sfotografowane przez sabinę zając

 

 

 Uchwycony ten niepowtarzalny moment, gdy za chwilę ciemiernik wystrzeli nasionkami. Ogrodnicy wiedzą, jak trudno go upilnować. A nasiona są bardzo cenne, jeżeli chcemy rozmnażać roślinę. U nas w ogrodzie wystrzeliwują zazwyczaj poza naszą kontrolą i rozsiewają się niekiedy w zupełnie zaskakujących miejscach.

 

 

 

 Jakże nietypowa makówka. To mak wschodni. Wyjątkowo piękne i okazałe ma kwiaty, a przy tym że jest byliną, nie musimy się martwić każdego roku o jego wysiewanie. Pięknie się rozrasta tworząc coraz większą kępę.

 

 

 Nie wiem, czy peonia jest królową kwiatów. Ale niewątpliwie ma koronę jak to widać na zdjęciu i za to ją podziwiam, właśnie teraz jeszcze bardziej niż w pełni kwitnienia. W tym roku peonie u nas zaszalały. Wielkie, obfite, kwiaty tak ciężkie, że łodygi ich nie są w stanie utrzymać. Ale nawozimy je gnojówką z krowich kup.

 

 

 Te czarne, podłużne łebki to makówki tyle, że mekonopsa. Może zatem należałoby je nazwać mekonopsówkami? Nasionka mają smak podobny do maku. A łodygi takie same właściwości jak mak lekarski. A przy tym można je legalnie uprawiać.

 

 

 

 Tę roślinę doskonale wszyscy znają. To cesarska korona już w na etapie wytwarzania nasion. Ta kanciasta torebka ściemnieje, a potem wysypią się z niej nasiona. Wygląda to tak pięknie, że nigdy łodyg po przekwitnieniu nie obcinamy.

 

 

 

 Już na koniec serduszka. Nigdy nie zwracałem uwagi co się dziej gdy kwiaty przekwitają. Dopiero żona pokazała mi delikatne fasolki w jakie serduchowate kwiaty się zamieniają.

 fot. sabina zając

 

Kończy się tulipanowy sezon. Cebule można zostawić w ziemi i tak jest najwygodniej, ale będą drobniały, a kwiaty w następnych latach staną się mniej okazałe. Można tę degradację nieco ograniczyć szybko usuwając przekwitłe kwiatostany, a liście dopiero gdy zaschną.

Dla urody kwiatów lepiej jednak cebule wykopywać.

 

 fot. sabina zając

 

Wykopujemy cebule gdy łodygi i liście żółkną, a cebule są już w części brązowe (tak mniej więcej na 1/4 powierzchni). Usuwamy zaschnięte łodygi i korzonki.

Najlepiej suszyć je od 12 do nawet 48 godzin w temperaturze ok. 30 st. C. Przechowujemy je w ażurowych skrzyneczkach, przewiewnych w pomieszczeniach o temperaturze pokojowej, w miejscach gdzie wilgotność jest nie niższa niż 40 procent.

 

 fot. sabina zając

 

 Sadzimy je do gruntu od połowy, a nawet końca  września do nawet końca października. Jeżeli chcemy uchronić je przed nornicami, sadzimy w koszyczkach. Najlepsze jest dla nich nawożenie fosforem na ziemi ciężkiej lub potasem na ziemiach lekkich. Dobrze przed sadzeniem zasilić ziemię ziemią okrzemkową lub siarczanem magnezowym.

 

fot. sabina zając

Zawitała nad staw pierwsza w tym roku ważka, płaskobrzucha, jedna z tych większych i na tyle pewnych siebie, że nie ucieka przed aparatem. To samczyk o niebieskim ubarwieniu. Dzięki niemu i jemu podobnym nie mamy nad stawem problemów z komarami. Nieraz widzimy jak te płaskobrzuchy pilnują swojego terytorium i naparzają się z innymi samcami. Ale szczęśliwie przez lato ważek jest tak dużo, że nie tylko komary ale i muchy najprzeróżniejsze nad wodą nam nie przeszkadzają, co nie znaczy niestety, że w reszcie ogrodu nie grasują.

Ważki mają u nas w stawie dobrze, bo woda nie jest krystalicznie czysta. Ich larwy mają więc gdzie się rozwijać, a to jeszcze groźniejsze drapieżniki niż postać dorosła.

Fascynujące było gdy na parzydle nad stawem udało nam się zaobserwować przeobrażenie larwy w postać dojrzałą.

 

 fot. sabina zając

 

fot. sabina zając

 

Na zebranie wszystkich dnia by nie wystarczyło. Dlatego tylko w ramach zielarskiej rozgrzewki, do zamrażalnika wrzuciłem foliówkę lubczyka i drugą, ze świeżymi listkami szałwii. Mrożone są dla mnie lepsze niż suszone, a sukcesywnie zbierając zrobię zapas na rok.

Glistnik już dojrzał do zbioru. Paluchy ubrudziłem trudnym do zmycia żółtym sokiem, ale warto nie tylko na żółć,  także dla uspokojenia, gdy mam stan zapalny, obrzęki, wirusy, ale też działa lekko  rozweselająco. Tyle, że nie jest to zioło bezpieczne. W Polsce nie jest - o ile się orientuję - oficjalnie dopuszczone do sprzedaży. Ale stosuje się je często, a więc ja suszę, na razie na zapas.

Nad piecem powiesiłem też miętę. Dla trawienia przede wszystkim. Dla smaku herbaty, dla aromatu.Ale pomocna także przy kaszlu, lekkich stanach zapalnych, zgadze...

Kolejne ziółko nad piecem to bodziszek. Zbieram go zawsze w czasie kwitnienia. Obniża poziom cukru we krwi, chroni wątrobę, działa przeciwzapalnie, odtruwa. Wystarczy tych zalet.

W mniejszym koszyku pączki jabłoni, doskonałe do herbaty. Już wkrótce zastąpią je liście nie dosyć że smaczne to ze sporą ilością rutyny, są przeciwzapalne, moczopędne a więc odtruwające, likwidują wolne rodniki.

W większym koszyku, stojącym na piecu, na zmielenie czeka kora wierzby, bo zastępować nią aspirynę.

A na murku słoik z dopiero co zebranymi kwiatami lilaka. Zgodnie z radami fachowców, po dobie włożyłem je do ciepłego piekarnika... będzie herbatka kwiatowa.

fot. sabina zając

 

Nie tylko na lipach, ale na olchach, klonach, orzechach, porzeczkach pojawiają się teraz dziwne, często bardzo kolorowe wyrostki. To obraz żerowania pajęczaków, szpecieli.

Do najładniejszych należy różkowiec lipowy. Czerwone wyrostki na liściach to skutek enzymów jakie szpeciel wprowadza do liścia. Bardzo je niestety w ten sposób osłabia. Mają problem z przyswajaniem chlorofilu. Szybciej zasychają i opadają.

Szpeciele nie niszczą roślin, ale je znacznie osłabiają. Gdy jest ich niewiele, wystarczy zdjąć zaatakowane liście i je spalić. Można je też opryskać wyciągiem  z rumianku lub krwawnika, albo herbatą. Można też użyć innego naturalnego preparatu przeznaczonego dla szkodników ssaco-gryzących.