Formowanie drzew bez cięcia

Konary tworzące z przewodnikiem drzewa  kąt prosty odłamują się bardzo rzadko.  Do tego szeroki kąt powoduje szybsze wejście młodego drzewa w owocowanie - tłumaczył pokoleniom ogrodników osławiony profesor Szczepan Pieniążek.

Prawidłowe ułożenie gałęzi poprawia także jakość i wielkość owoców. Dlatego ingerencja w naturalny kształt drzewa jest czasem konieczna, chociaż nie musi polegać na jego przycinaniu.

 

 

Drzewo butelkowe może według niektórych wyglądać groteskowo. Ale ma kilka zalet. Pozwala łatwo sterować ułożeniem gałęzi wieszając butelki na tych tylko które rosną nieprawidłowo. Regulując ilość wody w butelce można sterować siłą obciążenia.

 

 

 

Te czerwone sznurki wybrane są nieprzypadkowo. Ładnie kontrastują z pobielonym drzewem i ze zwykłego zabiegu pielęgnacyjnego tworzą coś co ma zdobić. Rzecz jasna nie w każdym ogrodzie takie rozwiązanie będzie wyglądało estetycznie. Ale sposób wart rozważenia.

 

 

 To najgorsze z możliwych rozwiązań, bo sposób ułożenia konarów jest dość przypadkowy, sznurki wrzynają się w młode delikatne gałązki, a w ciągu sezonu trzeba je wielokrotnie regulować co jest dość kłopotliwe. Poza tym taki sposób wiązania powoduje łatwe uszkodzenie pnia, szczególnie w czasie silniejszych wiatrów.

 

 

A ten sposób formowania stosowany jest u iglaków, szczególnie gdy chcemy by drzewka i krzewy uzyskały fantazyjny kształt. Używa się miękkiego drutu, systematycznie należy sprawdzać, czy nie wrasta on w gałęzie. Sposób ten pozwala na tworzenie bardzo oryginalnych form zarówno u roślin doniczkowych jak i ogrodowych. nie jest stosowany w ogrodach ekologicznych i naturalnych, ale prawie nieunikniony we wszelkich designerskich.

 

fot. sabina i marta zając

Kwiaty z dnia świętego Walentego - z ogodu

 Kilka nietypowych kwiatów wypatrzonych w ogrodzie w miniony weekend łączy jedna wspólna cecha: są  nieco zwariowane, stąd pasuje do nich wspólne określenie: kwiaty dnia Świętego Walentego.

 

 

 Wawrzynek wilczełyko to gwiazda wśród ogrodowych trucicieli. Nikomu nie radzimy próbować jego czerwonych latem owoców. Ale teraz jest gwiazdą jak by nie było ciągle zimowe ogrodu, w którym kwitnie jako pierwszy.  Już niejednokrotnie widziałem jak był oblepiony fioletowymi kwiatkami zasypanymi śniegiem. Wawrzynek słońca nie lubi i najlepiej rośnie w półcieniu, pod drzewami. musi mieć jednak mieć wilgotną ziemię.

 

 

 Krzew oczaru pośredniego jak na razie kwitnie nam od dołu. Przez najbliższe tygodnie będą nas uwodzić delikatne, żółciutkie kwiatki. A gdy krzew przekwitnie, pojawią się pierwsze liśćie, do złudzenie przypominające leszczynowe.

 

 

Kalina wonna, kolejne dziwadło. Te różowe pączki kwiatowe pojawiły się już kilka tygodni temu. Ale gdy przymroziło wegetacja się zatrzymała. Krzew odczekał i rusza od nowa i jak widać dwa tygodnie z nocami o temperaturach - 5 st. C nic mu nie zaszkodziły. Mamy nadzieję, że wkrótce kwiatów będzie więcej.

 

 

Ciemiernik cuchnący - jak można tak nazwać kwiat, szczególnie że wcale nie śmierdzi. Nieładnie pachną tylko korzonki. A te zielonkawe kwiaty co roku nas fascynują.

 

 

Lepiężnik japoński ma jadalne liście, na surowo lub do duszenia. Kwitnie przy ziemi. Potem kwiaty znikają, a pojawiają się liście. U nas są duże owalne i z licznymi białymi plamkami i żyłkami. Super roślinka.

 

fot. sabina zając

Wierzby głowiaste i żywokoły

Wierzby głowiaste są charakterystyczne dla polskiego, wiejskiego krajobrazu. W najbliższym czasie, gdy spłynie śnieg, warto ogłowić swoje lub te które rosną w okolicy. A żywokoły warto wykorzystać do sadzenia kolejnych wierzb. Z młodszych gałęzi można ściągnąć korę i ususzyć - będzie domowa aspiryna.

Takie cięcie wbrew pozorom, służy drzewom, bo je odmładza. Ogławianie powinno się robić raz na kilka lat.

Ogławiamy jedynie wierzby białe i kruche.

 

 

 

 Te wierzby ogławiano w lutym. Szybko wiosną pojawia się charakterystyczna grzywka, a drzewa odzyskują urodę i siły.

 

 

Wierzby głowiaste są siedliskiem wielu ptaków. Chociaż spróchniałe, wyglądające zimą jak martw, na wiosnę wybijają nowymi pędami - takie są żywotne.

 

 

Rok po ogławianiu drzewo jeszcze niezbyt atrakcyjnie wygląda, szczególnie zimą. Ale roczne przyrosty sięgają nawet 2 metrów. Wierzba szybko pięknieje.

 

 

To wierzba białą o pomarańczowych pędach, błyszczących w słoneczne zimy. Tu ogławianie służy zagęszczeniu szpaleru i utrzymaniu go na odpowiedniej wysokości tak by powstał solidny żywopłot.

 

 

 

Żywokoły wsadzone na przedwiośniu w ziemię szybko się ukorzenią. Możemy w ten sposób stworzyć naturalną, zieloną, altanę.

fot. marta zając

fot. sabina zając

 

 

RÓŻA ZIMY czyli ciemiernik zielony oraz cuchnący (wbrew pozorom nie śmierdzi)

 O ciemiernikach mówi się, że że to róże zimy, bo o tej porze roku kwitną. Niektórzy uważają też, że to kwiaty wiedźm - ze względu na nietypową porę zakwitania, ale też z powodu narkotycznych ale także trujących właściwości.

Nie do końca prawdą jest to co piszą niektórzy producenci obiecujący, że ciemiernik zakwitnie nam w grudniu czy styczniu. W tym i poprzednim roku tak się wprawdzie zdarzyło, ale gdy zetną prawdziwe mrozy, a ogród zasypie śnieg nie ma co liczyć na pojawienie się tych zaiste oryginalnych kwiatów. Ciemierniki kwitną zimą, ale w cieplejszym klimacie.


U nas teraz jednak kwitną: ciemiernik cuchnący i zielony.

 

 

 

 Ciemiernik cuchnący ! Kto złośliwy zadał jej taką nazwę? A do tego tak niesprawiedliwą! Kwiaty nie śmierdzą. Niemiły zapach mają jedynie korzenie, ale przecież nie będziemy ich wykopywać i obwąchiwać.

 

 

Ta zimozielona roślinka ma drobne, centymetrowe kwiaty. Niespotykany jest ich kolor - zielonkawy. Przy okazji roślinka jest całkowicie mrozoodporna. Uprawiamy ją od wielu lat i nawet najgorsze mrozy przetrwała. Gorzej znosi nadmiar wilgoci, bo wówczas atakuje ją czarna plamistość.

 

 

 A to już ciemiernik zielony. Podobny do poprzedniego, ale inne ma liście i znacznie większe kwiaty. Zieleń płatków jest też delikatniejsza, bledsza, z kremowym odcieniem.

Ten ciemiernik jest również mrozoodporny i kwitnie w podobnym czasie jak poprzednik.

 

 

 A to już rozłupnie, czyli strączki z nasionkami. Te nasionka są bardzo cenne, gdy roślinę chcemy rozmnażać. Warto jednak wiedzieć, że potomstwo nie zawsze jest podobne do rodziców, a więc eksperymentujemy. Jednak rozmnażanie przez podział nie jest dobrze widziane przez ciemierniki. One niezbyt lubią jak się przy nich majstruje.

 

 

Jeżeli jednak chcemy mieć nasiona, to musimy bardzo pilnować chwili gdy rozłupnia pęknie. Bo wówczas wystrzeliwuje nasionkami i mogą one odlecieć nawet na dwa metry, a że są drobne to już ich nie znajdziemy. Ale za to może dojść do samosiewu. Nam się tak zdarzyło.

fot. sabina zając

fot. marta zając

czarno biała zima ze szczyptą pomarańczy

 

 To w naszym ogrodzie początek prawdziwej zimy. Zmroziło na szczęście dla roślin. Ale w stawie rybki ani myślą spać. Pływają tuż pod powierzchnią naiwnie czekając, że je dokarmimy. Nie wolno niestety, aż do wiosny. A staw nawet gdy cały zamarznie to zostanie blisko metrowa przerębel, tam gdzie cały czas pracuje pompka powietrzna natleniająca wodę.

 

 

 Dławisz daje w ciemnym, ponurym ogrodzie odrobinę koloru, bo pomarańczowe owoce ciągle utrzymują się na pnączu. Tu wspina się ono po piwniczce ziemnej.

 

 

 

Ten jałowiec, rosnący na brzegu skalniaka, w sezonie wymaga systematycznego cięcia. Usunięte gałązki wykorzystujemy w wędzarni, by mięso było bardziej aromatyczne. Teraz, przykryty czapą śniegu, wygląda wyjątkowo malowniczo.

 

 

 Altana przygnieciona gęstwiną aktinidii. Co słupek to jedna roślina. W sumie jest ich sześć, w dwóch odmianach: ostrolistnej i pstrolistnej posadzonych na zmianę. Marnie owocują, ale pięknie wyglądają. Nawet teraz.

 

 

 Daglezja ma zaledwie 20 lat, ale jest już potężnym drzewem, największym w ogrodzie. Pod jej szeroką koroną doskonale sobie radzą nie tylko poziomki i różne odmiany konwalii, ale także płożący dereń kanadyjski. A za nią stolik na nodze zrobionej z pnia rosnącej tu niegdyś starej jabłoni.  Pod daglezją jest także miejsce wiecznego spoczynku naszego ukochanego Reksa, ogromnego psa o gołębim sercu.

 

 

 Ta sosna górska rośnie na samym szczycie betonowej  piwniczki ziemnej. Była brzydkim krzaczydłem, póki nie zaczęliśmy ją systematycznie ciąć i formować usuwając nadmiar gałęzi. Teraz jest delikatnym, przyciągającym wzrok krzewem, który uwielbiamy obserwować z ganku.

 

 

 Z jeszcze raz dławisz, tym razem wsparty na otwartej wiacie przy stodole. Czy nie wygląda wspaniale?

 

 

 

Jedna z dwóch starych jabłoni, jakie zostały w ogrodzie po poprzednich właścicielach. Od kilku lat rodziła coraz drobniejsze owoce, a przy tym, rozrosła cieniowała rosnący obok wiąz. W zeszłym roku usunęliśmy część gałęzi. W przyszłym roku obetniemy kolejne i spróbujemy z drzewa zrobić płaczące co tylko służyć będzie jego lepszemu owocowaniu, a i na urodzie zyska.

 

 

 

 Dziś spod związanego w chochoła miskanta olbrzymiego niechcący wypłoszyłem ogromną kuropatwę. W ogrodzie zimują u nas te ptaki już od kilku lat. Odkryliśmy też na śniegu tropy dużego zwierzaka. Trzeba będzie sprawdzić co to za gość.

 

 

 

I już na koniec poświątecznego spaceru, nasze ulubione jałowce płaczące z malowniczo powykręcanymi konarami.

 

fot. marta zając