autorytetów... jeżeli im wierzymy, ani dobrych katalogów. Ale naszym zdaniem może sporo nauczyć, także jak fotografować i jak patrzeć na rośliny .

Dla zainteresowanych, podajemy, że aplikacja zawiera 2300 roślin, działa na telefon z systemem Androida, jest dostępna darmo pod adresem:

https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.roslin.atlas&hl=pl

fot. sabina zając

 

Ograniczamy walkę ze szkodnikami. Ostatnie dwa lata używaliśmy tylko kiszonki z nikotyny na szkodniki i gnojówki z pokrzywy na choroby grzybowe. W tym roku zrezygnowaliśmy także z nikotyny, by nie wytruć owadów pożytecznych. Eksperymentalnie, zastosowaliśmy szkło wodne. Jest ekologiczne. Dopuszczalne nawet do stosowania w kosmetykach i żywności. Ma też dwie ważne zalety: jest lepkie i zawiera krzem.

 

 

 Lepkość jest nam potrzebna do zwalczania ochojników, mszyc i innych podobnych szkodników. Szkło wodne zakleja ich aparaty oddechowe i się duszą. Poza tym na liściach tworzy błonkę, którą mszycom trudno przebić. Ale zbyt gęsta błona udusi także liście. Dlatego zastosowaliśmy roztwór półprocentowy, czyli łyżeczkę od herbaty na litr wody.

Oprysk zrobiliśmy na początku czerwca, na buku purpurowym i wiązie górskim. Po tygodniu nieobecności okazało się, że populacja mszyc na buku zmniejszyła się o 3/4. Podobnie na wiązie. Po powtórzeniu zabiegu, liczba szkodników spadła do ok. 10 proc.

Ten sam zabieg zastosowaliśmy na trzmielinie oskrzydlonej mocno już zaatakowanej przez mszyce. Udało się zatrzymać inwazję, liście zostały uratowane, a nawet zawiązały się owoce.

 

 Szkło wodne pomogło na mszyce. Nie stanowiło jednak żadnej zapory dla chrząszczy. Łatwo przebiły warstwę ochronną i powygryzały liście na wiązie. Drzewo wzmacniamy podlewając gnojówką z pokrzywy. W okresie bezlistnym zastosujemy szkło wodne.

Szkło wodne uchroniło także liście kokoryczki przed inwazją gąsienic owrzódki konwaliowej. Udało się także opanować mączniaka róży.

Eksperyment trwa...

W okresie bezlistnym użyjemy 1,5 procentowego roztworu.