fot. marta zając

 

Znamy sposoby na zażywanie czosnku w sposób który nie będzie uciążliwy dla otoczenia.

Oto on (receptura Ojca Grande) :

 

Bierzemy dwie duże główki polskiego, mocno aromatycznego czosnku. Rozgniatamy. Zalewamy sokiem z dwóch cytryn, dodajemy 3-4 łyżki miodu i pół litra przegotowanej wody. Dobrze rozmieszać lub zmiksować. Przelać do ciemnej butelki albo odstawić w ciemne miejsce. Po dwóch dobach mikstura jest gotowa, a jednocześnie nie powinna odstręczać otoczenia trudnym do zaakceptowania zapachem. Używamy dwa razy dziennie, na godzinę przed posiłkiem, po łyżce stołowej. Dzieciom można podawać po łyżeczce do herbaty raz dziennie.

 

Kolejny przepis na bezzapachowy czosnek (prof. Ożarowski):

 

30 ząbków czosnku obrać z łusek, posiekać bardzo drobno lub utrzeć na miazgę, ewentualnie zmiksować w 1 l przegotowanej chłodnej wody, dodać sok z 500 g cytryn, wymieszać, rozlać do małych słoików z przykrywkami i przechowywać w lodówce.

 

Sposób trzeci, najprostszy. Kroimy czosnek w plasterki. Połykamy bez gryzienia, popijamy wodą. Działania bakteriobójcze nie obejmie wówczas jamy ustnej, a zatem ta metoda nie jest dobra przy chorobach gardła, chrypce itp.

 

Przypominamy, że czosnek obniża ciśnienie. Dlatego przy dłuższym stosowaniu może być szkodliwy dla osób z niedociśnieniem.

 

 

MacGyver rozglądał się wokoło i znajdował nietypowe zastosowanie dostępnych pod ręką rzeczy, które używał  do rozwiązania pozornie nierozwiązywalnych problemów. Gdyby ten geniusz zachorował, sięgnąłby po cebulę.

 

Oto co by z nią zrobił.

 

Ranny, posiniaczony, lub z wrzodem na dyskretnej części ciała, rozgniótłby cebulę lub starł ją na tarce, wymieszał z łyżką miodu i mąki i przykładał gdzie trzeba.

 

Gdyby osłabł pokonując rozlicznych przeciwników, ćwierć kilograma cebuli zmiażdżonej np. młotkiem zalałby winem i to białym, a nie czerwonym, dodał dużą łyżkę miodu, a potem spokojnie poczekał około 5 dni. Miksturę piłby z ostrożna, po kieliszku, trzy razy dziennie. Dzięki czemu odzyskałby siły, a przy okazji ochronił się przed wypadaniem zębów spowodowanym szkorbutem. Rzecz jasna wypijając od razu całą butelkę zyskałby wprawdzie nadludzką siłę, ale kosztem słabszej głowy.

 

MacGyver, gdy zbyt często musiał przekrzyczeć przeciwnika, miał problemy z gardłem, chrypkę lub uciążliwy kaszel. Znowu jest na to cebulowy sposób. Wystarczy  dobrze rozgniecioną lub startą wymieszać z miodem ( pół na pól) i używać po łyżce stołowej po każdym posiłku. Dzieciom zachwyconym supermenem podajemy mniej, bo po łyżeczce od herbaty.

 

Ale mogło się zdarzyć, że heros obserwując dyskretnie wroga, ukryty gdzieś na bagnach, nabawił się bólu stawów. Wówczas idealna jest znowu cebula. Wystarczy rozetrzeć ją bardzo drobno, a otrzymaną miazgę rozsmarować na gazie lub innej tkaninie i przyłożyć na miejsce objęte bólem reumatycznym.

 

 

fot. sabina zając

 

Bolące stawy odzywają się najczęściej jesienią i to nie tylko u starszych osób. Można z tym biec do lekarza i faszerować się tabletkami, ale warto spróbować ziół. Niektóre stosuje się do nacierań, okładów, inne wewnętrznie. Czasem pomagają wełniane skarpetki zakładane na noc. Starym sposobem są też poduszki z gorczycy podkładane pod bolące miejsca, czy okłady ze świeżego chrzanu. Okłady robi się też ze świeżej cebuli, rozgniecionych liści aloesu, albo kasztanów które nie przez przypadek wiele pań nosi w kieszeniach. Warto też interwencyjnie smarować się spirytusem gorczycowym lub bursztynowym, popijać nalewkę z papryki (!).

Nalewka z papryki do stosowania wewnętrznego jest bardzo prosta do wykonania. Wystarczy 2-3 "czuszki" oczyszczone z nasion, w całości, nawet z ogonkiem włożyć do butelki i zalać wódką. Po kilku dniach gotowe i bardzo rozgrzewające. Dodając laskę cynamonu wzbogacimy smak, ale cynamon trzeba po kilku dniach wyjąć (zbyt intensywny aromat i smak nie dla każdego miły) pozostawiając w butelce tylko papryczki. Dodatkowo doprawiając miodem mamy super bukiet.

Jeżeli chcemy nalewki używać do bolących miejsc wystarczy zamiast wódką zalać spirytusem. Nacieramy ostrożnie, bo mocno pali.

 

Można też wesprzeć organizm robiąc herbatki z młodych liści brzozy, korzenia mniszka, skrzypu, kory wierzby.

 

A my tym razem przypominamy przepis na spirytus bursztynowy, którym można nacierać bolące miejsca. Pomaga on także przy bólu głowy – wystarczy natrzeć skronie.

 

Spirytus bursztynowy:

 

Łyżkę stołową drobnego bursztynu zalewamy około 100 gramami spirytusu (pół szklanki) i odstawiamy na 10-14 dni. Staramy się go wstrząsać jak najczęściej, przynajmniej kilka razy dziennie. Zlewamy do osobnego słoiczka, a pozostały bursztyn znowu zalewamy spirytusem....

 

Nasiona kopru włoskiego gotowe do zbioru./ fot. marta zając

 

O tym, że nasiona kopru włoskiego są doskonałym i bezpiecznym środkiem dla dzieci mające wzdęcia wie każda mama. Ale już mało kto wie, że roślina ta jest bardzo cenna dla kobiet z zupełnie innych powodów.

 

Ziele i owoc kopru są używane jako przyprawy. Bulwy jako dodatek do sałatek. Olejek koprowy używa się do aromatyzowania wódek i likierów.

 

Alkoholowy wyciąg z z nasion powoduje wzrost estrogenów. A jest to bardzo ważny hormon. Jego niedobór może powodować zaburzenia okresu, ale także niepłodność. W skrajnych przypadkach mogą u kobiety rozwijać się takie cechy jak obniżenie barwy głosu, figura bez bioder, mały biust, a nawet męskie owłosienie ciała. A co dla pań jest szczególnie ważne, także wypadanie włosów, a nawet tzw. męskie łysienie.

 

Koper można używać zewnętrznie, nacierając się olejkiem lub nalewką co poprawi stan włosów. Przy okazji poprawi stan skóry i nastrój (działa antydepresyjnie). Działa też rozgrzewająco i łagodnie przeciwbólowo. Stosowany wewnętrznie może wywołać okres – dlatego nie wolno go używać w czasie ciąży. A przy okazji działa antygrzybicznie i bakteriobójczo. Pomaga w zaparciach. Jest też afrodyzjakiem dla pań.

 

Oto kilka przepisów:

 

  • Łyżeczka zmielonych nasion zalana gorącym mlekiem – wzdęcia.
  •  Pół łyżeczki zagotowane w szklance wody – do nacierania włosów.
  • Nalewka: zalać nasiona mocnym alkoholem w proporcjach 1 : 5 – pić, macerować kilka dni, przecedzić, używać nie więcej jak małą łyżeczkę 2-3 razy dziennie lub nacierać w przypadku zastosowań zewnętrznych. 
  • Wyciąg: zalać wodą (najlepiej destylowaną) w proporcjach 1:5. Do przemywania i okładów na oczy przy zapaleniu spojówek lub zmęczonym wzroku np. przy komputerze
  • Korzeń (bulwa) : przy kaszlu lub przy wzdęciach.
  • Nasiona kopru pomagają na kaca – nie jest to naukowo zweryfikowane.

 

 

Bartosz Kruszewski, Aneta Jakóbiak, Anna Jasiczek,Beata Wieczorek, Dominika Niemczuk z Katedry Biotechnologii, Mikrobiologii i Oceny Żywności, Zakładu Oceny Jakości Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie
zajęli się parzeniem yerby mate po to by sprawdzić w jakich warunkach uwalnia najwięcej kofeiny.  Stwierdzili, że zawartość kofeiny zwiększała się wraz z czasem parzenia. Zauważyli również, że napary parzone w temperaturze 70˚C zawierały nawet dwa razy więcej kofeiny niż te w temperaturze 100˚C.


Mate otrzymuje się z wysuszonych i wyprażonych, pokruszonych liści i łodyżek ostrokrzewu paragwajskiego. Napary  mają działanie pobudzające, które zawdzięczają wysokiej naturalnej zawartości kofeiny oraz innych alkaloidów purynowych: teobrominy i teofiliny. Dobrze zaparzona yerba mate pobudza przez 2-4 godziny. Przy czym kofeina nie tylko pobudza, ale także wpływa też na lepszą pracę nerek, wzmaga wydzielanie soku żołądkowego i podnosi ciśnienie krwi i temperaturę ciała. Zwiększa też sprawność myślenia, zmniejsza zmęczenie psychiczne i fizyczne oraz napięcie mięśni gładkich naczyń krwionośnych. Przedawkowana powoduje  silne pobudzenie psychoruchowe, przyspieszenie i niemiarowość serca, a nawet nudności i wymioty i osłabienie.


Naukowcy do badania użyli yerba mate Rosamonte. Parzyli ją w temperaturze 70°C i 100°C stosując cztery różne czasy: 15, 30, 45 oraz 60 minut.

Okazało się, że decydujący wpływ na zawartość kofeiny w przygotowanych naparach miały temperatura i czas parzenia. Stwierdzili, że że najwyższe stężenie kofeiny było w próbce parzonej w 70°C przez 45 minut. Kontynuacja parzenia w tej temperaturze powyżej 45 minut zwiększyła stężenie kofeiny minimalnie.

Parzenie w tej samej temperaturze lecz przez 15 lub 30 minut pozwalało na uzyskanie naparu  do nawet 3 razy słabszego pod względem zawartości kofeiny. Natomiast parzenie w temperaturze 100°C  niezależnie od czasu dawało ten sam efekt, przy czym kofeiny było nawet dwa razy mniej niż przy temperaturze 70 stopni Celsjusza.