fot. marta zając

 

Od tygodnia fermentuję liście bergenii na aromatyczną, leczniczą herbatkę. Bergenia jest cennym ziołem. Wzmacnia odporność organizmu, mobilizuje go do samodzielnego zwalczania chorób. Pomaga przy wrzodach żołądka, ma właściwości przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne. Ale też smak parzonych liści niezbyt mnie nęci.Stąd pomysł fermentacji.

Stosuję prostą metodę, taką dla leniwych zielarzy.

Liście zebrałem wcześnie rano, gdy była jeszcze na nich poranna rosa. Nie myłem, bo nie było z czego. Listki pocięte w paski mocno upchnąłem w 3/4 litrowym słoiku. Zmieściło się aż dwadzieścia dużych liści. Słoik zakręciłem, postawiłem w kuchni w ciepłym miejscu i czekam. Codziennie oglądam i wącham.

Po siedmiu dniach liście mają już charakterystyczny alkoholowo-ziołowy zapach wynikający z trwającej fermentacji. Teraz tylko muszę pilnować momentu gdy liście zbrązowieją.

Gdy kolor będzie odpowiedni, zapach czysty, ale bardzo wyrazisty, zakończę fermentację. Nie stosuję tu sztywnych reguł kierując się jedynie intuicją.

Liście  rozłożę  w piekarniku i ususzę w temperaturze około 40 stopni. Potem tylko wystarczy je drobno pociąć - używamy z lenistwa elektrycznej przystawki do rozdrabniania warzyw z maszynki do  mięsa. Potem tylko przesypuję do słoja i już po robocie.

W fermentowaniu nie mam wielkiego doświadczenia, do czego się muszę uczciwie przyznać.

 

fot. marta zając

 

W tym roku, jak na razie, opisaną metodą robiłem herbatki z liści czeremchy, kwiatów lilaka i liści jeżyny.

Najsmaczniejsza jest ta pierwsza, o bogatym, wiśniowo - migdałowym aromacie. Z lilaka jest mocno kwiatowa, damska chciałoby się powiedzieć. Najdelikatniejszy smak ma herbata z liści jeżyny - ją jednak zrobiłem przede wszystkim dla zdrowia i tylko lekko podfermentowałem.

W przyszłym roku spróbuję z liśćmi jabłoni, morwy, poziomki i koniecznie hortensji piłkowanej - podobno ma wyjątkowe właściwości.