dereń jedwabny (cornys amomum) - bardzo rzadko spotykany w szkółkach, również można rozmnażać przez sadzonki/ fot. marta zając



W tym miesiącu wiele roślin możemy rozmnażać przez sadzonki półzdrewaniałe dzięki czemu będziemy mieli nowe rośliny za darmo... pod warunkiem, że wystarczy nam cierpliwości.

Sadzonki możemy robić teraz, najlepiej do piątku, gdy jest okres opadającego (zstępującego) Księżyca. Można je też ścinać pod koniec okresu wznoszącego się (wstępującego) Księżyca, a do ziemi sadzić w okresie jego zstępowania. Zgodnie z Kalendarzem Biodynamicznym te terminy dają największą szansę na sukces.

Sadzonki z roślin liściastych tniemy na długość2-4 międzywęźli. Dół , czyli część sadzona do ziemi, musi być ucięta pod węzłem, a wierzchołek skrócony tak by kończył się nad węzłem.
Sadzonki z iglaków mogą mieć długość około 5 cm, do maksymalnie 10 cm.

Sadzonki zanurzamy w ukorzeniaczu.

Sadzimy do ziemi na tyle głęboko, by sztywno się trzymały i nie przewracały.

Sadzonki muszą mieć wilgotne środowisko. Możemy je zapewnić nakrywając je słojem lub folią polietylenową, ale tak by skraplająca się woda nie opadała na roślinę. Możemy też używać spryskiwacza i trzy razy dziennie nawilżać nim roślinę.

Sadzonki potrzebują dużo światła, ale rozproszonego.

Sadzonki liściaste wymagają temperatury w granicach 20-30 st. C, natomiast iglaste ok. 15-18 st. C.

Dla zapobieżeniu infekcjom grzybowym sadzonki opryskujemy preparatami grzybobójczymi lub skrzypem.

Ukorzenianie roślin liściastych trwa co najmniej kilka tygodni, iglastych od kilku miesięcy do kilku lat!
Oto lista roślin do marcowego ukorzeniania:




berberys

bluszcz pospolity

budleja

cis

cyprysik

dereń biały

forsycja

jabłoń ozdobna

jałowiec

jodła balsamiczna karłowata

metasekwoja

ostrokrzew

porzeczka krwista

szczodrzeniec

śnieguliczka

świerk biały

tamaryszek

wiciokrzew

winobluszcz

winorośl ozdobna

złotokap

żylistek

fot.marta zając

 

Co ci mówi Księżyc? Takie pytanie zadała mi zaprzyjaźniona od prawie 40 lat kobieta.

W przyrodzie występują pewnie, ściśle określone rytmy. Opisują je astronomowie, hydrolodzy, botanicy, biolodzy. Oni mają w miarę ścisłą wiedzę na temat obserwowanych zjawisk. Gorzej z połączeniem tego co wiedzą w jedną całość. Biodynamika jest taką próbą syntezy tej wiedzy w równym stopniu opartą na naukowych wynikach i intuicji.

Biodynamicy twierdzą, że narzędzia jakimi posługuje się nauka są ułomne, bo oddziaływanie następuje na poziomie niedostępnym  dla technik jakimi się posługujemy. Krytycy twierdzą,  ze biodynamika to szalbierstwo bo nie da się zweryfikować skuteczności zaleceń.

Są już jednak badania potwierdzające wpływ rytów Księżyca i gwiazdozbiorów na rozwój niektórych roślin. Są też badania, które temu zaprzeczają, ale nie ma żadnych dowodów , że stosowanie się do zaleceń Kalendarza Biodynamicznego szkodzi.

Biodynamicy przekonują, że w warunkach laboratoryjnych nie da się zbadać subtelnego wpływu różnorodnych, niemierzalnych czynników. Poza tym , skoro ciągle są spory o ekologiczne życie i odżywianie, to tym bardziej biodynamika musi budzić kontrowersje.

Zasada jest zatem prosta: kierujmy się tym co podpowiada rozum i intuicja. Stosowanie się do rytmów Księżyca i ułożenia gwiazd i ich konstelacji na pewno nie szkodzi. Pierwsze jest jednak Słońce, bo najsilniej działa. Potem temperatura i woda. Ich nie można lekceważyć. A Księżyc to dodatkowe wsparcie.

Tak samo jest w biodynamicznych regułach zdrowotnych. Opierają się ona na rozdzielania pewnych produktów po to, by organizm poradził sobie z rozłożeniem danej grupy pokarmów. am stosowanie tych reguł pomaga, ale nie jest to dowodem na to, że pomoże wszystkim.

Zgodnie z zasadami Kalendarza Księżycowego okres około Pełni jest najlepszy dla sadzenia roślin, szczególnie gdy pada deszcz.

Nadchodzi właśnie Pełnia. Będzie w niedzielę. Ale metrolodzy straszą ochłodzeniem, silnym wiatrem i deszczem ze śniegiem. Tymczasem okolice Pełni to doskonała pora na sadzenie pod warunkiem, że są to dni wilgotne. I takie będą. To dobrze dla roślin. Dobre jest także, że będzie chłodno i pochmurno. Rośliny, które znajdą się w nowym miejscu odparują mniej wody, łatwiej też przystosują się do nowego środowiska... ale pod warunkiem, że wcześniej nie były w szklarniowych warunkach. Gdyby tak było to niska temperatura będzie dla nich silnym szokiem. Na kilka dni zimna, a potem szybkiego, ponownego ocieplenia, dobrze je osłonić.

Jak poznać, że kupiona roślina była wcześniej pędzona w zbyt dobrych, sztucznych, warunkach? Wystarczy porównać ją z innymi, podobnymi. Forsycja obsypana teraz kwiatami na pewno była przegrzana, tak samo jak drzewko owocowe na którym są już listki, albo iglak z nowymi przyrostami.

 

fot. marta zając

 

Efektywne mikroorganizmy czyli EM  opracowane przez Prof. Teruo Higa z Uniwersytetu Ryukyus na Okinawie (Japonia) są bardzo lansowane jako cudowny środek na poprawę jakości gleby i alternatywa dla klasycznych środków ochrony roślin i nawozów. Wydają się być idealne dla ogrodu biodynamicznego albo ekologicznego, bo są wolne od chemii, całkowicie naturalne. Tyle, że są bardzo drogie, a do tego nie tak rewelacyjne jak podawane jest w reklamach. Tak przynajmniej wynika z informacji Instytutu Ochrony Roślin – PIB w Poznaniu, którego naukowcy sprawdzili faktyczną skuteczność EM.

 

W publikacji Efektywne mikroorganizmy w rolnictwie ekologicznym przygotowanej pod kierownictwem dr hab. Jolanty Kowalskiej opisano działanie EM na truskawki, lubczyk i kozłek lekarski.

 

Preparaty EM mają bakterie kwasu mlekowego, bakterie fotosyntetyzujące, drożdże, promieniowce oraz pleśnie. Poprzez zastosowanie preparatów EM można odtworzyć strukturę gruzełkowatą gleby, udostępnić niedostępne dla roślin makro i mikroelementy, przyśpieszyć humifikację masy organicznej znajdującej się w glebie, wzmocnić naturalną odporność roślin, wypierać  patogeny i szkodniki, neutralizować skutki suszy i optymalizować stosunek węgla do azotu – tyle mówią materiały promujące ten produkt, które autorzy przytaczają. Preparaty reklamowane są jako zwiększające szybkość kiełkowania po zaprawianiu materiału siewnego i nasadzeniowego, poprawiające korzenienie się roślin, wpływające na wzrost i wigor roślin oraz na ich obfitsze kwitnienie i zawiązywanie owoców.

 

Naukowcy podają, że wyniki różnych badań nie są tak jednoznaczne. I np. informują, że na glebach ciężkich środki te źle wpływają na plonowanie zbóż, a także pogarszają wzrost niektórych warzyw, których nasiona zaprawiono EM.

 

Sami więc sprawdzili działanie tego o środka badając wpływ EM na truskawki odmiany Honeoye, których korzenie sadzonek zanurzali w roztworze i opryskiwali w trakcie wegetacji roztworem EM. Z kolei kozłek i lubczyk w badaniach był opryskiwany dolistnie roztworem.

 

Oto ich wnioski.

 

  • Zauważyli istotny wzrost średniej liczby produkowanych rozłogów i średniej masy zielonej w porównaniu do krzewinek truskawek bez wspomagania EM.

  •  Truskawki traktowane EM charakteryzowały się silniejszym wzrostem i brakiem objawów plamistości.

  • Krzewinki wspomagane EM miały silniejszy system obronny.

  • Wpływ zabiegów EM na zawartość chlorofilu był negatywny, co nie jest korzystne dla roślin.

  • EM wpłynął dodatnio na zawartość suchej masy i olejków w korzeniach i liściach lubczyka oraz kozłka.

 

Czy zatem warto stosować te środki?

 

Na pewno nie rozwiążą wszystkich problemów w ogrodzie. Czasem mogą szkodzić. A zatem, jak zawsze przy nowościach, należy eksperymentować sprawdzając efekty we własnym ogrodzie.

 

 

 

Zakwitną szybciej niż myślimy, chyba że prognozy są błędne /fot. marta zając

 

 

Wiosna tak przyśpiesza, że taki kwitnący, wiśniowy sad będziemy mogli prawdopodobnie już niedługo podziwiać. U nas w ogrodzie mocno nabrzmiewają pąki wiśni japońskiej, ale też mają ciepło bo drzewo rośnie przy domu i ma południowo - wschodnie słońce. Ale i w ogrodzie widać duże przyśpieszenie.

 

Z wiśniami - i nie tylko z nimi - które zbyt szybko zaczną kwitnąć może być pewien kłopot. Nabrzmiałe pąki wytrzymują temperaturę do - 4 st. C, kwiaty - 2 do - 3 st. C., zawiązki owoców -1 st. C. A przecież to dopiero marzec i wszystko w pogodzie może się zdarzyć.

 

Profesor Szczepan Pieniążek podaje, że najlepszym zabezpieczeniem przed chwilowym, niewielkim przymrozkiem jest czarny ugór pod drzewami pozwalający na podwyższenie temperatury nawet o 5 st. C. Ale takie rozwiązanie ma sens jedynie w uprawie sadowniczej. W ogrodzie ozdobnym takie rozwiązanie jest niemożliwe. Można jednak dopilnować, by trawa była jak najniższa (skosić teraz to co wyrosło od jesieni) co także podnosi temperaturę nad gruntem o kilka stopni. Innym rozwiązaniem jest przygotowanie stosów wilgotnego drewna zebranego po zimowych porządkach, tak by w czasie nagłego ochłodzenia odymiać ogród. Aby nie niszczyć trawnika, zamiast stosów bezpośrednio na ziemi, można przygotować pojemniki, stare wiadra, beczki itp. w których rozpalimy mocno dymiące ogniska.