Nasze mamy i babcie żyjące na wsi kąpały się w deszczówce z oszczędności, ale także dlatego że woda pochodząca z opadów była miękka w przeciwieństwie do tej ze studni. Dodając do wody ziół regenerowały skórę, ale także poprawiały sobie nastrój.

 

 

Woda z rynny niewątpliwie jest miękka, ale do kąpieli jej nie polecamy, a co najwyżej do podlewania roślin. / fot. marta zając

 

 

Dziś deszcze są często kwaśne. Trudno o naturalnie czystą i miękką wodę. Idealne byłoby używanie przegotowanej, ale częściej stosuje się chemiczne zmiękczanie. Ale nawet, gdy kąpiemy się w tej wodzie, która płynie z kranu, warto dodać ziół.

Kąpiele ziołowe mają różne działanie w zależności od roślin jakie użyjemy.

Najlepiej stosować olejki, ale one są drogie. Można zamiast nich używać odpowiednio dobranych roślin. Do kąpieli wrzucamy garstkę. Możemy też zioło (także owoc) włożyć do płóciennego woreczka i powiesić na kranie lub prysznicu tak by przepływała przez niego ciepła woda.

 

Co i na co używamy:

 

cytryna: łagodnie pobudza, obniża ciśnienie krwi, pomaga w depresji, stanach lękowych, bezsenności;

 

bodziszek (geranium) i jagody jałowca przyśpieszają przemianę materii, obniżają ciśnienie, są przeciwgrzybiczne, przeciwbakteryjne, moczopędne, pomagają zlikwidować rozstępy skóry;

 

melisa i lawenda działają nasennie, obniżają ciśnienie, dezynfekuje, uspokajają, pomagają przy wyczerpaniu psychicznym, migrenie, napięciu psychicznym, bólach w czasie okresu;

 

mięta odświeża, orzeźwia, działa pobudzająco, przeciwbólowo, pomaga przy przeziębieniu, kaszlu, bólu głowy;

 

 rozmaryn i sosna są bardzo pomocne w stanie silnej depresji, wyczerpaniu fizycznym, bólach mięśni, migrenie, skaczącym ciśnieniu, sosna działa także aseptycznie i pobudzająco, a rozmaryn jest lekkim afrodyzjakiem.