Arboretum w Rogowie to wyjątkowo piękne miejsce, szczególnie jesienią. Ale od naszej ostatniej tutaj wizyty, sporo się zmieniło.  Niektóre z pomysłów nas rozbawiły, inne wydają się do wykorzystania także w naszym ogrodzie.

 

INSPIRACJA PIERWSZA: DZIURKA

To drewniane dzieło w rogowskim alpinarium, zawieszone na cienkiej, a solidnej lince, autor zatytułował "Dziurka" . Biorąc pod uwagę, że jest ono na jednej ze ścieżek dydaktycznych, gdzie wędrują całe wycieczki dzieciaczków, pomysł odważny. Ale może to tylko nasze kosmate skojarzenia?

 

 

INSPIRACJA DRUGA: DOMEK DLA KACZEK

Fantastyczna sceneria. Nie wiem, czy z tego domku faktycznie kaczki korzystają, ale całkiem możliwe, bo pływają po stawie. Taki domek chyba i my zbudujemy, tyle że nasz staw jest nieco mały, a więc domek mógłby stanąć przy stawie.

 

 

INSPIRACJA TRZECIA: PIEŃ

Na co wykorzystać stary, pusty w środku pień? Rozwiązanie z Rogowa bardzo nam się podoba. Jest to kwietnik wertykalny, ale niższe otwory równie dobrze mogą być domkami dla sikorek.

 

 

INSPIRACJA CZWARTA: LEŻANKA DLA ZAKOCHANYCH

Podwójna leżanka... dla zakochanych. Odważne i zabawne rozwiązanie z podwójnym legowiskiem, ale zaskakująco połączonym. Gdyby to było tradycyjne łoże z dwoma przylegającymi miejscami wówczas bryła byłaby zapewne przytłaczające. Teraz zyskało lekkość, za cenę pewnej frywolności .

 

 fot. sabina zając

Tak dziś w naszym ogrodzie wyglądał słonecznik wierzbolistny. Skoro ja sięgam do wysokości 230 cm, to on musi mieć ze trzy metry. Tegoroczne łato wyjątkowo mu służyło. Najwyraźniej odpowiada mu także wilgotne powietrze w sąsiedztwie stawu. W innych częściach ogrodu jest dwa razy niższy.

Słonecznik wierzbolistny jest byliną o bardzo długich, nawet 20 centymetrowych i bardzo wąskich liściach. Nie ma specjalnych wymagań glebowych. My go nie nawozimy, nie podlewamy.

Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, gdzie rośnie na wapiennych glebach. Teraz kwitnie.

fot. sabina zając

 

A to dzisiejszy staw z olbrzymim miskantem (3 metrowym) w tle, przed nim  wiąz Jacqueline Hillier, który miał być karłowym , ale rośnie jak szalony. Po prawo od niego cyprysik groszkowy Filifera Nana, z którego zrobiło się metrowe, bardzo malownicze  drzewko.

Po lewo od miskanta już całkowicie przebarwione na żółto parzydło leśne. A za nim, w tle, choina kanadyjska pendula, magiczne drzewo, które w świetle księżyca wygląda jak stara  smoczyca wędrująca przez ogród.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo dziś była podła pogoda. Zimno, silny, porwisty wiatr, ale ogród się do nas uśmiechał...

 

fot. sabina zając

 Ostatni raz podlewaliśmy ogród ponad rok temu, w sierpniu 2015 r. i do tej pory żałujemy tamtej decyzji. Ale tak się złożyło, że mieliśmy urlop, była susza i chcieliśmy wesprzeć rośliny. Dwutygodniowe podlewanie tylko je rozhartowało i sporo padło, gdy po urlopie wróciliśmy do domu.

W tym roku nie popełniliśmy tego błędu. Chociaż ogród mamy na górce, ani razu nie podłączyliśmy węży. A tak w tej chwili ogród wygląda.

 

 

Jest ju ż jesienny, niektóre rośliny wyglądają na nieco zmęczone. Liście nieco zwisłe. Ale żadna roślina nie padła.

 

 

 

Doskonale radzą sobie szałwie - jak widać - dojrzewa berberys koreański, a chociaż owoce są drobniejsze niż zwykle, już dojrzewają.

 

 

Trawy też sobie dobrze radzą. Bujnie rosną bez odrobiny podlewania i to zarówno te odporne na suszę jak i wymagające wilgotnej ziemi. Jak to możliwe?

 

 

 

Metoda jaką stosujemy jest dość prosta. Każdą roślinę sadzimy dodając do ziemi bentonitu gromadzącego i oddającego wilgoć.

Wszystkie rabaty ściółkujemy. Te bardziej reprezentacyjne są obsypane 10 centymetrową warstwą kory. Pozostałe ściółką z rozdrobnionych gałęzi oraz ze ściętej trawy.

Największy problem jest z trawnikiem. Jest na szczęście naturalny, a więc bardziej odporny. Poza tym przez całe lato co drugi pokos zostawiamy na trawniku, co niezbyt dobrze wygląda, ale stanowi źródło naturalnej wilgoci. Poza tym nie tniemy zbyt nisko.

 

 

 

 Takie wielkie owoce pigwy wyrosły na drzewku, które rośnie na najbardziej nasłonecznionej części ogrodu. Drzewka też nie podlewaliśmy. Jednak cały rok ogród jest podsypywany popiołem drzewnym z kominka. To nie tylko naturalny nawóz, ale przede wszystkim źródło potasu podnoszącego odporność na suszę. Rośliny zasilaliśmy  także kiszonką z pokrzywy - bardzo je wzmacnia.

 

 

 A to ostatnie, dzisiejsze szaleństwo. Wzięliśmy się za przesadzanie dość dużych iglaków: jałowców, tuj, cyprysików i jodły. To oczywiście zbyt późno jak na takie zabiegi, bo najlepszy jest sierpień. Jednak mamy nadzieję, że wszystkie rośliny się przyjmą, bo bryły korzeniowe obsypaliśmy bentonitem. Dodatkowo bentonit wymieszaliśmy z ziemią przed posadzeniem roślin... a potem do każdego dołka po 20 litrów wody... to jedyny wyłom w zasadzie uprawiania ogrodu bez podlewania.

fot. sabina zając

 

 

 

 

Lawendowe pola znałem do tej pory tylko ze zdjęć pięknej Prowansji zrobionych przez córkę oczarowaną tym widokiem. Nie wierzyłem, że mogę zachwycić się takim Polem w centralnej Polsce. Pomyliłem się. W miniony weekend odwiedziliśmy lawendowe pole Hanny Kamienieckiej...

 

 

 Lawendowe zapachy kojarzyły mi się z banalnie natrętnymi zapachami perfum sprzed pól wieku. Pole jednak pachnie inaczej. My na nie trafiliśmy gdy było wygrzane słońcem. Trwały zbiory...

 

 

Trudno nam było uwierzyć, że lawenda to tylko zapach, kolor. Okazało się, że mieliśmy rację. Chociaż jej właściwości nie są dokładnie zbadane, a do tego są silnie związane od miejsca gdzie rosną, klimatu, to okazuje się, że to bogata w różne cenne właściwości roślina.

 

 

 Michalina Adaszyńska - Skwirzyńska i Maria Swarcewicz, z Zakładu Syntezy Organicznej i Technologii Leków z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie zebrały wiedzę o lawendzie lekarskiej czyli wąskolistnej (Wiadomości chemiczne 2014, 68, 11-12). Oto najważniejsze wnioski.

Lawenda zawiera flawonoidy działające uszczelniająco na naczynia krwionośne, przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, przeciwutleniająco, przeciwnowotworowo. Dotyczy to nie tylko kwiatów, ale i liści i to w tych ostatnich może być ich nawet dużo więcej.

Lawenda zawiera fenolokwasy ( w podobnej ilości zarówno w kwiatach jak i liściach)  chroniących przed miażdżycą naczyń wieńcowych (serce), hamujących rozwój choroby nowotworowej, a w kosmetyce opóźniające proces starzenia się naskórka.

Lawenda zawiera kumaryny działające uspokajająco.

Lawenda zawiera garbniki a ich ilość jest mocno uzależniona od gatunku ale przede wszystkim od klimatu. Pomagają na trądzik.

Lawenda zawiera liczne mikro i makroelementy łatwo przyswajalne przez organizm. Dużo żelaza i cynku, ale także mangan, wapń, potas, magnez i sód.

Lawenda ma silne działanie przeciwbakteryjne.

Lawenda jest skuteczna w przypadku zwalczania wielu grzybów.

Lawenda jest przeciwutleniaczem.

Lawenda jest  przeciwdrgawkowa, antydepresyjna, przeciwlękowa, nasenna. Pomaga w zaburzeniach przewodu pokarmowego na tle nerwowym.

Lawenda obniża wrażliwość na ból (autorki podają,że może być np. pomocna przy cesarskim cięciu).

Lawenda stymuluje wzrost włosów i ogranicza ich wypadanie.

Lawenda w ogrodzie skutecznie pomaga zwalczać kleszcze i komary.

Wystarczy?

fot. sabina zając

Nasz orzech włoski przetrwał bez problemu wiosenne przymrozki tylko dlatego, że późno rozpoczął wegetację. Ale teraz dostał w kość z powodu suszy przerywanej gwałtownymi ulewami.

Do wymęczonego dobrały się  zdobniczki orzechowe. Mszyce są prawie niewidoczne. Gdyby nie to, że trudno było nie zauważyć ogromnych, czarnych mrówek, które pracowicie pilnowały pastwiska zdobniczek, pewnie o niczym jeszcze długo byśmy nie wiedzieli.

 

 

 Ale mszyce to początek złego. Na liściach jest też mączniak prawdziwy. Łatwo go rozpoznać po licznych, jasnych, żółtych  kropkach widocznych wzdłuż nerwów, na wierzchniej stronie liście.

Ale to jeszcze nie koniec...

 

 

Te jasne wypukłe pęcherze na liściach to objaw żerowania szpeciela pliśniowca orzechowego. Ten pajęczak na szczęście u dorosłego drzewa nie jest zbyt niebezpieczny. Ale gdy jest go nadmiar, trzeba zwalczać.

Ale i to jeszcze nie koniec. Te wżery widoczne na lewym liściu to skutek działania zwojkówki liściowej i tak trwałych, że ubiegłoroczne są w tej chwili jeszcze miękkie.

Niestety nie wiemy jaka to odmiana, bo siewkę dostaliśmy 20 lat temu.

A wracając do szkodników, najgorsze są mrówki, które przy silniejszych powiewach wiatru spadają na plecy i głowę. Małe nasilenie mączniaka to nie problem, bo rozwija się tylko na mocno ocienionych liściach. Wystarczy więc drzewo prześwietlić, a resztę pracy wykona słońce.

Kiedy prześwietlić?  Starzy ogrodnicy radzą wybrać początek sierpnia, gdyż wówczas istnieje najmniejsze zagrożenie infekcjami. Ale sierpień to także ryzyko przemarznięcia... gdyby zima zbyt szybko nadeszła, bo pobudzone drzewo wyda nowe pędy i mogą nie zdążyć zdrewnieć. Zimy na szczęście mamy ostatnio dopiero po nowym roku.

Gąsienice, mszyce, szpeciele... dużo szkód dorosłemu drzewu nie wyrządzą. Ale gdybyśmy zauważyli nadmierne ich szkodzenie, to wystarczy oprysk 50 krotnie rozcieńczoną fermentującą gnojówką z pokrzywy. A gdy zapach nas odstręcza ( straszny odór) można na litr wody dać łyżeczkę płynu do zmywania naczyń. Powinno też pomóc przynajmniej na gąsienice i mszyce. A gdy one znikną to i mrówek nie będzie. Liście ze szpecielami - jeżeli musimy - możemy obrywać i palić.

fot. sabina zając