fot. sabina zając

 

Lubię wędzenie, nawet gdy potem niewiele zjem z tego co uwędziłem. Mam przyjemność z rozpalania ognia, potem wdychania dymu, którym przechodzę na kilkanaście godzin, a nawet kilka dni.

Nasza wędzarnia do tej pory przeznaczona była do mięs i owoców wędzonych na gorąco. Brakowało osobnej, dla ryb. Te bowiem nie można wędzić tam gdzie mięso, bo wówczas każdy kawałek szynki, polędwicy, boczku będzie przesiąknięty zapachem ryb.

W miniony weekend rozwiązałem problem. W komorze nad paleniskiem wywierciłem otwór o średnicy 10 cm. Na komorze nadbudowałem drugą, drewnianą ze zwykłych desek podłogowych. Nie musi być szczelna, bo ryby są smaczniejsze wędzone na zimno, w temperaturze nie wyższej niż 25, góra 30 st. C.

Zamiast montowania drzwiczek użyłem... fartucha spawalniczego, który wieszam na froncie. To pamiątka po ojcu. Prawdziwa, świńska skóra. Latami leżał gdzieś w budynku gospodarczym i czekał na swoją kolej.

Pierwsze wędzenie idealnie się sprawdziło. Ryba była rozłożona na podwieszonym ruszcie o regulowanej wysokości. Przez 12 godzin, bez dokładania drewna,  utrzymywała się stała temperatura 25 - 28  st. C. i pstrąg, który poszedł na pierwszy ogień, a dokładnie pierwsze wędzenie, po 16 godzinach w komorze wyszedł super delikatny, pięknie pachnący jabłoniowym dymem.

 

 

 

Szczęśliwym właścicielem maszynki do palenia kawy stałem się kilka dni temu i zawdzięczam to faktowi, że jestem ojcem. Nie wiem czy zasłużyłem, ale bardzo się cieszę. Dziś w wiejskiej kuchni  robiłem pierwszą próbę palenia kawy.

Wcześniej się dokształciłem.

Fachowcy od domowego palenia kawy mówią, że wystarczy do tego celu zwykła patelnia. Prażymy na niej  ziarna kawy. Gdy zaczną się w kuchni pojawiać kłęby dymu, a ziarna strzelać, najpierw szybko, potem coraz wolniej, a kolor mają ciemnobrązowy lub prawie czarny - wedle smaku i gustu - szybko zsypujemy je do chłodnego naczynia. Dajemy odpocząć dobę, a potem to już wiadomo: mielenie i parzenie.

 

fot. sabina zając

 

W maszynce jaką dostałem wszystko okazało się znacznie łatwiejsze. Najbardziej obawiałem się tego gryzącego domu. Ale przez to, że maszynka ma wieczko, dymu nie było. A korbka na przykryciu połączona jest ze znajdującymi się w środku łopatkami dzięki czemu ziarna palą się równomiernie.

Tak po kwadransie miałem palone ziarna, a w mojej wiejskiej kuchni rozchodził się dawno zapomniany zapach prawdziwej - nie tej rozpuszczalnej kawy. Dobę muszę odczekać, a jutro...

Jutro pierwsza próba smaku. Stary, pamiętający czasy komuny, mały na dwie filiżanki, do parzenia na piecu,  express do kawy już czeka...

fot. sabina zając

 

Wyjątkowo ciekawa roślina nie tylko ze względu na kształt kwiatów, ale przede wszystkim dlatego, że ... zmienia płeć. Jak już nie chce być dziewczynką, bo urodziła zbyt wiele owoców i potrzebuje odpocząć, na sezon lub dwa staje się chłopcem.

Rośnie u nas w cieniu, tam  gdzie słońce dociera tylko od północy i zachodu. Podobna do Tropikalnego dziwidła, ale nim nie jest chociaż należy do rodziny obrazkowate. To Arizema trójlistkowa. Rośnie u nas w gruncie i dobrze zimuje okryta grubą warstwą kory. W tym roku niewiele brakowało, by nie zakwitła, bo zaatakowały ją mszyce. Na szczęście w porę zauważyliśmy szkodniki.

U nas rośnie w towarzystwie ciemierników, bo ma podobne wymagania. Teraz kwitnie, a dzbanuszek jest tak piękny, że nie możemy się napatrzyć. A jesienią, jak dobrze pójdzie będzie miała kolbę czerwonych jagód.

 

fot. marta zając

 

Na pochyłe drzewo nawet koza wejdzie. Ale czasem wlezie też na daszek. A ten jest super, bo to po prostu trawnik. Wiele się ostatnio mówi o zielonych dachach, które są ekologiczne, piękne, a przy okazji utrzymują równowagę termiczną budynku. To rozwiązanie szczególnie mi się podoba, a było możliwe dzięki wykorzystaniu naturalnego spadku terenu.

fot. sabina zając

 

Pień jest ze starej jabłoni. Korona z hortensji pnącej. Tak powstało nowe drzewko. Pień chociaż już dawno powinien się przewrócić podtrzymywany jest przez silne pnącze, które ma już średnicę mojego przedramienia i mocno owija sikę wokół podpory.