Ta choina kanadyjska ma już pięć metrów wysokości. Wierzchołek i roczne przyrosty ( w granicach metra) ma tak wiotkie, że zwisają do ziemi. Na usztywnienie potrzebują około dwóch lat. Na razie więc ją podpieramy, ale już za chwilę pozwolimy jej na pełną swobodę, bo taka zapłakana wygląda malowniczo.

 

 fot. marta zając

 

Na tą trzmielinę zachorowałem już kilka lat temu, gdy pierwszy raz zobaczyłem jesienią jej czerwone torebki szeroko otwarte i wyglądające jak kwiaty wiszące na długich szypułkach. Inie udało mi się jednak nigdzie zdobyć krzewu. Inne, mniej okazałe odmiany owszem, mam, ale tej mi brakowało do kolekcji i wreszcie się udało. Już jest w ogrodzie. Na razie mała, może półmetrowa. Mam nadzieję, że wkrótce, może za dwa lata zakwitnie, zaowocuje i też będę miął tak piękne owoce jak na zdjęciu. Fotografia wykonana w arboretum w Rogowie. Wkrótce się tam wybieram na poszukiwanie trzmieliny wielkoowocowej i palecznika...

 

fot. sabina zając

 

W paleczniku zakochaliśmy się spacerując po arboretum w Rogowie. Trafiliśmy na niego przypadkiem, gdy wybraliśmy się na jesienne oglądanie przebarwiających się klonów. Te niebieskie fasolki długości kilkunastu centymetrów były fascynujące. Potem dowiedzieliśmy się, że są jadalne, ale nawet gdyby były trujące, to nic nas by nie powstrzymało. Kupiliśmy dużą sadzonkę. Ponieważ palecznik jest wrażliwy na mrozy, daliśmy mu miejsce dobrze osłonięte, ale i tak przemarzł po dwóch latach. Nie zdążył ani zakwitnąć, ani owocować. Teraz polujemy na okazję, by kupić nową sadzonkę i jeszcze raz spróbować... Chcemy dać sobie drugą szansę.

 

 Gigantyczna rozplenica japońska dorasta u nas do 150 cm. Piękna kępa, tyle że niestety nie zakwitła  jeszcze ani razu, bo sezon jest dla niej niestety u nas, w centralnej Polsce, daleko od miasta, zbyt krótki. Ale nie szkodzi i tak ją lubimy.

 

 

A to już rozplenica zimowa. Również piękna. Obcinamy ją dopiero wiosną, a ten chochoł chroni skutecznie korzenie w czasie silnych mrozów.

 

fot. sabina zając

 

Te zimowity doskonale czują się nad stawem, zasłonięte od południa przez świerk gniazdkowy. Żaba, która je chroni została zrobiona na specjalne zamówienie, jest z cementu, ale wiatr i deszcz nadały jej szlachetnej patyny.

 

 

A te zimowity nie wiadomo dlaczego zagnieździły się wśród starców. Doskonale czują się w tym towarzystwie.

 

fot. marta zając