Przy okazji suszenia jabłek, skórki do tej pory obieraliśmy i wyrzucaliśmy, bo nie wszystkim domownikom odpowiadały.   Tymczasem każdy wie, że to co jabłko ma w skórce i tuż pod nią jest najcenniejsze. Zaczęliśmy więc skórki suszyć i mielić na proszek. Można go dodawać do herbaty zamiast cytryny, jeść łyżeczką dla zdrowia, dodawać do napojów gazowanych. Ważne by nie parzyć wrzątkiem.

A pożytki z takiej skórki są wyjątkowe. Zawiera bowiem kwas o właściwościach przeciwnowotworowych (kwas ursolowy), ale także przeciwcukrzycowych, obniżających cholesterol. Ale ten kwas znajduje także inne, zaskakujące zastosowanie: można go używać jako naturalny steryd chroniący przed zanikiem masy mięśniowej, a u osób sprawnych poprawie przyrost mięśni z jednoczesną redukcją tłuszczu.

Przy okazji, ponieważ w skórce jabłka jest nawet kilkakrotnie więcej cennych minerałów niż w miąższu, korzystając z suszonych i sproszkowanych skórek dostarczamy organizmowi niejako skondensowanych witamin.

 

 

Ważne, by skórki suszyć w temperaturze nie wyższej niż 40 st. C. Trzeba się także trochę przy tym napracować. Z pięciu kilogramów jabłek uzyskaliśmy zaledwie 1/4 litra skórkowego suszu. Ale za to zamiast na siłę pakować w siebie jabłka, używamy po łyżeczce do herbaty zaledwie raz dziennie.

Czy to wystarczy? Okaże się za kilka miesięcy. Nie zależy nam na szybkim zbijaniu tłuszczu, modelowaniu sportowej sylwetki, a jedynie na podwyższeniu odporności i zredukowaniu naturalnego zimą przyrostu tłuszczu, w okresie gdy ogród odpoczywa.

Nie dotarliśmy wprawdzie do żadnych badań porównujących zawartość witamin i kwasu ursolwego w skórkach różnych odmian jabłek, ale jak już sprawdziliśmy organoleptycznie odmiany twarde są zdecydowanie bogatsze w witaminę C, a np. delikatne kosztele dają proszek o smaku -  znanej starszym z dzieciństwa - lemoniady: jest słodkawy i delikatnie kwaskowy.

Preparaty z kwasem ursolowym polecają na swoich stronach miłośnicy sportów siłowych, gdzie można znaleźć wiele ciekawych informacji na jego temat.

O szerszych zastosowaniach tego kwasu, w który są bogate skórki jabłka można przeczytać: tv.biotechnilogia.pl/farmacja/doniesienia naukowe/kwas -ursolowy-nie -tylko steryd,12487

fot. sabina zając

  Róża pomarszczona zebrana i ususzona do nietypowych zastosowań

 

 

róża  zebrana/ fot. marta zając

 

Zebraliśmy i ususzyliśmy owoce róży pomarszczonej. Trzeba to zrobić teraz, gdy owoce są jeszcze twarde. Przemrożone nadają się wprawdzie na wino, ale do innych celów już nie.

 

Jak suszymy? W ciemnościach, najlepiej w piekarniku, w temperaturze poniżej  40 st. C, nie wyższej. Nie musimy ich czyścić z nasion. Suche, wkładany do płóciennego woreczka, by doschły. Gdy już będą całkiem twarde, mielimy na proszek razem z nasionami. DO mielenie można użyć także elektrycznego młynka. U nas taką rolę pełni stary, duży młynek do kawy używany wyłącznie do rozdrabniania ziół i przypraw.

 

 

róża ususzona/fot. marta zając

 

Po co nam ta róża?

 

Róża wysuszona tak jak opisaliśmy ma najwięcej witaminy C. Ma też galaktolipid o nazwie GOPO uważany jest on za rewelacyjny środek działający przeciwzapalnie i przeciwreumatycznie. Najnowsze badania podają,m że pomaga on także przy osteoartrozie (http://www.poradnia.pl/artroza-objawy-rozpoznanie-leczenie-profilaktyka.html). W przypadku bólu  stawów najlepiej używać czysty proszek jedząc go na sucho.i popijając letnią lub zimną wodą. Efekty powinny być widoczne po kilku tygodniach stosowania. Niestety nie znaleźliśmy źródeł, w których określane jest dawkowanie proszku uzyskanego w domowych warunkach. W handlu są natomiast gotowe preparaty z GOPO.

 

Owoc róży ponadto odżywia, wzmacnia, odtruwa, podnosi ogólną odporność organizmu, a także wzmacnia naczynia krwionośne.

 

Lista zastosowań jest długa, od zwykłego przemęczenia i przeziębienia, poprzez różne stany zapalne także żołądka, choroby reumatyczne, czy nadciśnienie.

 

Jak używać?

 

Najwygodniejszy jest napar. Wystarczy łyżkę stołową proszku z ususzonej róży (przypominamy, z nasionami) zalać wrzątkiem i czekać aż naciągnie. Można osłodzić miodem lub sokiem z jeżyn ewentualnie malin.

 

Jest bezpieczny zarówno dla dzieci jak i kobiet w ciąży.

 

Dla celów kosmetycznych przygotowaliśmy też buteleczkę proszku z róży zalanej gorącą oliwą i odstawionej na dwa tygodnie. . Można też oliwką dla dzieci. Przy suchej skórze wystarczy wetrzeć w twarz lub dłonie zaledwie od kilku do kilkunastu kropel. Nie używać gdy skóra jest tłusta, a cera z trądzikiem.

 

Arboretum w Rogowie to wyjątkowo piękne miejsce, szczególnie jesienią. Ale od naszej ostatniej tutaj wizyty, sporo się zmieniło.  Niektóre z pomysłów nas rozbawiły, inne wydają się do wykorzystania także w naszym ogrodzie.

 

INSPIRACJA PIERWSZA: DZIURKA

To drewniane dzieło w rogowskim alpinarium, zawieszone na cienkiej, a solidnej lince, autor zatytułował "Dziurka" . Biorąc pod uwagę, że jest ono na jednej ze ścieżek dydaktycznych, gdzie wędrują całe wycieczki dzieciaczków, pomysł odważny. Ale może to tylko nasze kosmate skojarzenia?

 

 

INSPIRACJA DRUGA: DOMEK DLA KACZEK

Fantastyczna sceneria. Nie wiem, czy z tego domku faktycznie kaczki korzystają, ale całkiem możliwe, bo pływają po stawie. Taki domek chyba i my zbudujemy, tyle że nasz staw jest nieco mały, a więc domek mógłby stanąć przy stawie.

 

 

INSPIRACJA TRZECIA: PIEŃ

Na co wykorzystać stary, pusty w środku pień? Rozwiązanie z Rogowa bardzo nam się podoba. Jest to kwietnik wertykalny, ale niższe otwory równie dobrze mogą być domkami dla sikorek.

 

 

INSPIRACJA CZWARTA: LEŻANKA DLA ZAKOCHANYCH

Podwójna leżanka... dla zakochanych. Odważne i zabawne rozwiązanie z podwójnym legowiskiem, ale zaskakująco połączonym. Gdyby to było tradycyjne łoże z dwoma przylegającymi miejscami wówczas bryła byłaby zapewne przytłaczające. Teraz zyskało lekkość, za cenę pewnej frywolności .

 

 fot. sabina zając

Tak dziś w naszym ogrodzie wyglądał słonecznik wierzbolistny. Skoro ja sięgam do wysokości 230 cm, to on musi mieć ze trzy metry. Tegoroczne łato wyjątkowo mu służyło. Najwyraźniej odpowiada mu także wilgotne powietrze w sąsiedztwie stawu. W innych częściach ogrodu jest dwa razy niższy.

Słonecznik wierzbolistny jest byliną o bardzo długich, nawet 20 centymetrowych i bardzo wąskich liściach. Nie ma specjalnych wymagań glebowych. My go nie nawozimy, nie podlewamy.

Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, gdzie rośnie na wapiennych glebach. Teraz kwitnie.

fot. sabina zając

 

A to dzisiejszy staw z olbrzymim miskantem (3 metrowym) w tle, przed nim  wiąz Jacqueline Hillier, który miał być karłowym , ale rośnie jak szalony. Po prawo od niego cyprysik groszkowy Filifera Nana, z którego zrobiło się metrowe, bardzo malownicze  drzewko.

Po lewo od miskanta już całkowicie przebarwione na żółto parzydło leśne. A za nim, w tle, choina kanadyjska pendula, magiczne drzewo, które w świetle księżyca wygląda jak stara  smoczyca wędrująca przez ogród.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo dziś była podła pogoda. Zimno, silny, porwisty wiatr, ale ogród się do nas uśmiechał...

 

fot. sabina zając