Znalazłem gdzieś prosty przepis na odtrucie organizmu: codziennie, przez dwa tygodnie zjadać około 30 jagód miechunki. Przy okazji poprawimy przemianę materii, poprawimy pracę nerek i wątroby. To jednak n nieco kosztowna, bo dziennie trzeba by wydać na nią około 10 zł, ale gdyby miała pomóc to nie tak wiele trzeba wydać, a przy okazji owoce są smaczne. Słodko-kwaśne z nutką kiwi, pomarańczy, ananasa...niepowtarzalne. Ale jak ktoś nie chce się bawić w takie naturalne diety, wystarczy, że kupi 20 dekagramów miechunkowych owoców i zaleje litrem wina, a po kilkunastu dniach przecedzić i pić po łyżce stołowej 2 -3 razy dziennie.

 

 

Na co pomoże? Według doktora Henryka Różańskiego, naszego ulubionego fitoterapeuty, nie tylko odtruwa poprzez usuwanie z moczem szkodliwych substancji, ale także pomaga w chorobach reumatycznych i artretyzmie, działa przeciwzapalnie, zmniejsza obrzęki nóg, stosuje się w choro9bach stawów, przy odchudzaniu, zaburzeniach przemiany materii.

 

 W ogrodach, gdy się rozrośnie podziemnymi kłączami, czasem traktuje się jak uciążliwy chwast, bo i atrakcyjna jest dopiero gdy pojawiają się ozdobne torebki z owocem wielkości wiśni. Ten owoc jest jadalny, smaczny i zdrowy ale dopiero gdy jest w pełni dojrzały ( to roślina psiankowa tak jak pomidory i ziemniaki, a więc niedojrzała jest trująca). W Polsce miechunka rośnie gdzie chce, także dziko, chociaż do naszego kraju została nie wiadomo kiedy przywleczona z cieplejszych rejonów Europy.

 

Nasze babcie chętnie ją uprawiały w ogródkach, chociaż nie dla celów spożywczych a dla ozdoby i na suszki.

 

 

Sadzonki miechunki można kupić w szkółkach. Ale taniej wyjdzie je wysiać w marcu do skrzynek, a w maju, po Zimnej Zośce przesadzić do gruntu. Miejsce powinno być słoneczne, ale wilgotne. Jak się rozrośnie możemy narzekać na nadmiar owoców... Ale wtedy można je suszyć np. w elektrycznej suszarce do grzybów i owoców.

 

A jak gdzieś znajdziecie zdziczałą miechunkę, wystarczy odkopać fragment kłącza i wsadzić do ziemi. To najprostsza i najszybsza metoda rozmnażania.

fot. marta zając

 

 

śnieguliczka /fot. marta zając

 

Śnieguliczki te pospolite, o białych owocach nie są cenione przez ogrodników. Koralowe są bardziej eleganckie, szczególnie gdy spadnie śnieg i świeci słońce. Wówczas czerwone jagody pięknie błyszczą i przyciągają wzrok. Namawiam do posadzenia w ogrodzie tego krzewu. Jest praktycznie bezobsługowy. Nie wymaga oprysków, radzi sobie na każdej ziemi, zadowala się taką ilością wody jaką dostaje z deszczem. Czasem przemarza, ale odbija nowymi pędami. Przez sadzonki rozmnaża się go jesienią. Można teraz uciąć gałązkę, potraktować ją ukorzeniaczem, wsadzić do doniczki i trzymać w chłodnym pomieszczeniu. Gdy nie mamy takich możliwości warto spróbować ukorzeniania na przedwiośniu. Nam się udało.

Śnieguliczka koralowa jest atrakcyjną alternatywą od znacznie bardziej wrażliwej i wymagającej pięknotki czyli kalikarpy, która jest zdecydowanie bardziej kłopotliwa, chociaż trzeba przyznać, że jej owoce o niesamowitym, metalicznym połysku są wyjątkowo piękne. Niestety, nawet gdy ją osłaniamy przed mrozami, sadzimy w zacisznym miejscu, może przemarzać jeżeli nawet nie zimą to późnym przedwiośniem, gdy po ociepleniu przychodzą gwałtowne ochłodzenia.

 

 

 

pięknotka/fot. marta zając

Ni e spotkałem nigdzie w literaturze informacji o leczniczych właściwościach śnieguliczki koralowej. Jedynie Dr Henryk Różański pisze o zastosowaniu śnieguliczki białej wspominając jednak o koralowej. Można jedynie się domyślać, że mają podobne właściwości. Ostrzega, że zjedzenie już 3-4 owoców może wywołać nudności i wymioty. Jednak proponuje suszyć owoce z młodymi gałązkami i tak przygotowane i rozdrobnione parzyć ( 1 łyżka na szklankę wody) i stosować w leczeniu kaszlu, infekcji górnych dróg oddechowych oraz drożdżakach - grzybowych zakażeniach przewodu pokarmowego. Bezpieczniejsze jest stosowanie zewnętrzne i przemywanie skóry naparem przy grzybicach, ale także stanach zapalnych.

Z kolei pięknotka ma jadalne, ale bardzo cierpkie owoce. Można je wykorzystać do wyrobu wina lub galaretek. Ciekawostką jest, że w amerykańskiej medycynie ludowej roślina jest wykorzystywana jako  środek odstraszający komary. W naszych warunkach jest jednak chyba zbyt cenna, by kaleczyć krzew w tym celu. Warto jednak poeksperymentować z gałązkami ciętymi w trakcie zabiegów pielęgnacyjnych i sprawdzić skuteczność oprysków z naparów i wywarów lub nacierania się wyciągiem z rośliny. 

 

 Jakby ktoś nie wierzył, miskant olbrzymi jest tak wielki, że ja przy nim wydaję się karłem, a mierzę 186 cm. Piękny cały sezon, teraz wyjątkowy, bo zakwitł. A nie zdarza mu się to zbyt często.

 

 

 Miskanty do kwitnięcia potrzebują bardzo wczesnej wiosny i długiej, ciepłej jesieni. Ten rok im służył i nagrodziły to jak umiały.

 

 

Cały czas sądziliśmy, że to jest rozplenica japońska, która nie chciała nam kwitnąć. A teraz gdy chyba pierwszy raz, po 10 latach, trawa zakwitła, okazuje się, sądząc po kształcie kwiatów... że to miskant chiński Gracillimus

 

 

i do tego okazuje się, że mamy dwie odmiany... kwitnącą na czerwono

 

 

... i w kolorze piaskowym

 

 fot. sabina zając

 

 

 Słonecznik wierzbolistny to wyjątkowa roślina przede wszystkim dlatego, że póki nie zakwitnie bardzo przypomina papirus, bo liście ma długie, bardzo wąskie, malowniczo przewieszone do dołu. . Jego łodygi, długie na trzy metry, są wiotkie, czasem się pokładają, ale to tylko dodaje uroku roślinie. A gdy zakwita, zaskakuje. Kwiaty, małe, bo zaledwie 5 centymetrowe, są bardzo liczne. Pojawiają się bowiem w październiku, czasem w listopadzie – gdy miesiąc jest ciepły. A bywają lata, że zimno nadchodzi tak szybko, że słonecznik nie zdąży zakwitnąć. Jest byliną, całkowicie mrozoodporną, szybko się rozrastającą w sprzyjających warunkach.

 

Jak każdy słonecznik lubi słońce. Dobrze rośnie na dość suchej ziemi, ale najlepsza jest średnio wilgotna, żyzna, przepuszczalna.

 

 

Ponieważ słonecznik wierzbolistny nie choruje, ma stosunkowo małe wymagania i szybko rośnie, zaczyna być uprawiany na biomasę zamiast wierzby energetycznej. Ma też podobną wartość opałową.

fot. sabina zając

 

 

 

 

fot. marta zając

 

Wyjątkowa , co najwyżej półmetrowa, roślina która wszystko ma potrójne. Jedna z najbardziej oryginalnych z uprawianych w naszym klimacie i to w gruncie. W centralnej Polsce zimuje. Na kresach wschodnich ? Nie wiem jak sobie poradzi.

 

Ale po kolei.

 

Jest geofitem, to znaczy że pączki w okresie spoczynku ma pod ziemią.

 

Nie wytwarza normalnych liści, a jedynie tak zwane katafile, czyli nibyliście wyrastające bezpośrednio z podziemnego kłącza. Swoją drogą katafilami nazywa się przynajmniej we Francji ludzi najlepiej czujących się w podziemnych korytarzach pod miastami, które nielegalnie przemierzają.

 

Z katafila wyrastają trzy – jakże by inaczej – przysadki czyli znowu fałszywe liście. Z ich kąta których wyrasta kwiat. Te przysadki wabiące zapylające owady są zielone, albo nakrapianie jak u trójlistu na zdjęciu.

 

Zanim dotrzemy do kwiatu właściwego, jest jeszcze okwiat złożony z trzech działek kielicha i trzech płatków korony. Okwiat jest zielony, lub kasztanowo-brązowy. Czasem z plamkami. Płatki korony są w różnych kolorach: białe, żółte, czerwone, liliowe...

 

Niektóre kwiaty wytwarzają przyjemny nektar i te są zapylane przez trzmiele. Inne pachną... trupem, czyli rozkładającym się mięsem i zapylaniem ich zajmują się obrzydliwe muchy i chrząszcze.

 

Owoce mogą być czerwone, jagodowe, albo też mają kształt torebek kremowych lub szarozielonych.

 

W owocach są nasiona szczególnie lubiane przez mrówki za sprawą oleistej substancji znajdującej się na ich powierzchni. To właśnie one transportują te nasiona w miejsca, gdzie wyrastają nowe rośliny. Ale nie następuje to szybko, bo na pierwszy liść trzeba czekać półtora roku. A przez pierwszych 10 lat wytwarzają tylko jeden katafil (badyl udający łodygę) z którego wyrastają trzy nibyliście przysadkowe, z których to kącika wyrasta kwiat.

 

Ten długo trwały proces powoduje, że trójlisty w naturalny sposób rozmnażają się bardzo wolno. A ich oryginalny wygląd, kłopoty z rozmnażaniem, powolny rozwój sprawiają, że cena sadzonek jak na bylinę jest bardzo wysoka, bo zaczyna się od ponad 20 zł, a kończy na kwocie ponad stu złotych za sztukę!

 

Trójlisty mają też specjalne wymagania siedliskowe. Najlepsze są dla nich dębowe lub klonowe lasy, w których kwitną przed pojawieniem się na drzewach liści. Muszą mieć też wilgotną ziemię. Ale są też gatunki o zupełnie innych wymaganiach. Sadząc zatem trójlist w ogrodzie, trzeba dokładnie sprawdzić jakie warunki są dla niego najlepsze.

 

Trójlist w wielu kulturach to roślina magiczna, coś w rodzaju naszego lubczyka, tyle że znacznie silniej działająca. Ale też w Azji, a także w USA ( Indianie) używana jest przez zielarzy i uzdrowicieli. Nie ma jednak sensu opisywać jej zastosowań, bo w naszych warunkach to przede wszystkim ogrodniczy rarytas. Tyle, że w Stanach Zjednoczonych lecznicze właściwości sprawiły, że roślina jest wyniszczana na naturalnych stanowiskach i trzeba było ją objąć ochroną.

 

Na zdjęciu Trójlist kurabayashii, którego sadzonka kosztuje bagatela, około 40 zł.