W karczmie  U Eskulapa, w Ustrzykach Górnych spotkaliśmy lisa. Przemykał miedzy stolikami niezbyt bojąc się ludzi. Przegonił rudego inny rudzielec: kot, który ani myślał dzielić się resztkami ze stołów.

 

 fot. sabina zając

Dzień wcześniej kilka kilometrów od rezerwatu torfowisk i granicy z Ukrainą, tuż przy asfaltowej drodze wylegiwała się leniwie wataha wilków. Gdy zatrzymaliśmy samochód, niespiesznie odeszły. Właściciel pobliskiej stadniny hucułów  twierdził, że koni nie atakują, bo po co, skoro w lesie mają dostatek ogłupiałych łani.

Zetknęliśmy się też prawie oko w oko z niedźwiedziem, który siedział w krzakach na trasie między Soliną a Ustrzykami Dolnymi i podglądał kierowców.Spłoszył się dopiero, gdy zaczęli gwałtownie hamować. Nie chciał pozować do pamiątkowych zdjęć.

 

fot. sabina zając

Gdy w naszym ogrodzie kuna wyjadła filcową podbitkę pod maską samochodu, a jej młode ganiały się po ogrodzie, niespecjalnie się zdenerwowałem. W ekologicznym ogrodzie człowiek jest na takich samych prawach jak wszystkie inne, żyjące istoty. Sztuki współistnienia uczyć się nam od bieszczadzkich ludzi. Czasem to trudne, bo niekiedy  lisy, kuny, łasice, dzikie koty, krety  są  jak szkodniki i trzeba je odpędzać. Ale wielokrotnie tego dobra w ogrodzie jest tyle, że można się podzielić i nie wchodzić sobie w drogę.

 

 

 
fot. sabina zając

 

Nie ma to jak napar lub nalewka z ziela albo korzenia jeżówki, gdy zaczynają się jesienne szarugi. Chociaż najskuteczniejszy jest proszek lub macerat. Pomaga nie tylko przy grypie czy przeziębieniu, ale także zapchanych zatokach, problemach z układem  oddechowym. Leczy się nią także zaburzenia trawienia oraz pęcherza. A maści z jeżówką pomagają na różne choroby skórne i grzybice. Jeżówkę warto też stosować profilaktycznie, bo podnosi odporność organizmu.

Chociaż właściwości lecznicze rośliny są znane od 400 lat, w Polsce zaczęła być uznawana dopiero ćwierć wieku temu. Nawet prof. Ożarowski w ważnej pracy o leczniczych roślinach nie wspomniał o niej nawet słowem.

Według Henryka Różańskiego, jednego z najbardziej znanych polskich fitoterapeutów, nalewkę robimy zalewając 100 gram ziela pół litrem czystej wódki. Pijemy nie więcej niż małą łyżeczkę 2-3 razy dziennie gdy się nią leczymy, ale dla podniesienia odporności wystarczy co drugi dzień po łyżeczce raz dziennie. W przypadku maceratu sporządzanego w proporcjach 1:3, pijemy do 100 ml, trzy razy dziennie.

Uwaga!

Nie stosujemy dłużej niż miesiąc, a potem trzeba zrobić dwutygodniową przerwę. Nie stosujemy razem z lekami, bez konsultacji z lekarzem. Kobiety w ciąży też nie powinny rośliny używać.

A na koniec, szczere wyznanie. Mam sporo jeżówki w ogrodzie. Chociaż uprawiam ją ekologicznie, do leczenia jej nie używam, bo po prostu mi żal pięknych kwiatów. Dlatego wolę, by żerował na nich widoczny na zdjęciu przeuroczy pluskwiak o brzydkiej nazwie: odorek zieleniak.

fot. sabina zając

 

Cykorię pozornie dobrze znamy. Korzenia używa się jako namiastki kawy. Podaje się przy problemach z trawieniem. Ale też duża zawartość inuliny (nawet do 40 % w korzeniach) powoduje, że pomaga w odchudzaniu. Leczy cukrzycę, ale nie należy bez konsultacji z lekarzem łączyć jej z lekami . Odtruwa i leczy wątrobę, wspiera produkcję żółci. Ma też działanie przeciwnowotworowe. Odwar z rozdrobnionego korzenia cykorii, według prof. Ożarowskiego, przygotowujemy zalewając 2 łyżki surowca 1,5 szklanki ciepłej wody, ogrzewając  do wrzenia i gotując pod przykryciem 3 minuty. Potem zostawiamy na kwadrans do naciągnięcia i pijemy po pół szklanki na godzinę przed posiłkami . Korzenie zbierać możemy dopiero we wrześniu. Natomiast teraz warto zebrać, ususzyć kwiaty i części zielone roślin. Kwiaty zawierają antocyjany, a w liściach są te same składniki co w korzeniu tyle, że w mniejszym stężeniu. A, że teraz właśnie cykoria podróżnik kwitnie, warto wybrać się na spacer, by zebrać nieco ziela z kwiatem.

Rośliny w swoim ogrodzie zwykle znamy. Gorzej na spacerze, gdy spacerujemy łąką lub idziemy przez las i naszą uwagę przyciągają nieznane rośliny. Testowaliśmy darmową aplikację do rozpoznawania roślin. Można ją zainstalować w telefonie komórkowym. Po niedzielnym spacerze sprawdziliśmy, że trafnie rozpoznała 80 procent roślin, które wzbudziły nasze zainteresowanie.

Kolejny test przeprowadziliśmy wykorzystując zdjęcia z grupy Poszukiwacze roślin", gdzie często pojawiają się pytania: jaka to roślina.

Oto trzy przykłady:

 

 

Cóż to za roślina? Nam się wydawało, że dziewanna. Sfotografowaliśmy  zdjęcie telefonem z użyciem aplikacji i dostaliśmy odpowiedź, że jest to dziewanna drobnokwiatowa. Informacja pod zdjęciem: Trafność o,5240 sugeruje, że program nie jest pewien oceny. Ale klikając w roślinę, można przeczytać dokładny jej opis i rozstrzygnąć, czy aplikacja dobrze rozpoznała roślinę.

 

Kolejny przykład?  Koleżanka z grupy pyta: czy to jest tojeść pospolita? Zdjęcia ostre, jest kwiat i liście, aplikacja szybo sprawdza...

 

 

Aplikacja potwierdza i ponieważ zdjęcie było bardzo czytelne, jest prawie pewne, że to faktycznie ta roślina określając trafność na 0,9530 czyli na ponad 95 %.

 

Ostatni przykład . Poszukiwacz roślin pyta, czy to jest arcydzięgiel? Jeżeli dobrze przypuszcza, ma ziółko do domowej apteczki.

 

Aplikacja jednak podaje, z 57 procentowym prawdopodobieństwem, że jest to barszcz Mantegazziego. To nie jest żaden rozstrzygający wynik, ale obszerny opis, gdy kliknie się w obrazek, pozwala dodatkowo zweryfikować informację. A Eugene Gawenda, facebookowy ekspert w grupie Poszukiwacze roślin potwierdza, że jest to barszcz. Ale, że ekspert nie zawsze jest pod ręką, aplikacja się przydała.

 

Aplikacja jest daleka od ideału. Czasem myli się idiotycznie, szczególnie gdy wykonamy fotografię nieostrą lub telefon... obróci nam zdjęcie.  Po to, by była użyteczna i wiarygodna, trzeba nieco poćwiczyć. Nie zastąpi też myślenia.

Jej wielką zaletą jest pomoc w rozpoznawaniu dziko rosnących roślin. Pozwala na natychmiastowe fotografowanie i szukanie odpowiedzi, jaka to roślina lub rozpoznawanie z wcześniej sfotografowanych zdjęć.

Można też sięgnąć do katalogu i szukać roślin według nazwy i o każdej z nich trochę poczytać, można też szukać cechami... co jednak jest mocno kłopotliwe.

Oczywiście, aplikacja nie zastąpi autorytetów... jeżeli im wierzymy, ani dobrych katalogów. Ale naszym zdaniem może sporo nauczyć, także jak fotografować i jak patrzeć na rośliny .

Dla zainteresowanych, podajemy, że aplikacja zawiera 2300 roślin, działa na telefon z systemem Androida, jest dostępna darmo pod adresem:

https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.roslin.atlas&hl=pl