Maliny mają wiele wyjątkowych zastosowań w naturalnej medycynie. Przede wszystkim są antyoksydacyjne, czyli spowalniają proces starzenia się organizmu, zapobiegają zaburzeniom układu krążenia i zmianom miażdżycowym. Warto je jeść świeże, a także zrobić duży zapas soków. Są też przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwnowotworowe. Z ostatnich badań wynika, że mają silne właściwości odchudzające.

Antyoksydacyjne

Owoce maliny właściwej czyli tej najpopularniejszej oraz czarnej chronią komórki przed działaniem wolnych rodników. Jeżeli chodzi o zbierane teraz owoce, ustępują jedynie czarnym porzeczkom.

Przeciwzapalne i przeciwreumatyczne

Owoce maliny hamują stany zapalne. Działają wspomagająco przy reumatoidalnym zapaleniu stawów.

Przeciwbakteryjna

Najsilniejsze działanie ma malina właściwa. Z badań wynika, że nalewka z jej owoców jest skuteczna szczególnie wobec helicobakter pyroli odpowiedzialnej za wrzody na żołądku.

 

 

Przeciwnowotworowa

Najbardziej skuteczna jest malina czarna, szczególnie pomocna w przypadku zagrożenia nowotworem prostaty oraz okrężnicy. Badania na zwierzętach wykazały, że chroni ona także przed nowotworem przełyku, jelita grubego i jamy ustnej. Z kolei z eksperymentów prowadzonych na ludziach wynika, że już po czterech tygodniach podawania po 6 dekagram sproszkowanych owoców suszonej maliny zaobserwowano hamowanie szybkości mnożenia komórek nowotworowych i ich większą śmiertelność.

Na cukrzycę

Owoce maliny wzmagają wydzielanie insuliny.

 

 

Na odchudzanie

Najnowsze badania mówią o jej dużej skuteczności w kuracji odchudzającej. Stosuje się tu keton malinowy, wykorzystywany w aromatach spożywczych w w produkcji kosmetyków.

Z eksperymentów na szczurach wynika, że dodatek ketonu malinowego w ilości 1 procenta wagi każdego posiłku hamował wzrost tkanki tłuszczowej. Prawdopodobnie działa on na tej samej zasadzie co kapsaicyna i synefryna, znale spalacze tłuszczu stosowane przez kulturystów. Keton malinowy sprzedawany jest w internecie, ale jego cena jest bardzo wysoka, tak że by uzyskać efekt należałoby codziennie połykać ilości wykańczające dla naszego portfela. Ketonu malinowego nie da się zastąpić jedzeniem owoców lub piciem soków malinowych, bo codziennie należałoby zjadać lub wypijać ogromne ilości.

Na podstawie: Mirosława Krauze-Baranowska, Magdalena Majdan, Marta Kula, Owoce maliny właściwej i maliny zachodniej źródłem substancji biologicznie aktywnych opublikowanego w Postępach Fitoterapii 1/2014

fot. marta zając

fot. sabina zając

fot. sabina zając

 

 

 Ten wróbelkowy gówniarz wypadł z gniazda i mocno się darł wołając rodziców. Nie byliśmy do nich podobni, więc popatrzył, pomyślał i schował się w gęstych zaroślach, które dziko rosną właśnie po to by nasi ogrodowi mieszkańcy mieli gdzie się schować. Jego rodzice prawdopodobnie w tym czasie chłodzili się w stawie, nad którym w te upały ptasich gości mamy bez liku, bo to jedyne miejsce w okolicy z dostępną wodą.

Swoją drogą, miło mieć chmary wróbli w ogrodzie, szczególnie gdy w mieście jest ich coraz mniej a gatunek uznaje się za zagrożony.

 

 

 To kot włóczykij, z prawdziwymi jajami. Chociaż jeszcze młodzik, pomaga nam zwalczać nornice. Na razie nie zawsze mu to wychodzi. Ale intensywnie ćwiczy. Zauważyliśmy, że jego ulubionym miejscem jest stodoła.

 

 

A to ropusza staruszka. Chyba z szarych. Wielgachna. Poluje nam na ślimaki nagie, ale także inne szkodniki. Pracuje głównie nocą, gdy ptaki ale także i my śpimy. Czasem udaje się ją spotkać w ciągu dnia. Podobno, gdy będzie miała szczęście to pożyje nawet 40 lat. Ta nasza jest już na pewno w zaawansowanym wieku.

By jej nie skrzywdzić przypadkiem, za nisko nigdy nie kosimy ogrodu.

 fot. sabina zając

Zdobyliśmy do kolekcji kolejną budkę lęgową. Domków dla ptaków chcemy mieć więcej i więcej, ale nasi skrzydlaci mieszkańcy ogrodu  i tak nie czekając na naszą inicjatywę budowlaną zasiedlają a to wielki krzew berberysu, a to wierzchołek sosny, albo dziury w spróchniałej jabłoni. Rok temu sikorka założyła gniazdo w pustym pniu do orzechu włoskim, który używaliśmy jako stojak pod kwiaty doniczkowe.

 

 fot. sabina zając

 

Olszyna powinna trochę wytrzymać, a nawet jak nadgryzie ją ząb czasu to tylko zyska na szlachetności. Wypatrzyliśmy ją przez przypadek, gdy zauważyliśmy podobną, tylko że dwa razy większą, bogato rzeźbioną, u zaprzyjaźnionego ogrodnika. Kupił ją podobno u rzeźbiarza z Karpacza. No to, jak to zazdrośnicy, po powrocie do domu natychmiast rzuciliśmy się do komputera i grzebania w internecie.

Rzeźbiarza z Karpacza nie udało nam się znaleźć. Ale nie rezygnujemy z poszukiwań.

 

fot. marta zając

Na ścianie domu jest jeszcze sporo miejsca. Jakby ktoś coś w temacie wiedział, prosimy o sygnał... 

Fotografowanie ogrodu nie jest łatwe. Prościej pokazać pojedyncze roślinki, nawet gdy trzeba się schylić i uważnie im przypatrzyć... chociaż i to czasem sprawia kłopot. U nas każda wizyta w ogrodzie to sto albo i więcej zdjęć. Po selekcji zostaje kilka, czasem kilkanaście. Zadowoleni zaś jesteśmy z jednego, czasem z dwóch.

Do ogrodu wzięliśmy więc starą ramę ze strychu domu, gdzie od lat czeka na godny siebie obraz. Zaczęliśmy przymierzać.

 

 

 Te dwa perukowce pospolity i purpurowy zdecydowanie do ramy pasują, ale bez niej są piękniejsze, bardziej okazałe.

 

 

 Klon pospolity, czerwony, kulisty  też by się nadał, ale jak tu wyciąć to wszystko co ramie się nie zmieściło.

 

 

Pozostało kompromisowe rozwiązanie. To rama zostanie w ogrodzie, może będzie po niej wędrowała. Obraz będzie się zmieniał gdy zawieje wiatr, słońce mocno zaświeci lub zakryją je chmury, spadnie deszcz.

fot. sabina zając

sfotografowane przez sabinę zając

 

 

 Uchwycony ten niepowtarzalny moment, gdy za chwilę ciemiernik wystrzeli nasionkami. Ogrodnicy wiedzą, jak trudno go upilnować. A nasiona są bardzo cenne, jeżeli chcemy rozmnażać roślinę. U nas w ogrodzie wystrzeliwują zazwyczaj poza naszą kontrolą i rozsiewają się niekiedy w zupełnie zaskakujących miejscach.

 

 

 

 Jakże nietypowa makówka. To mak wschodni. Wyjątkowo piękne i okazałe ma kwiaty, a przy tym że jest byliną, nie musimy się martwić każdego roku o jego wysiewanie. Pięknie się rozrasta tworząc coraz większą kępę.

 

 

 Nie wiem, czy peonia jest królową kwiatów. Ale niewątpliwie ma koronę jak to widać na zdjęciu i za to ją podziwiam, właśnie teraz jeszcze bardziej niż w pełni kwitnienia. W tym roku peonie u nas zaszalały. Wielkie, obfite, kwiaty tak ciężkie, że łodygi ich nie są w stanie utrzymać. Ale nawozimy je gnojówką z krowich kup.

 

 

 Te czarne, podłużne łebki to makówki tyle, że mekonopsa. Może zatem należałoby je nazwać mekonopsówkami? Nasionka mają smak podobny do maku. A łodygi takie same właściwości jak mak lekarski. A przy tym można je legalnie uprawiać.

 

 

 

 Tę roślinę doskonale wszyscy znają. To cesarska korona już w na etapie wytwarzania nasion. Ta kanciasta torebka ściemnieje, a potem wysypią się z niej nasiona. Wygląda to tak pięknie, że nigdy łodyg po przekwitnieniu nie obcinamy.

 

 

 

 Już na koniec serduszka. Nigdy nie zwracałem uwagi co się dziej gdy kwiaty przekwitają. Dopiero żona pokazała mi delikatne fasolki w jakie serduchowate kwiaty się zamieniają.