Obie nazwy tojadu doskonale oddają dwoistość jego charakteru: to mordercza trucizna, a jednocześnie piękna, ponad metrowa bylina o niebieskich, rzadziej białych kwiatach subtelnych i delikatnych, przypominających wyglądem pantofelki.

 

 

 

Oto jak fitoterapeuci opisują skutki przypadkowego zjedzenia minimalnej ilości tej rośliny: najpierw jest mrowienie i drętwienie. Potem zaczynamy miec biegunkę i wymiotować krwią. Pojawia się zimny pot. Zaczynamy miec kłopoty z przełykaniem i mówieniem. Kolejny etap to zaburzenia wzroku. Mamy światłowstręt, potem drgawki. Serce staje.

 

Dlaczego zatem w ogrodach uprawiamy tojady? Bo są piękne.

 

 fot. sabina zając