Jeszcze kilka zimowych zdjęć dla tych których zima nie smuci...

 

 

Nie wiem, czy tylko ja widzę tego oszronionego smoka kijami podpartego? Z tym jałowcem są same kłopoty, ciągle go trzeba podpierać, wiatr miota nim we wszystkie strony, a nocą, w świetle księżyca straszy...

 

 

 

 Zawsze zostawiamy część owoców berberysy na krzewach po to by ptaki miały co podjadać. A przy tym jak ładnie wyglądają oszronione.

 

 

 

 Pod tą brzozą płaczącą wjeżdżamy na plac i z każdym razem karoserię szorują długie, wiotkie gałęzie.

 

 

 

 Żeleźniak już dawno się wysiał, ale zostawiamy go do wiosny bo pięknie wygląda.

 

 

 Róża pomarszczona rośnie u nas jak oszalała. Był jeden krzaczek, teraz zajmuje kilka metrów kwadratowych. Jeszcze chwila i trzeba będzie ją karczować, ale póki co cieszymy się  że jest także gdy pijemy herbatkę z jej suszonych owoców.

 

 

 

 Sadziec w wersji zimowej, nam bardzo się podoba.

 

 

 Śnieguliczka wielu ogrodników denerwuje. Nam nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz się podoba.

 

 

 

 Języczka pomarańczowa pracowicie rozsiewa się tak by w ogrodzie jej nam nie  zabrakło. Przemrożenie nasionek nie powinno im zaszkodzić.

 

 

 

A tak świętujemy zimę. Słomiany anioł pod daglezją przypomina nam o słomianym zapale jaki nieraz nas ogarnia, szczególnie na przedzimiu.

fot. marta zając

 

 

 

 

 

 

fot. sabina zając

 To sosna oścista, najstarsze drzewo świata. W Kalifornii odkryto okazy o wieku przekraczającym 4600 lat! Miały pnie mające średnicę 125 cm i wysokość zaledwie 4-9 metrów.

 

 

 Te białe kłaczki na igłach to nie są wbrew pozorom mszyce, ale kropelki żywicy wydostające się z dużych przetchlinek w igłach. One dają ten niepowtarzalny, niespotykany u innych sosen efekt.

 

 

Sosna oścista jest bardzo wolno rosnącym drzewem o wyjątkowo pięknym pokroju i gęstych igłach, które na drzewie żyją aż 15 lat.

Sosna oścista ma roczne, zaledwie kilkucentymetrowe przyrosty. Nasza, dziesięcioletnia osiągnęła zaledwie metr.

Jak wszystkie sosny, uprawiamy ją na osłonecznionych miejscach. Dobrze znosi zarówno mróz jak i suszę.

fot. marta i sabina zając

 

 

Część orzechów zawsze zostawiamy w ogrodzie, dla ptaków, wiewiórek gdyby zechciały nas odwiedzić, a także dla gryzoni - żyją u nas też łasice, szaraki, nocują bażanty i kuropatwy. Wszystkie te stworzenia się pożywią.  A zimą dzięki nim ogród nie jest tak smutny. 

 

 

 Rzadko udaje się nam doczekać dojrzenia nasienników zawilców jesiennych. Są delikatne jak puch i liczymy, że przynajmniej niektóre zakiełkują w naszym ogrodzie.

 

 

Języczki na przedzimiu. Za każdym razem fascynuje nas ich delikatna uroda.

 

fot. sabina i marta zając

Miskant olbrzymi już jest przygotowany do zimy. Mocno związany w połowie wysokości czyli gdzieś tak na dwa metry od ziemi, utworzył gigantyczny snopek. To wystarczy by przetrwał tak do wiosny. Potem łodygi obcinamy przy ziemi i wykorzystujemy na podpory dla niższych, wiotkich roślin - tak jak bambus.

 

 

A przy okazji tuż przy ziemi utworzył się otwór do tego naturalnego szałasu. Miejsce na przezimowanie jeży, może ogrzanie się szaraków... Gdy spadnie śnieg będzie to bardzo ciepły, przestronny domek.