fot. sabina zając

Pod kamienno-ceglanym domkiem gospodarczym w ogrodzie spotkaliśmy w weekend takie oto stworzonko. Patrzyło na nas z ciekawością, nie bało się. Gdy się ruszyliśmy, nie wystraszyło się, nie uciekało... Pozwoliło sobie nawet zrobić zdjęcie. Potem spokojnie odeszło.

Ten młodziutki szczurek najwyraźniej nie wiedział, że się ma bać człowieka. A jego ufność sprawiła, że i w nas nie wyzwolił ani strachu ani agresji. Gdy go znowu spotkamy, chyba nadamy mu imię. Ale szanse marne. W ogrodzie pod naszą nieobecność grasują dzikie koty, widzieliśmy mieszkające w stodole łasice, lis upolował już co najmniej dwie kuropatwy po których zostawił tylko pióra. Tak że temu ufnemu szczurkowi długiego życia nie wróżę. Może i dobrze, bo te inteligentne gryzonie są jednak szkodnikami.

 

Podobno nawet takie dzikie można oswoić, nauczyć załatwiania się do kuwety, a nawet reagowania na nadane im imię. My tego spotkanego oswajać na pewno nie będziemy, ale też nie będziemy łapać za szpadel by zatłuc jego dorosłych krewniaków. Głupie, nie ?

 

 

fot. sabina zając

 

 

Wyjątkowo bezpiecznie poczuła się u nas para sikorek, która założyła gniazdo w pustym pniu orzecha na którym stała doniczka z kwiatami. Nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, gdyby nie... kot sąsiadów. Usłyszał pisk maluchów i najpierw wyrzucił cała ziemię i kwiaty z doniczki. Potem próbował dostać się do gniazda. Do tych pisklaków.

 

 

 

Zauważyliśmy w ostatniej chwili. Zabraliśmy doniczkę. Pień nakryliśmy deską zostawiając mały wlot. Położyliśmy ciężkie kamienie, tak by uparty kocur nie odsunął deski i drżeliśmy, czy nie wystraszyliśmy sikorkowych rodziców. Na szczęście okazało się zaufały nam.

 

 

 

Mama sikorkowa sprawdziła, że pisklaki są bezpieczne i ruszyła do pracy.

 

 

 

Tata sikor i mama sikorka cały dzień, co chwil,a znosiły z ogrodu gąsienice i inne żyjątka za co nie tylko pisklęta były im wdzięczne, ale także i my, ...

 

 

 

...bo skromnie licząc obróciły do gniazda kilkadziesiąt razy karmiąc czwórkę łakomych maluchów, a nas uwalniając od szkodników. Chociaż tej gąsienicy trochę nam żal, byłby z niej piękny motyl.

 

 

 

A wieczorem, co za frajda. Maluchy ruszyły na poznawanie świata. Pojedynczo, by ryzyko nieszczęścia było jak najmniejsze. Były jednak tau ufne, że chociaż staliśmy o metr od nich, nie płoszyły się. Mamy nadzieję, że żaden kot ich nie upoluje.Niestety wpływu na to nie mamy, a poznawanie świata często wiąże się ci cierpieniem. Oby go szybko nie doświadczyły.

 

Historię jednego dnia z życia sikorek sfotografowała Sabina Zając

Funkia w Azji to warzywo /fot, marta zając

 

W Japonii i nie tylko tam,  to przysmak. Może zatem warto sprawdzić co oni tak lubią?

 

Funkie są piękne, ale warto tez je wykorzystać w kuchni, poeksperymentować, by poznać inne smaki. Oto kilka propozycji.

 

Na przystawkę

 

Młode liście funkii – czyli takie jak teraz – najlepiej te z odmian jednobarwnych, dusimy w osolonej wodzie. Polewamy sosem sojowym. Podajemy jako przystawkę do mięs.

 

Smażone w cieście

 

Przygotowujemy ciasto naleśnikowe w wersji na lekko słodko lub wytrawne, z minimalnym dodatkiem chili. Umyte, wysuszone liście maczany w cieście i kładziemy na rozgrzanej oliwie. Smażymy po obu stronach trzymając za ogonek liściowy.

 

Łodyżki jak szparagi

 

Łodyżki gotujemy najlepiej na stojąco, w wąskim, wysokim garnku w osolonej wodzie z dodatkiem szczypty cukru około kwadransa, ale czas zależy od tego jak są twarde. Im młodsze tym krócej. Najlepiej sprawdzić czy są gotowe widelcem lub smakując kawałek. Podajemy np. polewając delikatnie roztopionym masłem.

 

Liście jak szpinak i czosnkiem

 


Podsmażamy rozdrobniony czosnek. Dodajemy pokrojone liście. Dusimy, Doprawiamy solą, zielonym pieprzem, na koniec doprawiamy śmietaną lub jogurtem. Ale możemy też wbić jajka i usmażyć.

 

 Najlepsze do wykorzystania w kuchni są młode liście/ fot. martz zając

 

Zamiast sałaty


Sparzone, pokrojone, młode liście zwijamy w rulonik. Skrapiamy cytryną, lekko solimy. Jemy jak sałatę. Możemy robić też sałatkę mieszaną, w której funkia jest tylko jednym ze składników. Dresing według uznania.

 

Pesto

 

Liście funkii miksujemy z czosnkiem niedźwiedzim dodając nieco oliwy. Dodajemy prażone nasiona słonecznika lub rozdrobnionego orzecha – ale niekoniecznie, Miksujemy, doprawiamy do smaku.

 

A takie liście funkii idealnie nadają się na gołąbki/ fot. marta zając

 

Gołąbki wegetariańskie

 

Gotujemy ryż na półmiękko. Cebulę i świeży imbir podsmażamy. Dodajemy ryż i masło, sos sojowy, przyprawy, sól. Liście hosty czyli funkii parzymy. Po ostudzeniu zawijamy w nie farsz jak do gołąbków. Dusimy do miękkości.

 

2.

German

50

3.

United Kingdom

43

4.

Netherlands

37

5.

France

15

6.

United States

14

7.

Belgium

12

8.

Ireland

12

9.

Canada

9

10.

Ukraine

9

11.

Brazil

8

12.

Kenya

8

13.

Norway

7

14.

Italy

6

15.

Austria

5

16.

(not set)

5

17.

Czech Republic

4

18.

Sweden

4

19.

Denmark

3

20.

Vietnam

3

21.

South Africa

3

22.

Australia

2

23.

Japan

2

24.

Lithuania

2

25.

Bulgaria

1

 

 

fot. sabina zając

 

 

Muchomór robi niebezpieczną karierę wśród poszukiwaczy naturalnych środków halucynogennych. Jednak nie będziemy nikogo namawiać na zupę z muchomora czerwonego. Za to warto spróbować sięgnąć po kapelusze do robienia okładów pomagających przy zapaleniu stawów, bólach reumatycznych, a także w artretyzmie. Robimy z nich odwar ( kapelusze zalewamy zimną wodą, odstawiamy na dobę, potem pół godziny gotujemy, a w pilnym przypadku zalewamy wodą tak by dobrze by ły przykryte i od razu gotujemy), w ciepłym lub podgrzanym, namaczany gazę i kładziemy na bolące miejsce. Okład powinien być ciepły. Gdy wystygnie, powinniśmy znowu namoczyć w ciepłym odwarze. Może to być nieco kłopotliwe. Można taki okład nakryć termoforem lub elektrycznym kocem, tak by utrzymać temperaturę nieco wyższą od ciepłoty ciała.

 

 

 

fot. sabina zając

 

Przepis ten znaleźliśmy w Atlasie Roślin Zielarskich opracowanym przez profesjonalnych lekarzy. Sami jednak nie praktykowaliśmy, bo szkoda nam pięknych grzybów. Wolimy, by sobie rosły w ogrodzie pod brzozami. Ale gdyby okazało się, że jest nagła potrzeba wiemy czego szukać.