Przez lata jej nienawidziłem za to co robiła w naszym ogrodzie. Czepiała się wszystkiego. Właziła na tuje wspinając się nawet dwa metry nad ziemię, przyduszała liliowce odbierając im wodę, plątała liście funkii. Tej przytulii szczególnie nie znosiłem gdy zaczynała wplatać się w kolczaste pigwowce. Wyciąganie jej z pigwowca jest  szczególnie trudne. Nie dosyć , że drapią liczne kolce, to jeszcze ona sama czepia się rąk, nóg, włazi we włosy. Obrzydliwość - tak uważałem.

Gdzieś wyczytałem, że to pospolity w całej Europie chwast lubiący ziemię zasobną w azot. Naszych roślin nie nawozimy chemicznie już od kilku lat. Skąd więc tyle azotu? Najprawdopodobniej z trawy, którą po ścięciu rozkładamy na rabatkach, z pokrzyw rozkładających się pod drzewami i krzewami, z kompostu, a wreszcie z bentonitu - mineralnej skałki którą dodajemy do każdej rośliny, by nawet w czasie suszy utrzymywała wilgoć.

 

 

 

Ale niedawno zmieniłem zdanie. Zaczęło się od tego, że chwast zyskał imię. Mnie przykleiło się przekręcone: przytulina, bo tak mi jakoś pasowało. A potem trochę poczytałem i okazało się, że przytulia jest cenną rośliną zielarską, którą z grządek należy usuwać, ale nie palić lecz suszyć. Tak też teraz robię. Mam już dwa słoje zmielonego... chwastu.

Okazało się bowiem, że pobudza przemianę materii, odtruwa przede wszystkim ze względu na silnie moczopędne działanie, pobudza przemianę materii, jest przeciwzapalna i przeciwmiażdżycowa. Ma dużo pożytecznej krzemionki, czego można się domyślić gdy tylko raz się z nią bezpośrednio zetkniemy. A dr Henryk Różański, który pięknie wylicza jej zalety, podkreśla nie tylko że odmładza co jest pożądane w każdym prawie wieku, ale także pomaga przy wielu schorzeniach skóry.

Stosuję od niedawna, więc nie zdążyłem odmłodnieć, ale do za rok może lat ubędzie? Tego dobra jakim jest przytulia u nas nie brakuje.

fot. sabina zając