W siódmej części opowieści o Harrym Potterze, Hermiona używa eliksiru z Krzewu Mojżeszowego czyli dyptamu po to by zagoić rany Rona, który rozszczepił się w czasie teleportacji. To ten sam dyptam, który ujrzał Mojżesz na pustyni. Krzew płonął, ale się nie palił. A w środku niego stał anioł, który przekazał wiadomość od Boga. Tak oto magia i Biblia połączyły się jedną, jakże jednak wyjątkową rośliną.

 

 

Miło pomyśleć, że ta święta i magiczna roślina rośnie także w Polsce. Na naturalnych stanowiskach jest rarytasem, ale za to coraz częściej można ją spotkać w ogrodach. Ma bardzo oryginalne kwiaty a do tego upojnie pachnie cytryną... chciałoby się powiedzieć, ale gdzie tam cytrynie do Krzewu Mojżeszowego.

 

 

Dyptam to roślina stepowa. Lubi ziemię suchą, nagrzaną, wapienną, chociaż u nas, na kwaśnej również dobrze sobie radzi. Nie zapłonął też, chociaż w znacznie cieplejszym klimacie, w suche upalnie dni wokół rośliny faktycznie pojawiają się płomyki będące wynikiem samozapłonu wydzielających się olejków eterycznych.

 

 

A co z tymi magicznymi właściwościami leczniczymi? Też prawda. Setki lat temu używano go jako antidotum po ukąszeniu przez żmiję, podawano przy padaczce, leczono dżumę no i oczywiście stosowano do okładów na trudno gojące się rany (korzeń). Skuteczność dyptamu w tych wszystkich przypadkach może budzić wątpliwości, a współczesna medycyna nie potwierdziła tak uniwersalnych zastosowań chociaż w medycynie ludowej ma on szerokie zastosowania.

 

Za kilogram suszonego korzenia Krzewu Mojżeszowego trzeba zapłacić aż 650 zł!

 

Sprzedawcy podają, że proszek wykorzystuje się w chorobach nerek, ale dla wywołania okresu. Stosowany bywa także w leczeniu kamicy moczanowej, reumatyzmie., przy problemach z trawieniem, w nerwobólach, bólu brzucha czy kolce jelitowej.

 

Dr Henryk Różański, fitoterapeuta, podaje że z kwiatów dyptamu sporządza się napar lub nalewkę o działaniu uspokajającym, rozkurczowym, rozluźniającym mięśnie szkieletowe, moczopędnym, wykrztuśnym i osuszającym drogi oddechowe. Olejek eteryczny hamuje rozwój bakterii, pierwotniaków, wirusów i grzybów. Nalewka z kwiatów poprawia krążenie krwi, usuwa stany zapalne , przeciwdziała obrzękom rąk i nóg. Z amatorskim stosowaniem korzenia jednak radziłbym uważać.

 

 

 fot. sabina i marta zając

 

 To wręcz niewiarygodne, ale magnolia gwiaździsta weszła w fazę białego pąka. Jeżeli wysokie temperatury się utrzymają to na Nowy Rok drzewko nam zakwitnie. Powinniśmy się cieszyć, a martwimy się bo jak potem przyjdą mrozy... strach pomyśleć... Jedyny sposób powstrzymania tego procesu to związać drzewko (n szczęście ma dopiero dwa metry) i nałożyć wielki jutowy worek, tak by pąki nie dostawały światła. Ale obawiam się,m że na to by zahamować wegetację może być już za późno.

 

 

Ale to nie jedyny problem, bo w fazie różowego pąka jest też kalina różowa (Viburnum bodnantense Dawn). Fakt, że w cieplejszym klimacie kwitnie ona już zimą, ale w Polsce, na naturalnym stanowisku to się nie zdarza. W sprzyjających warunkach zakwitała w lutym - raz się tak zdarzyło.

 

 

 

Na zdjęciu  kalina różowa już gdy pojawiły się kwiaty (zdjęcie archiwalne), bo złośliwość przedmiotów martwych spowodowała, że bateria w aparacie padła, tak że musicie w różowy pąk uwierzyć na słowo.

 

A na koniec coś co najmniej dziwi, czyli ciemiernik brzydko się nazywający, ale bardzo ładny: cuchnący. To, że teraz zaczyna się brać za kwitnienie to nic zaskakującego.

 

 

 

fot. marta zając sabina zając

 fot. marta zając

 

Gdyby Gwiazda Betlejemska  była uprawiana  w innym klimacie, gdzie dni są dłuższe niż 10 godzin, wówczas liście by się nie wybarwiły. Tak jest z gwiazdą rosnącą u mojej mamy, która od ubiegłorocznych świąt trzymała roślinkę na parapecie. Niestety zapomniała, że od września trzeba jej sztucznie skracać dzień nakładając codziennie papierowy kapturek na doniczkę. W rezultacie listki, również te przykwiatowe cały czas są zielone.

Pewnie wiecie, że Gwiazda Betlejemska należy do rodziny wilczomleczów. Jest to wilczomlecz nadobny i pochodzi z Meksyku. W naszym klimacie uprawiany tylko jako roślina doniczkowa.

 

 fot. sabina zając

 

 A to też jest wilczomlecz tyle, że bylina uprawiana w gruncie. Łączy je nie tylko biały, silnie trujący sok znajdujący w łodygach, ale także wybarwiające się liście podkwiatkowe. Na zdjęciu jest jeden z najpiękniejszych z uprawianych w ogrodzie: wilczomlecz złocisty.

 

 fot. sabina zając

 

Kwitnie i ma tak pięknie wybarwione listki od maja do czerwca. Tworzy dużą, regularną kępę wysoką na około 40 - 50 centymetrów. Musi mieć bardzo dużo słońca i dość jałową, wapienną ziemię. Nie służy mu przenawożenie.

Łatwo się rozmnaża. Wystarczy zrobić sadzonkę z gałązki urwanej z piętką. Najlepiej zrobić to wczesną wiosną lub zaraz po tym jak zniknie przebarwienie liści podkwiatkowych.

To wręcz niewiarygodne! Wystartowały przebiśniegi tak jakby to była wiosna, a nie koniec jesieni!

 

 fot. sabina zając

 

Liście mają już długie na kilkanaście centymetrów i jeżeli pogoda się utrzyma to zakwitną. Czegoś takiego nie pamiętam jak długo żyję i zajmuję się ogrodem.

Te pierwsze przebiśniegi wystartowały w doskonale osłoniętym miejscu, w cieniu wielkiej daglezji. Mają tu komfortowe warunki, ciepło i sporo rozproszonego światła.

Ale nie one jedyne zachowują się wiosennie. Liliowce mają nowe liście i porosły na 20-30 centymetrów. Grube pąki kwiatowe są też na dereniu jadalnym. Na świerku acrocona pojawiły się zawiązki szyszek.

Te i inne przejawy wiosny są bardzo niebezpieczne dla odporności ogrodu gdy nadejdą mrozy, bo nadejść przecież muszą i oby jak najszybciej. Nie muszą być silne. Tak koło zera wystarczy.

 

 

Powojnik tangucki ma żółte, dzwonkowe kwiaty i kwitnie jesienią, a potem jest jeszcze piękniejszy gdy pojawiają się puszyste owocniki. Łatwy jest w uprawie, a w zależności od odmiany osiąga od 2 do nawet 6 metrów długości.

 

 

 

 

Ale też inne odmiany clematisów są przeurocze, gdy już przekwitną. Dlatego uprawiając je w ogrodzie zawsze mamy wątpliwości: usuwać przekwitłe kwiaty, by dać większą szansę następnym czy czekać na takie cudeńka jak na zdjęciu. Zazwyczaj wybieramy drugie rozwiązanie.

 

Fot. sabina zając

 fot. marta zając