Takie piękne... szpeciele

fot. sabina zając

 

Nie tylko na lipach, ale na olchach, klonach, orzechach, porzeczkach pojawiają się teraz dziwne, często bardzo kolorowe wyrostki. To obraz żerowania pajęczaków, szpecieli.

Do najładniejszych należy różkowiec lipowy. Czerwone wyrostki na liściach to skutek enzymów jakie szpeciel wprowadza do liścia. Bardzo je niestety w ten sposób osłabia. Mają problem z przyswajaniem chlorofilu. Szybciej zasychają i opadają.

Szpeciele nie niszczą roślin, ale je znacznie osłabiają. Gdy jest ich niewiele, wystarczy zdjąć zaatakowane liście i je spalić. Można je też opryskać wyciągiem  z rumianku lub krwawnika, albo herbatą. Można też użyć innego naturalnego preparatu przeznaczonego dla szkodników ssaco-gryzących.

Sposoby na kleszcze

 Kuba to dojrzały, silny mężczyzna, ale źle znosi towarzystwo niektórych małych żyjątek, w szczególności kleszczy. Dlatego gdy siedział na ławeczce ze zdjęcia, w cienistym zakątku i coś pacnęło mu na koszulę, natychmiast sprawdził co to takiego. no i okazało się, że kleszcz. Kuba już na ławeczce nie usiadł, a ja zdziwiłem się, że kleszcz się tu objawił chociaż dzień wcześniej opyliłem okolicę proszkiem z ususzonych kwiatów wrotycza, zebranych jeszcze w zeszłym roku, ale ciągle intensywnie pachnących. Dopiero następnego dnia okazało się, że kleszcz nie był nasz, ogrodowy, ale został przywleczony przez psa ze spaceru po lesie. Cienisty zakątek pod leszczynami nadal więc opylam wrotyczem.

A jak ktoś wrotycza nie ma, podaję inne sposoby na kleszcze. Źródło: A. Wasina, autorka broszury Wykorzystanie roślin do zwalczania szkodników w sadach i ogrodach. Od tej Rosjanki sporo się nauczyłem.

 

Sposoby na kleszcze
Kleszcze są dużym zagrożeniem dla ludzi, ale i zwierząt. Usuwanie ich jest kłopotliwe, czasem wymaga interwencji lekarza. Są jednak takie rośliny, których użycie skutecznie niszczy kleszcze. Według badaczy rosyjskich, rośliny rozcieramy na jak najdrobniejszy proszek np. w młynku i rozpylamy nimi zagrożoną okolicę.
Podajemy jakie rośliny, które w ten sposób możemy wykorzystać. Ich skuteczność zależy od ilości proszku, dokładności jego rozproszenia, ale także od pogody. Po każdym deszczu trzeba zabieg powtórzyć. Wszystkie podane rośliny są bezpieczne zarówno dla zwierząt domowych jak i ludzi.

Oto skuteczne środki:
x suche łuski cebuli  skuteczne  już po kilku minutach

Suche łuski z cebuli rozgniatamy, a następnie mielimy na pył. Stosujemy na bieżąco.

x kłącze tataraku -  efekt po dwóch dobach

Najlepiej kłącze wykopać jesienią. Oczyszcza tylko z ziemi. Kroi wzdłuż, na plastry, a potem w poprzek, na mniejsze kawałki,  suszy w temperaturze do 35 st. C. Po wysuszeniu mielimy w młynku na jak najdrobniejszy proszek. Przechowujemy w szczelnym naczyniu.
x Liście konopi siewnych  - efekt po około 1/2 godziny.

Suszymy w suchym, przewiewnym miejscu. Potem rozdrabniamy w młynku. Przechowujemy w szczelnym naczyniu, bez dostępu światła.

x suszone liście chrzanu   - efekt po 1/2 godziny

Liście drobno tniemy, suszymy w temperaturze do 30 st. C. Natomiast korzeń, pocięty na małe kawałki w temperaturze do 60 st. C. Mielimy na proszek w młynku elektrycznym. Przechowujemy w szczelnym naczyniu, w ciemnym pomieszczeniu


x Bagno zwyczajne - skuteczne po 1 dniu.

Świeże ziele suszymy w temperaturze około 40 st. C. Można użyć elektrycznej suszarki do owoców. Mielimy na pył w młynku.

x wrotycz - skuteczny po kilku godzinach

Kwiaty wrotyczy zbieramy latem. Suszymy w temperaturze do 40 st. C. Mielimy na proszek. Przechowujemy w szczelnym naczyniu bez dostępu światła.

x kwiaty złocienia dalmatyńskiego - skuteczny po kilku minutach - bardzo silny środek, ale także bezpieczny dla zwierząt

Suszymy w temperaturze do 30 st. C. Rozdrabniamy w młynku na pył. Przechowujemy w szczelnym naczyniu, bez dostępu światła.

 

Sposób opylania

Proszki można rozpylać ręcznie rozsiewając je z wiatrem na rośliny, szczególnie w cienistych, wilgotnych miejscach. Można też użyć dmuchawy odkurzacza do liści. Zabieg powtarzać po deszczu albo co ok. 5 dni.

 

Ogród prawie naturalny w majowy weekend

Nasz ogród jest naturalny... prawie. Wiejski... za wyjątkiem pewnych szczegółów. Swojski, z roślinami polskimi, chociaż zdarzają się i obce, ale udomowione.

W niektórych sytuacjach poszliśmy na kompromis.

 

 

 Ten mały domek to wejście do piwniczki ziemnej, betonowej, bo tak już było zastane. Ale beton zasypaliśmy ziemią i powstał naturalny skalniak.

Domek pokryty onduliną, bo tania, można ją samemu położyć, a do tego przypomina starą płytę falistą, którą zastąpiła.

Płyty chodnikowe są kompromisem między brodzeniem w błocie, a chodzeniem raczej suchą nogą. Płytki są małe i tak położone, by było miejsce na trawę. Sprawia ona nieco kłopotu, ale za to jest nieco naturalniej.

 

 

 A to już widok zza drewnianego płotu. Sąsiad bociek odwiedził nas pierwszy raz. Radość wielka. Chcieliśmy też bociana zaprosić do ogrodu, ale żal nam się zrobiło żyjących w stawie żab i ryb, do których już i tak dobierają się dzikie kaczki.

 

 

 Staw wykładany folią to duże ułatwienie pracy przy jego budowie. Ale Hubert - pies dzieci, nie mógłby w nim brodzić. Zrobiony jest zatem z jednowarstwowej wylewki betonowej, z łagodnymi brzegami, by pies mógł łagodnie zejść do wody. Polne kamienie zebrane za płotem to sposób na ukrycie betonu, ale także miejsce w którym w sposób naturalny rozwijają się rośliny wodne i bagienne. Teraz ich nie ma, bo kamienie dopiero co ułożone po koniecznej renowacji stawu.

 

 

 Nie lubimy wycinać drzew. Ale czasem zostają pniaki po starych obumarłych. Czekamy aż nadgniją, a potem autko z wyciągarką okazuje się niezastąpione.

 

 

 Na pierwszym planie lepiężnik... japoński, pstrolistny. Z jednej sadzonki w ciągu trzech lat zrobiło się poletko. Lepiężnik jest jadalny, a do tego rozrasta się w sposób naturalny, bo posadziliśmy go w cieniu leszczyn, tuż przy kompostowniku. Ma więc naturalne zasilanie. Pstre liście tak nas zachwyciły, że zaakceptowaliśmy japońskość, a było to tym łatwiejsze, że w ogrodzie mamy jeszcze lepiężniki pospolite, różowe, rodzime.

Z tyłu kolejne ustępstwo czyli magnolia, ale kwitnie tak pięknie że ulegliśmy.

 

 

A przy kamiennym budynku gospodarczym długo podziwialiśmy zaschniętą, kilkudziesięcioletnią robinię. Obrosła trzmieliną pnącą. Teraz, gdy po wichurach przechyliła się na kamienny budynek gospodarczy, obcięliśmy całą koronę, ale zastąpiły ją wiotkie gałęzie trzmieliny z wiecznie zielonymi listkami. A przed drzewem pięknie rozrasta się nasz lepiężnik różowy, pospolity, a niepospolicie piękny.

fot. sabina zając

Poskrzypki żrą mi szachownice i lilie

 

 

 fot. sabina zając

Poskrzypka liliowa jest piękna. Piękniejsza nawet od biedronki ze swoim jaskrawoczerwonym, metalicznym kolorem. A nazwę zawdzięcza specyficznej reakcji na zagrożenie: pociera odwłokiem o pokrywy na tyle głośno, że słychać głośne skrzypienie. Ale niestety potrafi ona i jej larwy zniszczyć całe liście lilii, szachownicy. Jak jej nie zauważymy, chociaż to trudne, to łatwo odnajdziemy ślady żerowania po dziurach wygryzionych w liściach. Szlachetną lilię potrafi ogołocić. Możemy poskrzypki wyłapywać, ale to trudne, bo szybko biegają. Możemy usuwać czerwone jajeczka widoczne na spodzie liści, ale przy masowym ataku to bardzo pracochłonne. Ponieważ poskrzypka to kuzynka stonki, ja bez skrupułów niszczę ją kiszonką z tytoniu (niedopałki z papierosów zalewam wodą i czekam aż płyn sfermentuje). Można też używać wywaru lub wyciągu z tytoniu. Jest to koniecznie, szczególnie że poskrzypka  niszczy nie tylko lilie, ale także szachownice, kokoryczki i konwalie. A w tym roku są bardzo licznie. Dlatego zabieg będę powtarzał co tydzień.

Cebulice i śnieżniki w parku im. M. Klepacza ... w śniegu - niepowtarzalne, niespotykane

Pogoda wszędzie podła, ale i jej zawdzięczać możemy piękne doświadczenia. Dla nas takim jest niepowtarzalny widok cebulic syberyjskich i śnieżników lśniących... w śniegu. Tak wygląda teraz najpiękniejszy o tej porze park w Łodzi, park biskupa Michała Klepacza.

 

 

Te kwiatki przed pałacykiem to śnieżnik lśniący porastający pół parku - część wschodnią. Kwiatki są błękitne, z jasnym oczkiem i główkami podniesionymi do nieba. Tworzą delikatną, błękitną murawę.

 

 

A to już cebulice syberyjskie, z opuszczonymi główkami, ciemnoniebieskie.

 

 

Cebulice syberyjskie okrywają zachodnią część parku.

Czy jest w tej chwili gdzieś w Polsce piękniejsze miejsce?

fot. sabina zając