Wyjątkowo bezpiecznie poczuła się u nas para sikorek, która założyła gniazdo w pustym pniu orzecha na którym stała doniczka z kwiatami. Nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, gdyby nie... kot sąsiadów. Usłyszał pisk maluchów i najpierw wyrzucił cała ziemię i kwiaty z doniczki. Potem próbował dostać się do gniazda. Do tych pisklaków.

 

 

 

Zauważyliśmy w ostatniej chwili. Zabraliśmy doniczkę. Pień nakryliśmy deską zostawiając mały wlot. Położyliśmy ciężkie kamienie, tak by uparty kocur nie odsunął deski i drżeliśmy, czy nie wystraszyliśmy sikorkowych rodziców. Na szczęście okazało się zaufały nam.

 

 

 

Mama sikorkowa sprawdziła, że pisklaki są bezpieczne i ruszyła do pracy.

 

 

 

Tata sikor i mama sikorka cały dzień, co chwil,a znosiły z ogrodu gąsienice i inne żyjątka za co nie tylko pisklęta były im wdzięczne, ale także i my, ...

 

 

 

...bo skromnie licząc obróciły do gniazda kilkadziesiąt razy karmiąc czwórkę łakomych maluchów, a nas uwalniając od szkodników. Chociaż tej gąsienicy trochę nam żal, byłby z niej piękny motyl.

 

 

 

A wieczorem, co za frajda. Maluchy ruszyły na poznawanie świata. Pojedynczo, by ryzyko nieszczęścia było jak najmniejsze. Były jednak tau ufne, że chociaż staliśmy o metr od nich, nie płoszyły się. Mamy nadzieję, że żaden kot ich nie upoluje.Niestety wpływu na to nie mamy, a poznawanie świata często wiąże się ci cierpieniem. Oby go szybko nie doświadczyły.

 

Historię jednego dnia z życia sikorek sfotografowała Sabina Zając