Szczęśliwym właścicielem maszynki do palenia kawy stałem się kilka dni temu i zawdzięczam to faktowi, że jestem ojcem. Nie wiem czy zasłużyłem, ale bardzo się cieszę. Dziś w wiejskiej kuchni  robiłem pierwszą próbę palenia kawy.

Wcześniej się dokształciłem.

Fachowcy od domowego palenia kawy mówią, że wystarczy do tego celu zwykła patelnia. Prażymy na niej  ziarna kawy. Gdy zaczną się w kuchni pojawiać kłęby dymu, a ziarna strzelać, najpierw szybko, potem coraz wolniej, a kolor mają ciemnobrązowy lub prawie czarny - wedle smaku i gustu - szybko zsypujemy je do chłodnego naczynia. Dajemy odpocząć dobę, a potem to już wiadomo: mielenie i parzenie.

 

fot. sabina zając

 

W maszynce jaką dostałem wszystko okazało się znacznie łatwiejsze. Najbardziej obawiałem się tego gryzącego domu. Ale przez to, że maszynka ma wieczko, dymu nie było. A korbka na przykryciu połączona jest ze znajdującymi się w środku łopatkami dzięki czemu ziarna palą się równomiernie.

Tak po kwadransie miałem palone ziarna, a w mojej wiejskiej kuchni rozchodził się dawno zapomniany zapach prawdziwej - nie tej rozpuszczalnej kawy. Dobę muszę odczekać, a jutro...

Jutro pierwsza próba smaku. Stary, pamiętający czasy komuny, mały na dwie filiżanki, do parzenia na piecu,  express do kawy już czeka...