Kontrowersyjne rozwiązanie: podkłady kolejowe w ogrodzie ekologicznym. Kilka lat odwlekaliśmy tę decyzję szukając innych, naturalnych rozwiązań. Ale w końcu zdecydowaliśmy się i do naszego półhektarowego ogrodu trafiło aż sto takich podkładów.

 

 fot. marta zając

 

Najpiękniejszy dla nas jest ogród naturalny, leśny albo polny.

Leśny ma naturalne ścieżki i ściółkę. Nie wymaga nadmiernego porządkowania, a jedynie usuwania suchych gałęzi, niektórych złamanych konarów lub zwalonych drzew.

Z kolei ogród polny to kwietna łąka, ale także półtorametrowe pokrzywy lub osty.Niestety  możliwość sadzenia nowych roślin, szczególnie gdy ogród ma być z kolekcją ciekawych krzewów i drzew.

Wyznaczyliśmy więc granice rabatek. Kwiatowo - krzewowe grządki zasypaliśmy korą, trocinami, suchymi liśćmi. Ale wiatr wszystko rozwiewał, a do tego pracowite ptaki powodowały, że kory błyskawicznie ubywało. Nie nadążaliśmy z uzupełnianiem naturalnej ściółki. Gdy do pracy w tak dużym ogrodzie są cztery ręce i jeden dzień w tygodniu do dyspozycji, trzeba szukać kompromisowych rozwiązań.

 

 fot. marta zając

 

 Widzieliśmy ogrody, w których granice między rabatkami i innymi częściami uprawowymi, a ścieżkami wyznaczały rozłożone na obrzeżach malownicze pnie drzew i głazy różnej wielkości. Piękne, naturalne prawie, ale trzeba by mieć własny las, kamieniołom lub niezły woreczek złotówek.

Kamienie z sąsiednich pól wyzbieraliśmy prawie wszystkie, głazy zwoziliśmy nawet z miejsc odległych o kilka kilometrów. Ale problemu to nie rozwiązało.

Meiliśmy pomysł na brukowane ścieżki i alejki... to również majątek, a do tego naturalnego ogrodu nie przypomina.

 Po różnych próbach, eksperymentach, wybraliśmy więc nieekologiczne podkłady kolejowe.

 

fot. marta zając

 

Te podkłady to dąb tak nasycony chemicznymi  środkami ochrony drewna, że prawie niezniszczalny. Nie ma się co łudzić, że przez lata, gdy podtrzymywał tory kolejowe, wypłukało się całe świństwo jakim drzewo zostało nasycone. Nasze, dwudziestoletnie, gdy je zwieźliśmy cięgle śmierdziały smołą, szczególnie w gorące dni. Ale i tak, by je zdobyć, musieliśmy znaleźć importera z Czech, bo krajowe są prawie nie do zdobycia. Można kupić nowe, bez impregnacji, ale kilka razy droższe.

Czasem banalny brak gotówki określa granicę między tym co ekologiczne i racjonalne. Niestety.