fot. sabina zając

 

 

 Ten wróbelkowy gówniarz wypadł z gniazda i mocno się darł wołając rodziców. Nie byliśmy do nich podobni, więc popatrzył, pomyślał i schował się w gęstych zaroślach, które dziko rosną właśnie po to by nasi ogrodowi mieszkańcy mieli gdzie się schować. Jego rodzice prawdopodobnie w tym czasie chłodzili się w stawie, nad którym w te upały ptasich gości mamy bez liku, bo to jedyne miejsce w okolicy z dostępną wodą.

Swoją drogą, miło mieć chmary wróbli w ogrodzie, szczególnie gdy w mieście jest ich coraz mniej a gatunek uznaje się za zagrożony.

 

 

 To kot włóczykij, z prawdziwymi jajami. Chociaż jeszcze młodzik, pomaga nam zwalczać nornice. Na razie nie zawsze mu to wychodzi. Ale intensywnie ćwiczy. Zauważyliśmy, że jego ulubionym miejscem jest stodoła.

 

 

A to ropusza staruszka. Chyba z szarych. Wielgachna. Poluje nam na ślimaki nagie, ale także inne szkodniki. Pracuje głównie nocą, gdy ptaki ale także i my śpimy. Czasem udaje się ją spotkać w ciągu dnia. Podobno, gdy będzie miała szczęście to pożyje nawet 40 lat. Ta nasza jest już na pewno w zaawansowanym wieku.

By jej nie skrzywdzić przypadkiem, za nisko nigdy nie kosimy ogrodu.