To w naszym ogrodzie początek prawdziwej zimy. Zmroziło na szczęście dla roślin. Ale w stawie rybki ani myślą spać. Pływają tuż pod powierzchnią naiwnie czekając, że je dokarmimy. Nie wolno niestety, aż do wiosny. A staw nawet gdy cały zamarznie to zostanie blisko metrowa przerębel, tam gdzie cały czas pracuje pompka powietrzna natleniająca wodę.

 

 

 Dławisz daje w ciemnym, ponurym ogrodzie odrobinę koloru, bo pomarańczowe owoce ciągle utrzymują się na pnączu. Tu wspina się ono po piwniczce ziemnej.

 

 

 

Ten jałowiec, rosnący na brzegu skalniaka, w sezonie wymaga systematycznego cięcia. Usunięte gałązki wykorzystujemy w wędzarni, by mięso było bardziej aromatyczne. Teraz, przykryty czapą śniegu, wygląda wyjątkowo malowniczo.

 

 

 Altana przygnieciona gęstwiną aktinidii. Co słupek to jedna roślina. W sumie jest ich sześć, w dwóch odmianach: ostrolistnej i pstrolistnej posadzonych na zmianę. Marnie owocują, ale pięknie wyglądają. Nawet teraz.

 

 

 Daglezja ma zaledwie 20 lat, ale jest już potężnym drzewem, największym w ogrodzie. Pod jej szeroką koroną doskonale sobie radzą nie tylko poziomki i różne odmiany konwalii, ale także płożący dereń kanadyjski. A za nią stolik na nodze zrobionej z pnia rosnącej tu niegdyś starej jabłoni.  Pod daglezją jest także miejsce wiecznego spoczynku naszego ukochanego Reksa, ogromnego psa o gołębim sercu.

 

 

 Ta sosna górska rośnie na samym szczycie betonowej  piwniczki ziemnej. Była brzydkim krzaczydłem, póki nie zaczęliśmy ją systematycznie ciąć i formować usuwając nadmiar gałęzi. Teraz jest delikatnym, przyciągającym wzrok krzewem, który uwielbiamy obserwować z ganku.

 

 

 Z jeszcze raz dławisz, tym razem wsparty na otwartej wiacie przy stodole. Czy nie wygląda wspaniale?

 

 

 

Jedna z dwóch starych jabłoni, jakie zostały w ogrodzie po poprzednich właścicielach. Od kilku lat rodziła coraz drobniejsze owoce, a przy tym, rozrosła cieniowała rosnący obok wiąz. W zeszłym roku usunęliśmy część gałęzi. W przyszłym roku obetniemy kolejne i spróbujemy z drzewa zrobić płaczące co tylko służyć będzie jego lepszemu owocowaniu, a i na urodzie zyska.

 

 

 

 Dziś spod związanego w chochoła miskanta olbrzymiego niechcący wypłoszyłem ogromną kuropatwę. W ogrodzie zimują u nas te ptaki już od kilku lat. Odkryliśmy też na śniegu tropy dużego zwierzaka. Trzeba będzie sprawdzić co to za gość.

 

 

 

I już na koniec poświątecznego spaceru, nasze ulubione jałowce płaczące z malowniczo powykręcanymi konarami.

 

fot. marta zając