fot. sabina zając

 

Są naturalne sposoby by poradzić sobie z już istniejącą i jeszcze nadchodzącą suszą, a przynajmniej ograniczyć jej skutki. Często nawet podlewanie nie jest potrzebne, chociaż temperatury mają przekraczać 30 st. C. I ulewne burze sytuacji nie poprawiają, bo ziemia nie jest w stanie w krótkim czasie przyjąć tak dużej ilości wody, która spływa nie wnikając do gleby.

Ale nie marnujmy czasu. Oto sposoby.

Gleba wchłania/wdycha wodę w nocy. W ciągu dnia ją odparowuje. Jeżeli zatem rośliny są przyzwyczajone do systematycznego podlewanie, róbmy je jak najpóźniej, tak by korzenie nagromadziły zapas.

Podlewamy tylko intensywnie, czyli dużo, ale rzadko. Roślina jest mądra i szybko uczy się gospodarki wodnej. Częste podlewanie ją demoralizuje, co przekłada się na to, że nie gromadzi zapasów pewna, że za chwilę znowu zostanie nawodniona.

Przed burzą lekko wzruszamy ziemię, na głębokość 3 - 5 cm. Ziemia łatwiej wchłonie wodę.

Ściółkowanie pozwala zmniejszyć odparowanie wody, ale w czasie długotrwałych  opadów przyciąga ślimaki. Dlatego ściółkę, jeżeli to możliwe, zdejmujemy przed deszczem. Poza tym systematycznie odwracamy, szczególnie zwartą np. z trawy, by nie gniła.

Trawnik jest pożeraczem wody. Im niższy tym mniej zabiera jej pozostałym roślinom. Kilkucentymetrowy zabiera wodę nawet do 40 cm. Tniemy go więc  krótko, by nie stanowił konkurencji dla innych roślin, ale jeżeli jest ozdobny utrzymujemy wysokość do 5 cm, bo krótszy szybko zaschnie.

Osłabiamy parowanie ziemi zostawiając skoszoną trawę na trawniku.

Rozkładając skoszoną trawę wokół roślin zapewniamy im wilgoć.

Jeżeli podlewamy rośliny to tylko doglebowo, najlepiej kropelkowo.

W małym ogrodzie możemy cieniować rośliny osłaniając je włókniną w czasie najwyższych temperatur.