Są takie rośliny, do których trzeba się pochylić, by docenić ich urodę. Niewątpliwie należy do nich trójsklepka owłosiona. Przechodziłem obok niej i nie zauważyłem, chociaż w początkach jesieni niewiele jest przecież kwitnących roślin. Kwiaty ma piękne, ale trzeba dobrze się rozglądać, by je zobaczyć, bo są małe, zaledwie trzycentymetrowe. A chociaż roślina może dorosnąć nawet do 70 cm ( w głębszym cieniu, na wilgotnym stanowisku) , można ją przegapić tak jak mnie się to zdarzyło.

 

 

Trójsklepka owłosiona (japońska) to inaczej storczyk ropuszy, ropusza lilia, żabia lilia, żabi storczyk... tyle przynajmniej nazw spotkałem. Ze storczykiem wprawdzie nie ma nic wspólnego, za wyjątkiem oryginalnego kwiatu przypominającego nieco te jakie mają egzotyczne męczennice. Już bliższa jest liliom, bo pochodzi z tej rodziny, jednak to tylko daleka krewna lilii ogrodowej. Poza tym rozwija się z kłącza a nie z cebulki.

 

 

Nie udało mi się ustalić skąd ten żabi czy ropuszy element nazwy. Może trochę płatki przypominają fakturę ropuszej skóry...

 

 

Trójsklepka omszała najlepiej rośnie i kwitnie gdy bezpośrednio oświetla ją poranne, wschodnie słońce. Potem raczej powinno do niej docierać jedynie rozproszone światło. Trzeba ją ściółkować, by ziemia była stale wilgotna, a przed zimą okryć korą.

 

fot. sabina zając

 

 

Nazywa się nieciekawie: świecznica, a nawet podle: pluskwica. Niektóre odmiany mają do tego brzydko pachnące kwiaty. A przy tym oryginalnie wygląda, ale ma też wyjątkową  cechę: dzięki niej kobiety są jeszcze bardziej kobiece.

Tak jak testosteron jest potrzebny mężczyznom, by byli męscy z wszystkimi tego wadami i zaletami, tak kobietom potrzebny jest estrogen. Jeżeli mają go za mało popadają w depresję, seks je nie cieszy i coraz mniej czują się kobietami.

Estrogen dobrze też wpływa na funkcjonowanie cyklu, a także całej reszty organizmu kobiety. Dlatego preparaty z karpy świecznicy są składnikami różnych, dostępnych w aptekach preparatów.

Jest bardzo silnym środkiem. Ale gdyby ktoś zdecydował się stosować bez konsultacji z lekarzem, odsyłam do receptur dr H. Różańskiego

http://rozanski.li/?p=456

 

 

 Tak wyglądają pączki kwiatowe świecznicy gałęzistej/fot. sabina zając

 

Dla ogrodników, miłośników roślin, ważne jest jednak zapewne coś innego. Świecznica wzięła swoją nazwę nie bez powodu, rozkwita jak płonąca świeca.

Nazywana jest też pluskwicą, bo obłażą ją pluskwiaki i chociaż brzmi to niemiło, niektóre pięknie wyglądają.

Dlaczego zatem jest tak ceniona?

 

 

 Pluskwica przede wszystkim jest wyjątkowa na każdym etapie rozwoju. Nasza odmiana, Brunette, ma bordowe liście, z lekko fioletowym odcieniem. Są duże, ząbkowane. Gdy ma wilgotne stanowisko, a jednocześnie dużo słońca wówczas nie tylko pięknie rośnie, nawet do dwóch metrów, ale też obficie kwitnie.

 

 

 

W tej odmianie kwiaty są prawie białe, z lekko różowym odcieniem. Ładnie pachną. U nas zakwitają pod koniec września lub dopiero w październiku.

 

 

Ale by roślina uzyskała pełnię swojej urody, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Zakwita bowiem dopiero po 2-3 latach od posadzenia. Na początku też nie dorasta do pełnej wysokości. My posadziliśmy ją nad stawem, w sąsiedztwie rozplenicy i metrowej wysokości słoneczniczków.

Możemy ją rozmnażać z nasion, wysianych po dojrzeniu, jesienią. Czasem trzeba czekać nawet dwa lata by wykiełkowały. Wiosną możemy też rozdzielać dużą karpę.

 

 

 

 fot. marta zając

 

Podziwiaj nie tykaj

 

Jest jak niejedna kobieta, można się nią zachwycać, ale lepiej nie dotykać. Glediczja trójcierniowa. Nasza ma zaledwie dwa metry, to smarkula, ale już ma kolce długie na ponad centymetr. Musimy trochę poczekać aż zacznie kwitnąć i owocować, a takich kolców jak na zdjęciu chyba nie doczekamy, bo mają 10 centymetrów długości, a rosną na bardzo dorosłym drzewie ( u zaprzyjaźnionego ogrodnika).

 

fot. marta zając

 

Drzewo jest nie tylko oryginalne, ale też ma nietypowe wymagania, bo lubi... jałową glebę.

 

 

 

 

Pochodzi z wielkiej rodziny hortensjowatych, ale z innego plemienia - jak mówią botanicy. Jest bliską krewną żylistka i jaśminowca, chociaż to krzewy, a kirengeshoma jest byliną. Ale pokrewieństwo właśnie z hortensją widać po wymaganiach jakie stawia ogrodnikowi. Lubi więc ziemię kwaśną, wilgotną, przepuszczalną, stanowisko lekko ocienione.

 

 fot. sabina zając

 

Dorasta do ponad metra wysokości, ale przez to że wiotkie łodygi nieco się przewieszają wydaje się być niższa.

 

Ponieważ to jednak bylina, a nie krzew, więc zimą gdy zaschną pędy, należy ją przyciąć przy ziemi. My nie zawsze o tym pamiętamy i czasami robimy to dopiero wiosną. Najważniejsze by roślina była dobrze okryta zimą, bo chociaż jest całkowicie mrozoodporna, to nagłe mrozy po okresach ocieplenia mogą być dla niej niebezpieczne. My po prostu grubo ją ściółkujemy korą przez cały rok i to wystarcza.

 

Kirengeshoma dłoniasta, którą mamy w ogrodzie pochodzi z Japonii z wysp Kiusiu i Sikoku. Kwitnie pod koniec lata, w sierpniu i we wrześniu. Żółte, dzwonkowe, duże kwiaty są przepiękne i ładnie mogą się komponować w grupie z hortensjami bukietowymi (jako dolne piętro) i ogrodowymi.

 

Bylinę najlepiej jest nawozić kompostem. Jeżeli mamy znajomych, którzy kirengeshomę mają w ogrodzie, możemy wiosną odkopać kawałek i posadzić u siebie.

Gdyby nie szkółkarze pewnie nie spotkalibyśmy pewnie w naturze długosza królewskiego, bardzo rzadkiej paproci wpisanej do czerwonej księgi roślin zagrożonych wyginięciem. Ale kupiliśmy ją i od kilku lat rośnie w naszym ogrodzie. Niestety, chociaż w naturze, w sprzyjających warunkach jest ona w stanie osiągnąć nawet półtora metra wysokości, u nas jest mikra bo zaledwie półmetrowa. Być może ma za sucho, albo za dużo słońca, a lubi wilgotny cień. Ale przesadzać jej nie będziemy, bo bardzo źle znosi ten zabieg.
Długosz królewski swoją łacińską nazwę wziął prawdopodobnie od groźnego boga Thora, patrona burz, ale także opiekuna rolników, władającego tak potrzebnymi ziemi deszczami. A tak przy okazji Thor to postać z nieco mrocznej subkultury Gothów.
Ale wracając do długosza królewskiego, w porównaniu z innymi paprociami wyróżnia go miejsce rozmieszczenia zarodników. U powszechnie znanych są one umieszczone na spodzie liści. Natomiast u długosza liść dzieli się na dwie części: dolną która służy odżywianiu rośliny i górną, zawierającą ogromną ilość zarodników zebranych w rodzaj kłosa. Gdy dojrzewają są ciemnobrunatne. Wówczas paproć wygląda szczególnie pięknie. Ta cecha była prawdopodobnie właściwa dla prehistorycznych pra-paproci.
Co zrobić, by w ogrodzie zapewnić im idealne stanowisko? Powinny rosnąć na ziemi kwaśnej, podmokłej, cienistej, w pobliżu zbiornika wodnego zapewniającego wilgotne powietrze, obniżającego temperaturę latem, łagodzącego skutki ostrej zimy w czasie jej największego nasilenia. W naszym ogrodzie najtrudniej o bardzo mokrą ziemię, dlatego dodajemy do długosza dużą ilość bentonitu.
fot. sabina zając