fot. sabina zając

Poskrzypka liliowa jest piękna. Piękniejsza nawet od biedronki ze swoim jaskrawoczerwonym, metalicznym kolorem. A nazwę zawdzięcza specyficznej reakcji na zagrożenie: pociera odwłokiem o pokrywy na tyle głośno, że słychać głośne skrzypienie. Ale niestety potrafi ona i jej larwy zniszczyć całe liście lilii, szachownicy. Jak jej nie zauważymy, chociaż to trudne, to łatwo odnajdziemy ślady żerowania po dziurach wygryzionych w liściach. Szlachetną lilię potrafi ogołocić. Możemy poskrzypki wyłapywać, ale to trudne, bo szybko biegają. Możemy usuwać czerwone jajeczka widoczne na spodzie liści, ale przy masowym ataku to bardzo pracochłonne. Ponieważ poskrzypka to kuzynka stonki, ja bez skrupułów niszczę ją kiszonką z tytoniu (niedopałki z papierosów zalewam wodą i czekam aż płyn sfermentuje). Można też używać wywaru lub wyciągu z tytoniu. Jest to koniecznie, szczególnie że poskrzypka  niszczy nie tylko lilie, ale także szachownice, kokoryczki i konwalie. A w tym roku są bardzo licznie. Dlatego zabieg będę powtarzał co tydzień.