Koło parku bp. Klepacza, w Łodzi,który ostatnimi tygodniami odwiedzało tysiące osób by podziwiać łany kwitnących cebulic, siłami natury powstały w słupkach miniaturowe ogródki. Niedoceniane, niezauważalne, a przecież piękne.

 

 

 Te miniaturowe ogródki zauważy i doceni ten kto ma czas stanąć, popatrzeć i zauważyć nieoczywiste piękno. Ja je zobaczyłem w pierwszy dzień urlopu, chociaż przechodziłem koło słupków dziesiątki razy.

 

 

 Tu ktoś - jak widać - nawet słupki zauważył, ale dość obcesowo je potraktował. Dla roślinek walczących o przetrwanie, taki niedopałek to katastrofa spowodowana przez kogoś kto zachował się jak słoń w składzie porcelany.

 

 

fot. krzysztof zając

 

Lubię mieć zawsze pod ręką świeży, intensywnie pachnący szczypior z cebuli. Do ogrodu mam kilkadziesiąt kilometrów. A, że trzymana w domu cebula zaczęła mi kiełkować.... znalazłem zabawne rozwiązanie. Wodną uprawę.

 

 

Tak powstał cebulowy mini ogródek, który rośnie w oczach, z dnia na dzień jest coraz większy.

 

 

Polecam taką pożyteczną zabawę. Cebule połączyłem wykałaczkami, tak by  nie gniły w wodzie, a tylko były w niej lekko zanurzone. Efekt widoczny na zdjęciach uzyskałem już po trzech dniach.

Kolejna zabawa to analogiczne wykorzystanie kiełkujących już ziemniaków. Wystarczy worek z ziemią i kawałek miejsca na balkonie. Jest nadzieja, że młode ziemniaki z balkonowej uprawy będę miał już w maju.

fot. sabina zając

Drożdże na przedwiosenną, ale nie tylko taką, 40 dniową kurację, powinny doskonale się sprawdzić. Skończę ją akurat wtedy gdy będą pierwsze wiosenne, naturalne witaminy z ogrodu.

 

 

 

Drożdże są źródłem :

  •  łatwo przyswajalnego białka, zawierają witaminę H , która przywraca włosom sprężystość, a także hamuje siwienie i wypadanie włosów.

 

  •  kwasu pantotenowego , a objawami jego niedoboru są zaburzenia układu nerwowego, omdlenia, wypadanie włosów, przedwczesna siwizna, łysienie, zmiany skórne i obstrukcja.

 

  •  cynku jest niezbędnego do prawidłowego metabolizmu glukozy i poziomu cukru we krwi co jest istotne dla diabetyków, osób z zaćmą, zwyrodnieniem plamki żółtej. Jest też skuteczny w gojeniu uszkodzonych tkanek i w leczeniu trądziku

 

  •  selenu odpowiadającego za wymiatanie wszystkich wolnych rodników, ale także łagodzących objawy stwardnienia rozsianego. Z badań wynika iż regulują pracę wątroby i trzustki.

 

Pomagają także w okresach przemęczenia. Bardzo korzystnie oddziałują na system nerwowy, łagodząc objawy stresu i psychicznego wyczerpania. Jak podaje autor, przeprowadzono wiele eksperymentów, podając drożdże osobom z poważnymi dolegliwościami psychicznymi. Nawet w takiej chorobie, jak schizofrenia, były zaskakująco pozytywne rezultaty.

 

Kolejne efekty po stosowaniu kuracji drożdżowej zauważano przy leczeniu nadwagi, migreny, przeciwdziałaniu miażdżycy.

 

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przeprowadzili badanie drogich, włoskich preparatów zawierających wyciąg z drożdży i przeznaczonych do zapobiegania rozstępom. U wszystkich pacjentek zaobserwowano znaczny wzrost elastyczności skóry. Średnia redukcja szerokości tych zmian wynosiła 1 mm, a średnie zmniejszenie ich długości wyniosło 8,33 cm. Ponadto zanotowano średni wzrost nawilżenia skóry, która była poddana zabiegom o 8,4%, a natłuszczenia o 19,4%. W przypadku świeżych rozstępów efekty były o wiele lepsze. Nastąpiła znaczna redukcja zmian i poprawa kondycji skóry.

 

Sposób stosowania

 

Maseczka na twarz lub rozstępy

 

Jednym z najprostszych zastosowań jest połączenie drożdży piekarniczych z ciepłym mlekiem lub płynnym miodem. W przypadku cery suchej można dodać niewielką ilość oliwy z oliwek.

 

Napój drożdżowy

 

3 – 5 dekagram zalewamy wrzątkiem. Pijemy nie dłużej niż czterdzieści dni, przy czym po pięciu dniach terapii należy przerwać ją na osiem – dziesięć dni.

 

Na podstawie :Właściwości lecznicze i kosmetologiczne drożdży piekarniczych, Bożena Muszyńska, Mirosław Malec, Katarzyna Sułkowska-Ziaja, Katedra i Zakład Botaniki Farmaceutycznej, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum, Kraków

 Borgis - Postępy Fitoterapii 1/2013, s. 54-62

 

cały artykuł tu: http://www.czytelniamedyczna.pl/4339,wlasciwosci-lecznicze-i-kosmetologiczne-drozdzy-piekarniczych-saccharomyces-cere.html

 



 



 



 

 fot. marta zając

 

Od tygodnia fermentuję liście bergenii na aromatyczną, leczniczą herbatkę. Bergenia jest cennym ziołem. Wzmacnia odporność organizmu, mobilizuje go do samodzielnego zwalczania chorób. Pomaga przy wrzodach żołądka, ma właściwości przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne. Ale też smak parzonych liści niezbyt mnie nęci.Stąd pomysł fermentacji.

Stosuję prostą metodę, taką dla leniwych zielarzy.

Liście zebrałem wcześnie rano, gdy była jeszcze na nich poranna rosa. Nie myłem, bo nie było z czego. Listki pocięte w paski mocno upchnąłem w 3/4 litrowym słoiku. Zmieściło się aż dwadzieścia dużych liści. Słoik zakręciłem, postawiłem w kuchni w ciepłym miejscu i czekam. Codziennie oglądam i wącham.

Po siedmiu dniach liście mają już charakterystyczny alkoholowo-ziołowy zapach wynikający z trwającej fermentacji. Teraz tylko muszę pilnować momentu gdy liście zbrązowieją.

Gdy kolor będzie odpowiedni, zapach czysty, ale bardzo wyrazisty, zakończę fermentację. Nie stosuję tu sztywnych reguł kierując się jedynie intuicją.

Liście  rozłożę  w piekarniku i ususzę w temperaturze około 40 stopni. Potem tylko wystarczy je drobno pociąć - używamy z lenistwa elektrycznej przystawki do rozdrabniania warzyw z maszynki do  mięsa. Potem tylko przesypuję do słoja i już po robocie.

W fermentowaniu nie mam wielkiego doświadczenia, do czego się muszę uczciwie przyznać.

 

fot. marta zając

 

W tym roku, jak na razie, opisaną metodą robiłem herbatki z liści czeremchy, kwiatów lilaka i liści jeżyny.

Najsmaczniejsza jest ta pierwsza, o bogatym, wiśniowo - migdałowym aromacie. Z lilaka jest mocno kwiatowa, damska chciałoby się powiedzieć. Najdelikatniejszy smak ma herbata z liści jeżyny - ją jednak zrobiłem przede wszystkim dla zdrowia i tylko lekko podfermentowałem.

W przyszłym roku spróbuję z liśćmi jabłoni, morwy, poziomki i koniecznie hortensji piłkowanej - podobno ma wyjątkowe właściwości.

 

Kontrowersyjne rozwiązanie: podkłady kolejowe w ogrodzie ekologicznym. Kilka lat odwlekaliśmy tę decyzję szukając innych, naturalnych rozwiązań. Ale w końcu zdecydowaliśmy się i do naszego półhektarowego ogrodu trafiło aż sto takich podkładów.

 

 fot. marta zając

 

Najpiękniejszy dla nas jest ogród naturalny, leśny albo polny.

Leśny ma naturalne ścieżki i ściółkę. Nie wymaga nadmiernego porządkowania, a jedynie usuwania suchych gałęzi, niektórych złamanych konarów lub zwalonych drzew.

Z kolei ogród polny to kwietna łąka, ale także półtorametrowe pokrzywy lub osty.Niestety  możliwość sadzenia nowych roślin, szczególnie gdy ogród ma być z kolekcją ciekawych krzewów i drzew.

Wyznaczyliśmy więc granice rabatek. Kwiatowo - krzewowe grządki zasypaliśmy korą, trocinami, suchymi liśćmi. Ale wiatr wszystko rozwiewał, a do tego pracowite ptaki powodowały, że kory błyskawicznie ubywało. Nie nadążaliśmy z uzupełnianiem naturalnej ściółki. Gdy do pracy w tak dużym ogrodzie są cztery ręce i jeden dzień w tygodniu do dyspozycji, trzeba szukać kompromisowych rozwiązań.

 

 fot. marta zając

 

 Widzieliśmy ogrody, w których granice między rabatkami i innymi częściami uprawowymi, a ścieżkami wyznaczały rozłożone na obrzeżach malownicze pnie drzew i głazy różnej wielkości. Piękne, naturalne prawie, ale trzeba by mieć własny las, kamieniołom lub niezły woreczek złotówek.

Kamienie z sąsiednich pól wyzbieraliśmy prawie wszystkie, głazy zwoziliśmy nawet z miejsc odległych o kilka kilometrów. Ale problemu to nie rozwiązało.

Meiliśmy pomysł na brukowane ścieżki i alejki... to również majątek, a do tego naturalnego ogrodu nie przypomina.

 Po różnych próbach, eksperymentach, wybraliśmy więc nieekologiczne podkłady kolejowe.

 

fot. marta zając

 

Te podkłady to dąb tak nasycony chemicznymi  środkami ochrony drewna, że prawie niezniszczalny. Nie ma się co łudzić, że przez lata, gdy podtrzymywał tory kolejowe, wypłukało się całe świństwo jakim drzewo zostało nasycone. Nasze, dwudziestoletnie, gdy je zwieźliśmy cięgle śmierdziały smołą, szczególnie w gorące dni. Ale i tak, by je zdobyć, musieliśmy znaleźć importera z Czech, bo krajowe są prawie nie do zdobycia. Można kupić nowe, bez impregnacji, ale kilka razy droższe.

Czasem banalny brak gotówki określa granicę między tym co ekologiczne i racjonalne. Niestety.