Ogród Biodynamiczny 28.07. - 3.08

Ten weekend był pod znakiem Nowiu i zgodnie z zasadą biodynamiczną nic, lub prawie nic nie robiliśmy przy roślinach. Ale nie oznaczało to leżakowania, bo jak tu wygrzewać się w słońcu jak tyle do roboty.

Po to by nie złamać reguł zajęliśmy się stawem. Jest betonowy, jednowarstwowy, uformowany w nieckę i od ponad dziesięciu lat doskonale nam służył. Po zimie zaczął mocno przeciekać. W ciągu tygodnia spadek poziomu wody sięgał 10 - 20 cm. Najprościej byłoby wypompować całą wodę i wylać dodatkową warstwę betonu. Ale wówczas zagrozimy życiu rybek, przepędzimy żaby, zniechęcimy ważki, jaszczurki. Ptaki przestaną przylatywać w upały by się napić. A teraz o świcie bywa, że są ich dziesiątki.

 

 Obniżyliśmy poziom wody o pół metra, by odkryć pęknięcia w stawie/fot. sabina zając

 

Poszliśmy więc na kompromis. Obniżyliśmy poziom wody o pół metra i zaklejaliśmy pęknięcia. Za tydzień okaże się, czy pomogło.

 

W upały widać jak potrzebna w ogrodzie jest ściółka zatrzymująca wodę w ziemi i chroniąca rośliny przed przesuszeniem. Dwadzieścia worków kory wystarczyło na uzupełnienie ubytków tylko na kilku rabatkach. W mniej reprezentacyjnej części ogrodu ściółkujemy ściętą trawą. Chociaż nieżyjąca już Maria Thun uważała, że ściółka jest tak samo niepożądana jak podlewanie, bo przyciąga ślimaki, nornice krety i inne szkodniki, to wybraliśmy mniejsze zło. Prawie nie podlewamy, ale ściółkujemy. Trawa jest kłopotliwa, bo można ją rozkładać cienką warstwą, gdyż nie oddycha i gnije pod spodem. Ale mieliśmy górę drobnych gałęzi z ubiegłotygodniowego cięcia spiralnego dębu, leszczynowego i grabowego żywopłotu, tulipanowca, któremu trzeba było usunąć najniższe piętro, by nie ocieniało trawiastej grządki.

 

 tak wygląda świeża ściółka z gałęzi i liści/fot. sabina zając

 

Cały ten materiał – także liście - pocięliśmy rozdrabniaczem ślimakowym. Przez jeden dzień udało się w ten sposób wyprodukować 15 taczek ściółki, lepszej niż trawa, ale niezbyt trwałej, bo w ciągu dwóch lat się rozłoży. Ale nie szkodzi. Teraz ochroni, a potem zasili rośliny, a my zaoszczędzimy na nawozie. I tak nie robiąc nic sporo udało nam się zrobić w ogrodzie.

 

 

 

 

 

Ogród Biodynamiczny na 21 – 26. 07.

Zapylaliśmy liliowce

 

Liliowce pięknie kwitną i chciałoby się mieć ich jak najwięcej i jak najciekawszych odmian. Tymczasem rośliny są drogie, a nasze apetyty coraz większe. Na szczęście spotkaliśmy kilka dni temu Profesora Jerzego Bodalskiego, kiedyś światowy autorytet w dziedzinie lilii, a od kilku lat prowadzącego pod Łodzią eksperymentalną szkółkę w której tworzy nowe, oryginalne odmiany liliowców.

W zeszłym roku zarejestrował ich ponad 40, drugie tyle zarejestruje w tym roku. To od niego dowiedzieliśmy się, że liliowce bardzo rzadko zapylane są przez owady, bo nektar jest w samej gardzieli kwiatów, daleko od pręcików i od słupka. Liliowców zazwyczaj nie zapyla też wiatr, gdyż słupek nie tylko jest wyżej od pręcików ale mocno od nich odsunięty. Profesor poradził nam jak pomóc roślinie w uzyskaniu potomstwa.

 

 

 zapylanie liliowca/ fot. marta zając

 

Należy delikatnie wyłamać pylnik z wybranego kwiatu i pyłek nałożyć na słupek, tego samego lub zupełnie innego. Wówczas jest duża szansa, że zawiążą się nasiona. Wystarczy je wysiać tego samego roku jesienią lub w następnym roku, wiosną. Za dwa lata będą pierwsze kwiaty. Z każdego nasionka inny, z wymieszanymi cechami wszystkich przodków. Tak działając możemy stworzyć takie odmiany jakie pragniemy i założyć własną kolekcję. Oczywiście, im piękniejsi rodzice, tym ciekawsze dzieci.

No więc my, za radą Profesora, chodziliśmy z pręcikami od liliowca do liliowca i zapylaliśmy. A by chwila ta nie była pozbawiona pewnego romantyzmu, przy każdym potarciu pręcika o słupek mówiłem Aha!!! cytując Jerzego Stuhra z końcowej sceny Seksmisji. Zobaczymy co z tych zabiegów wyjdzie.

 

Czy oswajać rybki ?

 

 jedzą z ręki/fot. sabina zając

 

Mamy w stawie trochę ozdobnych rybek, nie tylko karasi, które od dwóch lat mnożą się jak szalone. Rybki są bardzo odważne. Gdy pies wejdzie do wody, „obwąchują ” go z ciekawością, przepływają między łapami. Nas rozpoznają i gdy niesiemy karmę, wszystkie przypływają na pomost. Ale dotknąć się nie pozwalały. Do wczoraj. Bo udało nam się je przekonać, by podpłynęły i jadły nam z ręki. Niepowtarzalne uczucie gdy małe pyszczki delikatnie szczypią dłoń. Trochę się jednak niepokoimy, bo takie oswojone rybki nie wiedzą przecież, że oprócz życzliwych są także dłonie nieprzyjazne. Może zatem robimy błąd?

 

Krwawe łowy

 

 Kwietnik na łowach/fot. jakub krysiak

 

Ten pajączek to kwietnik,  biały jak białe są płatki hortensji do których się  upodobnił by ukryć przed ofiarami. Zmiana koloru w zależności od otoczenia to właśnie cecha tego pajączka. A jak jest jadowity przekonała się mucha. Zaskoczył ją,  wstrzyknął jad i sparaliżował ofiarę. Na zdjęciu samica kwietnika, która atakuje skutecznie nawet pszczoły i osy.

Takie krwawe łowy ciągle trwają w ogrodzie, a my biegamy z aparatem i fotografujemy. Pewnie gdyby nie aparat wielu sytuacji byśmy nie zauważyli. Ten sprzęt pozwala więcej zobaczyć i zrozumieć. A za każdym zdjęciem idą poszukiwania informacji, co to za owad, jaki kwiat, jakie ma zwyczaje - dużą mamy przyjemność z tego poszukiwania.

 

Ogród Biodynamiczny na 14 – 20.07.

 

 

Pamiętacie może jak wasze babcie zbierały zaschnięte makowiny łącznie z opróżnioną z nasion makówką i suszyły je gdzieś w stodole, by potem gotować je gdy krowa była chora. Ten wywar z makowin działał jak współczesny środek nasenny. Zwierzę na kilka godzin zapadało w mocny sen, w czasie którego można było przeprowadzić trudne zabiegi lecznicze np. chirurgiczne. Dziś się już tak nie robi chociażby dlatego, że uprawianie maku, a tym bardziej gotowanie wywaru z makowin ścigane jest z ustawy antynarkotykowej. Ale przepisy nie dotyczą...mekonopsów – roślin uprawianych w niejednym ogrodzie. Nasionka już się wysypały i rozsiały (smakują podobnie jak mak). Jak łodygi zaschną, zetnę je, powieszę w stodole. Nie wiem jeszcze czy kiedykolwiek będą potrzebne. Ale zielarz pewne środki musi mieć zawsze pod ręką, a to wprawdzie środek odurzający, ale także przeciwbólowy.

 

 

 

Mieszka u nas w ogrodzie para dzięciołów dużych. To duża przyjemność, gdy siedzimy na ganku i widzimy jak zapamiętale walą dziobami w pień starych, martwych już robinii czyli akacji – jak nieprawidłowo nazywamy te drzewa. Między innymi dla takich gości nie ścieliśmy tych drzew. Dzięcioły nie są zbyt płochliwe, a może już wiedzą, że nie chcemy zrobić im krzywdy. A dzięki nim mamy chyba trochę mniej problemów ze szkodnikami drzew, wyjadają bowiem gąsienice motyli, mrówki, chrząszcze. Bardzo lubią też mszyce, a tego pokarmu u nas dostatek.

 

 

 

Zakwitła już hortensja kosmata, czy też miękkowłosa – jedna z największych, uprawianych w naszym klimacie. Ponieważ ma ogromne liście, przekraczające 20 cm długości, potrzebuje dużo wody by je cały czas dokarmiać. Sadzona w różnych miejscach ogrodu, co roku cierpiała na suszę i marnie przez to też kwitła. Teraz ma idealne stanowisko: spływa ma nią woda z dachu stodoły, osłonięta jest zarówno od wschodu i zachodu, ma trochę południowego słońca, a nogi okryte krzewinkami poziomek. Wdzięczna, pięknie kwitnie.

 

 fot. sabina zając

Ogrod Biodynamiczny na 7 - 13. 07.

Czasem źle jest jak coś za szybko rośnie. U nas taki problem mamy z grzybieniami, których ogromne liście zarastają 30 metrowy staw. Trzeba je wycinać tak by nasze rybki miały trochę miejsca. Problem w tym, że ponton zżarły zimą myszy i nie opłacało się go już łatać. Pozostało wsiąść w .... koryto.

 

Trochę trzeba było się namęczyć, by pływając w korycie oczyścić staw/ fot. sabina zając

Czytaj więcej: Ogrod Biodynamiczny na 7 - 13. 07.

Ogród Biodynamiczny na 30.06. - 5.07.

Trawa już wolniej rośnie, ale nie strzygę za nisko, bo te suche dni mocno zaczynają ją przypalać.

 

Czytaj więcej: Ogród Biodynamiczny na 30.06. - 5.07.