fot. marta zając

 

Jeżeli raz w miesiącu zaczynają się nasilać podane niżej emocje , być może dokucza wam PMS czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego. Jest na to sposób.

 

Występuje on co najmniej u połowy kobiet. Ale jest naturalny sposób by sobie z tym poradzić. Dotarliśmy do bardzo ciekawego badania, którego wyniki opublikowano w numerze: 2014,95 (3) kwartalnika Problemy Higieny i Epidemiologii.

 

Autorkami są Justyna Ejsymont, Magdalena Zegan, Ewa Michota-Katulska z Zakładu Żywienia Człowieka, Wydziału Nauki o Zdrowiu, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

 

Najpierw lista

 

Oto lista najczęściej występujących objawów PMS:

 

drażliwość

 

złość lub irytacja

 

problemy z cerą, wypryski, szybsze przetłuszczanie się włosów

 

bóle brzucha

 

zwiększony apetyt

 

pojawiający się apetyt na bardzo konkretne produkty

 

bolesność piersi albo nadwrażliwość na dotyk

 

uczucie niepokoju, napięcia

 

skłonność do płaczu

 

Autorki przytaczają badania z których wynika, że nasilenie objawów związane jest ze złą dietą, przy czym najważniejsze okazują się braki wapnia, witaminy D i magnezu w organizmie. Jednak tylko w przypadku magnezu istnieje wyraźny związek między jego niedoborem, a nasileniem objawów PMS.

 

Skąd brać ten magnez

 

Najwygodniej zapewne kupić sobie tabletki i łykać je by zwiększyć zawartość tego pierwiastka w organizmie. Duże dawki jednorazowo nie mają jednak sensu, bo organizm najlepiej przyswaja magnez gdy jest systematycznie dostarczany. Można go sobie zapewnić w prosty sposób podjadając pestki z dyni zawierające najwięcej magnezu. Dobre do podjadania są też orzechy laskowe, chociaż tego pierwiastka mają cztery razy mniej niż dynia.

 

Kolejnym produktem mogą być otręby pszenne - bogate w magnez, ale mało miłe w jedzeniu. Można też zjeść czekoladę, ale dwie tabliczki( nie kostki)  gorzkiej to równowartość 10 dekagram dyni lub otrębów. Następne w kolejności są zarodki pszenne, migdały, kasza gryczana (ma więcej magnezu niż czekolada), soja.Warto spróbować.

 

 Tak wygląda uszak bzowy

 

O tym, że mam w ogrodzie UCHO JUDASZA czyli uszaka bzowego dowiedziałem się od Poszukiwaczy Roślin - grupy na fb. Tam też wyczytałem, że jest to grzyb jadalny i to bardzo ceniony w kuchni azjatyckiej jako grzyb MUN, chociaż ten uprawiany na Dalekim Wschodzie specjalnie do celów kulinarnych to nieco inny gatunek.

 

Tyle, że u nas rośnie nie na bzie, ale na drewnianym bruku na stawem. A bruk jest zrobiony nie z bzu, ani nawet z akacji (na nich też pojawia się uszak) , lecz ze starych jabłoni i gruszy. Bzy są wprawdzie liczne na obrzeżach ogrodu, więc może grzybki przewędrowały sobie tam gdzie im klimat bardziej odpowiada?

 

A tak przy okazji, te uszaki bzowe cieszą się wielkim powodzeniem wśród zielarzy ale także zwolenników naturalnego odżywania. Chociaż daleko im do borowików, koźlaków czy kurek, to wykorzystuje się je w maściach na czyraki, a także do okładów przy zapaleniu oczu.

 

 

W kuchni i zielarstwie stosuje się ucho Judasza gdyż podnosi odporność organizmu, podobno odmładza organizm, poprawie kondycję psychiczną, wpiera w leczeniu przeziębień, wzmacnia serce i naczynia krwionośne, obniża ciśnienie, pochłania wolne rodniki . Ileż to ma zalet! A jak wyczytałem w recepturach, wystarczy 3 gramy takiego ususzonego grzybka namoczyć przez dobę, a potem dodać do potrawy i dusić.

 

I jeszcze wyjaśnienie, które nic nie wyjaśnia. Skąd tak dziwna nazwa: ucho Judasza?

 

Świeży grzybek jest miękki, gąbczasty, przypomina kształtem ucho. A na starym bzie podobno wieszał się Judasz, chociaż drzew którym przypisuje się ostatni kontakt ze zdrajcą Jezusa wymienia się znacznie więcej, a więc trudno uwierzyć, że akurat wybrał on kruchy bez...

 

I jeszcze jedno, w ogrodzie mamy też inny, uszaty gatunek: uszaka skórnikowatego – również do stosowania takiego jak poprzedni grzyb. To zagrożony wymarciem gatunek, Znajduje się na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski.

 

Oto on:

 

 

 

x

 

 

Rozgniecione owoce powoli podgrzewamy do zagotowania. Chwilę gotujemy, wyciskamy przez gazę tak by oddzielić nasiona, dodajemy 1/10 miodu, odrobinę kwasku cytrynowego. Gorący sok wlewamy do słoików. Możemy też wlać do butelek dodając na sam wierzch płaską łyżeczkę spirytusu. Przechowujemy w ciemnym, chłodnym miejscu

 

albo

 

Kilogram owoców gotujemy z 3/4 kg cukru dodając odrobinę wody, po zagotowaniu przecieramy przez drobne sitko lub wyciskamy przez gazę. Ponownie podgrzewamy i gorący wlewamy do butelek. Mocno zakręcamy.

 

 

 

 fot. marta zając

 

Kuracja czereśniowa może trwać jeden, góra dwa dni, jeżeli ma polegać na tym, że przez ten okres będziemy jeść tylko te owoce. Taka kuracja odtruwa i oczyszcza jelita, żyły, tętnice i stawy z toksyn i szkodliwych produktów przemiany materii. Czereśnie poza tym usuwają z organizmu nadmiar soli i kwasu moczowego będącego przyczyną dny moczanowej czyli podagry. Odkwaszają i odchudzają.

Możemy też zastosować łagodniejszą, 2-3 tygodniową kurację polegającą na jedzeniu codziennie do 0,5 kilograma czereśni zastępując nimi najbardziej obfity posiłek.Koszt takiej kuracji jest stosunkowo niewielki, bo można je kupić za 4-8 zł kilogram.

 

 

 Nie musimy czekać lipca, by zebrać na nalewki zielone orzechy. Już teraz możemy zebrać liście, ususzyć i używać zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie. Zobacz na co pomagają.

 

orzech włoski/fot. marta zając

Liście orzecha włoskiego są bakteriobójcze w stosunku do gronkowców, paciorkowców, pałeczek czerwonki bakteryjnej i duru brzusznego. Działają ściągająco na błony śluzowe jamy ustnej oraz przewodu pokarmowego i na uszkodzoną skórę, hamują krwawienia z uszkodzonych naczyń włosowatych i zmniejszają stany zapalne. Wykazują także własności przeciwgrzybicze.