Któż by się spodziewał, że banalna, niezbędna nie tylko w rosole , pietruszka może mieć właściwości narkotyczne, powodować poronienie, a także być afrodyzjakiem.

 

 fot. marta zając

 

Najniebezpieczniejsze są nasiona tego popularnego warzywa. Zawierają bowiem najwięcej apiolu i mirystycyny. Pierwszy składnik powodował, że nasion używano kiedyś do wywołania poronienia. Drugi ceniony jest przez narkomanów, bo działa oszałamiająco. Te same właściwości ma też korzeń pietruszki, ale na szczęście mało jest tak zdeterminowanych osób, by chciało go w podany sposób używać. Ale też korzeń czy nasiona, stosowane w mniejszych ilościach są środkiem zwiększającym satysfakcję seksualną u kobiet. Nie chodzi to u falliczny kształt, bo pietruszce daleko tu do marchewki, ale o apiol pobudzający skurcze macicy. Dlatego pietruszki nie powinny nadużywać kobiety w ciąży. Nie jest ona też zalecana dla matek karmiących piersią.

 

Pietruszka ceniona jest w fitoterapii, bo działa moczopędnie. Pomaga w stanach zapalnych nerek i pęcherza. Odkaża drogi moczowe. Ułatwia też trawienie i przyswajanie pokarmów. Skuteczna jest przy wzdęciach.

 

Pietruszka zalana wódką nadaje się, stosowana zewnętrznie,  do wybielania cery i jej odkażania. Ale już picie takiego alkoholowego wyciągu może wywołać nie tylko halucynacje i oszołomienie narkotyczne, ale zakończyć się silnym podrażnieniem nerek, białkomoczem i innymi niebezpiecznymi dla zdrowia objawami.

 

W celach leczniczych wystarczy łyżkę stołową roztartego korzenia zalać wrzątkiem (około 1/2 litra), poczekać aż napar naciągnie i taką porcję wypić w trzech porcjach, między posiłkami. Bezpieczniej – jak radzi prof. Ożarowski - brać jednocześnie witaminę B1. W przypadku nasion, napar robimy z połowy łyżki stołowej.

 

Jakie ilości należy stosować w celach afrodyzjakalnych, dostępne nam źródła nie podają.

 

 

fot. marta zając

 

Podkłady kolejowe są w cenie, nawet te używane. Na składach, w internecie, ceny sięgają od 50 zł do nawet 80 zł za sztukę. Nic dziwnego, bo to trwały materiał, a do tego bardziej pasujący do ogrodu niż beton.

Podkłady wykorzystać można na bardzo trwały podest przy stawie. Świetnie sprawdzają się także jako brzegi rabatek lub granice ścieżek. Nie wymagają żadnej konserwacji przez wiele lat. Ale jeżeli chcemy przedłużyć ich trwałość, dobrze układać je na przepuszczalnym, żwirowym podłożu.

 

 

 

Sosna górska doskonale radzi sobie na skalniaku. Nie potrzebuje przed zimą dodatkowego podlewania ale koniecznie musi mieć dużo światła, bo inaczej zamiera.

 

Dzień Wszystkich Świętych kończy tradycyjnie sezon w ogrodach. Nie oznacza to, że zamykamy ogród na trzy spusty i zapominamy o nim aż do przedwiośnia. Niektóre prace wykonywać trzeba do chwili gdy ziemię zetnie mróz, inne nawet gdy rośliny zasypie śnieg.

 

fot. marta zając

 

Ustawione w ogrodzie stare ule to nie tylko ozdoba, ale także domki dla zimujących biedronek, a także innych pożytecznych owadów. W takim domku chętnie będą zimować np. bardzo pożyteczne złotooki niszczące mszyce, pod warunkiem że wrzucimy do ula wiązkę słomy.

 

fot. marta zając

 

 Jesienne wiatry potrafią nie tylko przygiąć, ale także przewrócić drzewo, szczególnie niedawno posadzone lub o płytkim systemie korzeniowym. Można je umocnić wbijając paliki, do których przywiążemy pień lub podeprzeć np. starą drabiną...

 

fot. marta zając

 

Ogród całkowicie wyczyszczony z liści traci coś z romantycznego, jesiennego nastroju. Usunąć je trzeba. Ale można z tym poczekać  do mrozów, albo wyczekać aż liście dobrze przeschną i wówczas wystarczy je pociąć kosiarką, a następnie obsypać mocznikiem - szybko się do wiosny rozłożą, a to dzięki dużej ilości azotu znajdującej się w tym nawozie. Ale taki zabieg należy przeprowadzić dopiero gdy temperatury spadną poniżej 5 st. Celsjusza.

 

 

fot. marta zając

 

Co zrobić z roślinami rosnącymi wokół stawu? Wiatr powoduje, że zasychające resztki zasypują staw, a rośliny gnijąc w wodzie, bez dostępu tlenu, z oczka robią śmierdzące bajoro. Ale wystarczy wstawić pompkę powietrzną o mocy 5 Watt i zostawić ją pracującą przez całą zimę. Dostęp tlenu sprawi, że resztki roślin zamiast gnić rozłożą się i problem będzie rozwiązany. Zaschnięte rośliny spokojnie usuniemy gdy nadejdzie mróz lub nawet dopiero na wiosnę.

 

 

fot. marta zając

 

Wszystkie kolumnowe drzewa, szczególnie iglaki, trzeba przed zimą zwiążać, by śnieg ich nie zdeformował. Ale nie należy się z tym śpieszyć. Do środka korony ściśniętych roślin dociera mniej światła, a to może spowodować żółknięcie i opadanie igieł i rozwój chorób grzybowych. Z obwiązywaniem czekamy aż metrolodzy zapowiedzą duże opady śniegu lub deszcze i gwałtowny mróz.

 

fot. marta zając

 

Drewniany bruk, ale także inne konstrukcje z drewna przed zimą dobrze jest dodatkowo zaimpregnować, by uchronić przed gniciem lub rozwojem grzybów.

 

  Mamy inwazję komarów. Liczne rośliny je odstraszają, chociaż nie wszystkie w tym samym stopniu są skuteczne. Oto nasza lista.

 1. Większość proszków do zabijania komarów robi się na bazie złocienia dalmatyńskiego, który jest z rodziny... wrotyczowatych. To szybki zabójca. Poraża wszystkie organy i samica komara pada na ziemię. Roślinę tę można uprawiać w kraju, ale nim się doczekamy kwiatów minie rok. A to właśnie one są najskuteczniejsze. My możemy zastosować proszek z wysuszonego wrotycza lub zrobić oprysk z wodnego wyciągu, albo szybciej z wywaru.

  2. Klasyczne, rosyjskie podręczniki naturalnego ogrodnictwa zalecają wodne wyciągi z korzenia chrzanu, które nadają się do oprysków cienistych i wilgotnych miejsc. Niestety nie udało nam się ustalić jakie proporcje powinny być przy przygotowywaniu wyciągu. Trzeba więc eksperymentować. Proponujemy zacząć od jednego roztartego korzenia roztartego i zalanego 2 litrami wody. Zostawiamy na dobę, cedzimy i opryskujemy cieniste miejsca.

 

 

Komarzyca - fajna roślinka, ale w ogrodzie komary jej się nie boją, pomoże na zamkniętym ganku. / fot. marta zając

 

 

3. Kupujemy komarzycę – roślinę o charakterystycznym zapachu. Nazywa się tak, bo ma odstraszać komary. Różnie z tym bywa, przy takim nasileni jak obecnie jest raczej mało skuteczna, szczególnie na powietrzu. Jeżeli już to raczej na werandzie, ganku, miejscu osłoniętym od wiatrów i częściowo zamkniętym.

4. Bluszczyk kurdybanek – podobnie jak komarzyca.

5. Kocimięta ale pod warunkiem że rośnie jej naprawdę dużo. Jedna roślinka pomoże w takich samych warunkach jak komarzyca.

6. Geranium lub ogrodowy bodziszek, bo to tak naprawdę to samo. Trzeba się jednak natrzeć rośliną, by dała efekt. Natrzeć się też możemy liśćmi orzecha włoskiego – tylko jak się potem domyć – lub liśćmi surmii. Liście tych roślin można także rozłożyć na lekko ciepłym grillu tak by się tliły a nie paliły.

 

 

Ogrodowy bodziszek, czyli geranium - tam gdzie jest go dużo komarów jest mało. / fot. marta zając

 

 

7. Bylica boże drzewo, albo jak ktoś woli artemisję szlachetną uprawia się w ogrodzie. Używano jej do produkcji absyntu. Zapach odstrasza komary. Prawdopodobnie pijąc ten trunek będziemy wolni od komarów, bo nasz pot będzie dla nich odstręczający. A kto nie ma ochoty na absynt może użyć pospolitego na polach piołunu. Kiedyś nim nacierano bydlęta, chroniąc przed pijącymi krew owadami. Człowiek nie bydlę, a przynajmniej nie każdy, ale nasmarować się może.

 

 

Szlachetny piołun - doskonała przyprawa, baza do produkcji absyntu i odstraszacz komarów. / fot. marta zając

 

 

8. Lawenda lub bagno – znane i skuteczne, ale we wnętrzach. Można też zrobić z nich świece zapachowe.\

9. Grejpfruty w ilości kilograma sokujemy razem ze skórkami i zalewamy litrem wody. Po przecedzeniu opryskujemy okolicę, w której chcemy odpoczywać.